Archiwum

Archiwum dla ‘Bez kategorii’ Kategoria

Ostatnia.

Maj 23rd, 2010
Komentarze są wyłączone

Ostatnia.
Tak. To już koniec. Ale przecież koniec, jest nowym początkiem.
Dlatego “Żegnaj Rebel”, nie oznacza końca.
Mam nadzieje, że będzie dobrze.
Ze mną.

***

Wracała już sama do domu. Dziwnie się czuła. Jakoś nie mogła uwierzyć w to, co się stało. We włosach i ubraniu miała pełno siana. Cały czas miała przed sobą obraz wczorajszego zajścia. Zrobiła parę zdjęć jeszcze przed „tym”. Postanowiła wywołać je jeszcze dzisiaj.
Donnie i Rob dziwnie na nią spojrzeli. Druga Marilyn spojrzała na na Crush’a z dziwnym uśmiechem. Od razu zrozumiał co musiało się stać. Nie chcąc zwracać na siebie uwagi, powrócili do pakowanie książek do pudeł. Dziewczyna powędrowała nieprzytomna na górę.
Weszła do pokoju, i zrzuciła z siebie ubrania. W samej bieliźnie poszła do „ciemni”, którą był mały schowek. Zabrała się za wywoływanie zdjęć. Pierwsze, drugie, trzecie… Powoli zaczynały tworzyć się obrazy tego, co się stało, tego, co musiała uwiecznić.
Siedziała na ziemnej podłodze, i przeglądała zdjęcia. Kiedy siedzą na kupie siana. Na następnym można było zobaczyć całujących się. Odruchowo przytuliła to zdjęcie do serca. Miała nadzieję, że pozostanie ono tam na zawsze.
Szybko wyszła spod prysznica, i skierowała się w stronę pokoju. Kiedy już tam była, wyciągnęła jakieś ubrania, i szybko w nie wskoczyła. Przypomniała sobie, że dziś jest ten ważny występ Sweet Children. Z resztą, i tak nie zależało jej na dobrym wyglądzie. Wolała pozostać sobą.
Była już gotowa do wyjścia. Czarny makijaż, poszarpane dżinsy, i szaro-czarny podkoszulek w paski. Rude blond włosy dawały kolorowy akcent na tle ciemnego stroju. W pewnej chwili do pokoju weszła Donnie.
- Mamy prośbę… – zaczęła.
- Tak?
- Mogłabyś zostać i pomóc nam się pakować? Obawiam się, że nie zdążymy się z tym uporać do jutra…- powiedziała ze zmartwioną miną.
- No cóż…- Reb zamyśliła się. Nie chciała jednak zostawiać ich jednak w takiej sytuacji.- Dobra, tylko zadzwonię do Billie’go.- nie myśląc długo, zeszła do kuchni i chwyciła za telefon. Powiedziała, że przeprasza, ale przyjdzie trochę później. BJ nie miał jej tego za złe. Obiecał że pogadają kiedy przyjdzie. Odłożyła słuchawkę.
Uporały się z pakowaniem w półtorej godziny. Rebel ostatni raz przeglądnęła się w lustrze, i ruszyła na miejsce koncertu.
Na początku nie wiedziała za bardzo, gdzie koncert się odbywa. W końcu usłyszała głośno grającą muzykę, i ruszyła w tamtym kierunku. Była to dość ładna okolica. Ładne domki, zielona trawa, wesołe i zakochane i wesołe nastolatki. Spojrzały na Crush, i pomachały jej. Zdziwiła się. Wyglądały jak zwykłe plastiki, a jednak nie były takie złe. Rebel uśmiechnęła się i odmachała piątce dziewczyn.
Znalazła się przed dużym domem z którego rozbrzmiewała muzyka. Jakieś chłopaki grały na dużym podwórku w piłkę. Reb nieśmiało weszła do środka, i rozglądnęła się. Wokół niej unosiły się chmury dymu, po podłodze walały się pety. Wszyscy byli już mocno pijani. Ktoś rozbił butelkę po piwie o ścianę.
Szukała wzrokiem chłopaków, Jane i Kate. Nigdzie ich nie widziała. Nareszcie. Siedzieli na dużej kanapie, śmiejąc się i pijąc piwo. Szybko podbiegła do nich, i spytała dlaczego są tacy weseli.
- Mamy kontrakt! Nagrywamy płytę!- krzyknął uradowany Tre’.
- A gdzie Billie?- spytała nigdzie nie widząc swojego chłopaka. Wszyscy bezradnie wzruszyli ramionami. Nie myśląc długo ruszyła by Go poszukać.
Rozglądała się po wszystkich pokojach. Wyobrażała sobie, że podejdzie do niej, i pocałuje ją. Przytuli.
Znalazła.

