Ostatnia.
Ostatnia.
Tak. To już koniec. Ale przecież koniec, jest nowym początkiem.
Dlatego “Żegnaj Rebel”, nie oznacza końca.
Mam nadzieje, że będzie dobrze.
Ze mną.
***
Wracała już sama do domu. Dziwnie się czuła. Jakoś nie mogła uwierzyć w to, co się stało. We włosach i ubraniu miała pełno siana. Cały czas miała przed sobą obraz wczorajszego zajścia. Zrobiła parę zdjęć jeszcze przed „tym”. Postanowiła wywołać je jeszcze dzisiaj.
Donnie i Rob dziwnie na nią spojrzeli. Druga Marilyn spojrzała na na Crush’a z dziwnym uśmiechem. Od razu zrozumiał co musiało się stać. Nie chcąc zwracać na siebie uwagi, powrócili do pakowanie książek do pudeł. Dziewczyna powędrowała nieprzytomna na górę.
Weszła do pokoju, i zrzuciła z siebie ubrania. W samej bieliźnie poszła do „ciemni”, którą był mały schowek. Zabrała się za wywoływanie zdjęć. Pierwsze, drugie, trzecie… Powoli zaczynały tworzyć się obrazy tego, co się stało, tego, co musiała uwiecznić.
Siedziała na ziemnej podłodze, i przeglądała zdjęcia. Kiedy siedzą na kupie siana. Na następnym można było zobaczyć całujących się. Odruchowo przytuliła to zdjęcie do serca. Miała nadzieję, że pozostanie ono tam na zawsze.
Szybko wyszła spod prysznica, i skierowała się w stronę pokoju. Kiedy już tam była, wyciągnęła jakieś ubrania, i szybko w nie wskoczyła. Przypomniała sobie, że dziś jest ten ważny występ Sweet Children. Z resztą, i tak nie zależało jej na dobrym wyglądzie. Wolała pozostać sobą.
Była już gotowa do wyjścia. Czarny makijaż, poszarpane dżinsy, i szaro-czarny podkoszulek w paski. Rude blond włosy dawały kolorowy akcent na tle ciemnego stroju. W pewnej chwili do pokoju weszła Donnie.
- Mamy prośbę… – zaczęła.
- Tak?
- Mogłabyś zostać i pomóc nam się pakować? Obawiam się, że nie zdążymy się z tym uporać do jutra…- powiedziała ze zmartwioną miną.
- No cóż…- Reb zamyśliła się. Nie chciała jednak zostawiać ich jednak w takiej sytuacji.- Dobra, tylko zadzwonię do Billie’go.- nie myśląc długo, zeszła do kuchni i chwyciła za telefon. Powiedziała, że przeprasza, ale przyjdzie trochę później. BJ nie miał jej tego za złe. Obiecał że pogadają kiedy przyjdzie. Odłożyła słuchawkę.
Uporały się z pakowaniem w półtorej godziny. Rebel ostatni raz przeglądnęła się w lustrze, i ruszyła na miejsce koncertu.
Na początku nie wiedziała za bardzo, gdzie koncert się odbywa. W końcu usłyszała głośno grającą muzykę, i ruszyła w tamtym kierunku. Była to dość ładna okolica. Ładne domki, zielona trawa, wesołe i zakochane i wesołe nastolatki. Spojrzały na Crush, i pomachały jej. Zdziwiła się. Wyglądały jak zwykłe plastiki, a jednak nie były takie złe. Rebel uśmiechnęła się i odmachała piątce dziewczyn.
Znalazła się przed dużym domem z którego rozbrzmiewała muzyka. Jakieś chłopaki grały na dużym podwórku w piłkę. Reb nieśmiało weszła do środka, i rozglądnęła się. Wokół niej unosiły się chmury dymu, po podłodze walały się pety. Wszyscy byli już mocno pijani. Ktoś rozbił butelkę po piwie o ścianę.