***

Zakryła usta ręką. Z oczu pociekły jej gorzkie, szkliste łzy. Nie mogła uwierzyć. BJ całował się z jakąś dziewczyną. Siedziała na nim okrakiem.
Płakała, i przyglądała mu się. W końcu ją zauważył. Zrobił wystraszoną minę, i zrzucił z siebie obcą dziewczynę. Kiedy zobaczyła, że podchodzi do niej, odwróciła się i pobiegła na podwórko.
Stanęła na środku ulicy, i po raz kolejny głośno zapłakała. Poczuła, że ktoś łapie ją za ramie. Odwróciła się, i zobaczyła BJ’a. Miała ochotę napluć mu w twarz.
- Rebel, to nie tak…- miała tego dość. Zrobił to, i teraz wypiera się. Z całej siły uderzyła Go w twarz. Odwróciła się na pięcie, i uciekła. Nie chciała Go widzieć. Nie chciała żyć.
Biegła. Nie wiedziała gdzie. Miała wrażenie, że uciekając, ucieknie od przeszłości. Że zostawi to, i wyda jej się to tylko długim snem. Żałowała, że tak być nie mogło.
Roztrzęsionymi dłońmi otworzyła dom. Nie było nikogo. Zatrzasnęła z hukiem drzwi. Pobiegła na górę, i wparowała na balkon. Powoli podeszła do ubezpieczającego murku. Oparła się o niego, i spojrzała w dół. Wysoko.
Oparła się na nim rękami, i podciągnęła się. Chwiejnie stanęła na nim, prostując się. Złapała wisiorek z napisem „Forever” w dłoń, i przechyliła się do przodu.
- Nie warto.- usłyszała. Odchyliła się, tak by uniknąć upadku, i rozglądnęła się dookoła. Na murku, po turecku, siedziała jej siostra. Głowę miała spuszczona, Reb dostrzegła jednak, że na twarzy malował się smutek. Odwróciła głowę, i spojrzała w dół. Chciała zapytać swoją siostrę, skąd wiedziała. Zniknęła.

***

Billie wpadł do domu Crush. Oniemiał. Nie było mebli, obrazków, ani zdjęć. Gołe ściany. Nie mógł uwierzyć. Wbiegł szybko na górę, do pokoju Rebel. Nic. Załamany, usiadł pod ścianą, tam gdzie znajdowało się jej łóżko. Schował twarz w dłoniach. „Spieprzyłem”- pomyślał.
Crush jechała wtulona w kąt autobusu. Rano udało jej się jakoś uporać z rzeczami, i spakować je do ciężarówki. Postanowiła jednak pojechać do Nowego Jorku sama.
Już nie płakała. Nie miała już na to siły. Zamiast tego, przeglądała zdjęcia. Widząc ją i Billie’go, śmiała się sama do siebie. Cały czas w dłoni ściskała ukochany łańcuszek.
Wiedziała, że to koniec. Że już nie wróci. Z resztą, i tak nie miała zamiaru.
Coś jednak przeoczyła.
Wiedziała, że zaczyna nowe życie.
Nie wiedziała jednak, że TO, stowrzyła sama.
Ale nie do końca.

Bez kategorii

Mmm…

Maj 14th, 2010
Komentarze są wyłączone

Mmm…
Wkońcu wróciłam. Całe szczęście. Zielona Szkła przyniosła mi wiele nowych inspiracji i pomysłów.
Gdybyście wiedzieli, jak wiele się zmieniło w moim życiu…
P.S: nigdy nie zapomnę reakcji Magdy na widok Tre Cool’a:
- “Kurwa co to za czub?!”