Szukała wzrokiem chłopaków, Jane i Kate. Nigdzie ich nie widziała. Nareszcie. Siedzieli na dużej kanapie, śmiejąc się i pijąc piwo. Szybko podbiegła do nich, i spytała dlaczego są tacy weseli.
- Mamy kontrakt! Nagrywamy płytę!- krzyknął uradowany Tre’.
- A gdzie Billie?- spytała nigdzie nie widząc swojego chłopaka. Wszyscy bezradnie wzruszyli ramionami. Nie myśląc długo ruszyła by Go poszukać.
Rozglądała się po wszystkich pokojach. Wyobrażała sobie, że podejdzie do niej, i pocałuje ją. Przytuli.
Znalazła.
***
Zakryła usta ręką. Z oczu pociekły jej gorzkie, szkliste łzy. Nie mogła uwierzyć. BJ całował się z jakąś dziewczyną. Siedziała na nim okrakiem.
Płakała, i przyglądała mu się. W końcu ją zauważył. Zrobił wystraszoną minę, i zrzucił z siebie obcą dziewczynę. Kiedy zobaczyła, że podchodzi do niej, odwróciła się i pobiegła na podwórko.
Stanęła na środku ulicy, i po raz kolejny głośno zapłakała. Poczuła, że ktoś łapie ją za ramie. Odwróciła się, i zobaczyła BJ’a. Miała ochotę napluć mu w twarz.
- Rebel, to nie tak…- miała tego dość. Zrobił to, i teraz wypiera się. Z całej siły uderzyła Go w twarz. Odwróciła się na pięcie, i uciekła. Nie chciała Go widzieć. Nie chciała żyć.
Biegła. Nie wiedziała gdzie. Miała wrażenie, że uciekając, ucieknie od przeszłości. Że zostawi to, i wyda jej się to tylko długim snem. Żałowała, że tak być nie mogło.
Roztrzęsionymi dłońmi otworzyła dom. Nie było nikogo. Zatrzasnęła z hukiem drzwi. Pobiegła na górę, i wparowała na balkon. Powoli podeszła do ubezpieczającego murku. Oparła się o niego, i spojrzała w dół. Wysoko.
Oparła się na nim rękami, i podciągnęła się. Chwiejnie stanęła na nim, prostując się. Złapała wisiorek z napisem „Forever” w dłoń, i przechyliła się do przodu.
- Nie warto.- usłyszała. Odchyliła się, tak by uniknąć upadku, i rozglądnęła się dookoła. Na murku, po turecku, siedziała jej siostra. Głowę miała spuszczona, Reb dostrzegła jednak, że na twarzy malował się smutek. Odwróciła głowę, i spojrzała w dół. Chciała zapytać swoją siostrę, skąd wiedziała. Zniknęła.
***
Billie wpadł do domu Crush. Oniemiał. Nie było mebli, obrazków, ani zdjęć. Gołe ściany. Nie mógł uwierzyć. Wbiegł szybko na górę, do pokoju Rebel. Nic. Załamany, usiadł pod ścianą, tam gdzie znajdowało się jej łóżko. Schował twarz w dłoniach. „Spieprzyłem”- pomyślał.
Crush jechała wtulona w kąt autobusu. Rano udało jej się jakoś uporać z rzeczami, i spakować je do ciężarówki. Postanowiła jednak pojechać do Nowego Jorku sama.
Już nie płakała. Nie miała już na to siły. Zamiast tego, przeglądała zdjęcia. Widząc ją i Billie’go, śmiała się sama do siebie. Cały czas w dłoni ściskała ukochany łańcuszek.
Wiedziała, że to koniec. Że już nie wróci. Z resztą, i tak nie miała zamiaru.
Coś jednak przeoczyła.
Wiedziała, że zaczyna nowe życie.
Nie wiedziała jednak, że TO, stowrzyła sama.
Ale nie do końca.