***

Rebel zamurowało. Siostra? Jaka siostra? Przecież wiedziałaby o tym! Dziewczyna, mimo że zupełnie różniąca się od Rebel, wprowadziła dziwną atmosferę wraz z jej pojawieniem się a tym domu. Przez dłuższy czas Rebel przyglądała jej się z lekko uchylonymi ustami. Zdecydowanie za dużo jak na te parę dni.
Wkońcu Rebel zdecydowała się przemówić, i zacząć jakąś sensowną rozmowę:
- Jak to… siostra?- zapytała z lekko podniesionym głosem.
- Wiedziałam że tak będzie.- dziewczyna wstała i wyciągnęła do Reb rękę.- Jestem Curse.- na jej twarzy pojawił się przebiegły uśmiech.
Rebel spojrzała na jej dłoń. Na wewnętrznej stronie znajdowały się głęboki blizny po cięciach. Po chwili zastanowienia podała jej dłoń. Dziewczyna usiadła, i dotknęła swojej “jeżowej” fryzury. Jej szare oczy lustrowały Reb. Poczuła się nieswojo.
- Co ty tu robisz… Curse?- zapytała Reb.
- Chciałam Cię odnaleźć. NASI rodzice oddali mnie do domu dziecka. Ty mnie na pamiętasz. Zresztą… nawet mnie nie widziałaś.- Rebel przyswajała teraz te wiadomości. W pewnej chwili poczuła się jak kurwa. Wybiegła z pokoju i stanęła na korytarzu. Pędem zbiegła po schodach, po czym udała się do łazienki. Uklękła przed kiblem i zwymiotowała. Oparła czoło o deskę. Po chwili wstała i oparła się o umywalkę. Wpartywała się teraz tępym wzrokiem w lustro. Próbowała dostrzec podobieństwa między Curse, a nią. Te same szare oczy, usta…
Rebel powoli wracała do pokoju. Ku jej osłupieniu Curse zniknęła. Rozglądnęła się do okoła. Szybko zbiegła na dół. Czarna peleryna zniknęła, na podłodze pojawiły się nowe mokre ślady. Spowrotem pobiegła do swojego pokoju. Otworzyła pokryte szronem okno, i wyjrzała na ulicę. Niska zakapturzona postać w powiewającej na wietrze czarnej pelerynie, powoli oddalała się ulicami Berkeley. Swoją twarz przytulała starą, czerwoną flanelową koszulę Rebel.
Reb leżała teraz w łóżku, w swoim ciemnym pokoju. Wpatrywała się w sufit, mimo że nie było tam niczego ciekawego. Zastanawiała się, czy kiedykolwiem zobaczy jeszcze Cruse. Znała tylko jej imię, a od razu poczuła że chciałaby aby już z nią tutaj została. 14-latka która wniosła w tak krótki czas, tyle uroku w jej życie.
Rebel położyła się na drugim boku. Zapisała dwie kartki pamiętnika. Zasnęła.

***

Rebel zmierzała do domu Jane. Była sobota, dosyć słoneczna jak na tą zimę. W drodze do niej, wymyślała formułkę przeprosin. Wiedziała że i tak jej nie powie, ale co to komu szkodzi? W zamyśleniu potknęła się i wywróciła. Szybko jednak podniosła się i otrzepała ze śniegu.
Zapukała do drzwi domu Jane. Po chwili oczekiwania otworzyła jej przyjaciółka. Spojrzała na nią nieprzyjemnym wzrokiem i prawie zamknęła jej drzwi przed nosem. W porę Rebel zablokowała drzwi glanem.
- Zaczekaj!- krzyknęła.- Pozwól mi to wytłumaczyć!- Jane otworzyła drzwi i lekko się zarumieniła.- Byłam ledwo przytomna, a ty jako pierwsza przyszłaś mi do głowy! Błagam, wybacz…- Reb prawie ze łzami w oczach przeprosiła przyjaciółkę. Ta spojrzała na nią i przytuliła ją.
- A tak po za tym… Po co przychodzisz?- nagle Reb zaczęła grzebać w swoim różowym plecaku. W końcu wyciągnęła z niego dużą kartkę A4, całą zapisaną jakimiś bazgrołami.
- Zakupy. Pomożesz?
Dziewczyny odpięły wózek, i powoli weszły do marketu. Pomiędzy kupowaniem mrożonek, cukierków i innych pierdół, rozmawiały.
Na początku rozmawiały o prezentach (przecież zbliżało się Boże Narodzenie). Jane nie miała pomysłu co kupić swojemu ojcu, który wprost nienawidzi dostawać prezentów. Po chwili zastanowień postanowiła kupić mu coś praktycznego.
- Koszula? Krawat?- pytała.
- Krawat! Twój tata ma taką obrzydliwą muszkę w kropki…- powiedziała z lekkim obrzydzeniem Reb. W końcu kupiły prosty czarno- żółty krawat. Crush nawet nie zastanawiała się nad prezentem dla Rob’a. Uważała, że zakupy robione na ostatnią chwilę są najlepsze. Tak więc nie kupiła mu nic, prócz wielkiej ilości zakupów.
Dziewczyny powoli wracały z marketu, całe obładowane wielkimi siatami. Rebel miała pewne pytanie do Jane, ale na samą myśl o nim robiło jej się głupio. Sprawa była wielce delikatna, i jak na razie dla Crush niezbyt zrozumiała. Po chwili milczenia postanowiła wyzbyć się wstydu i zapytać.
- Jane…- zaczęła.
- Hmm?- zapytała niemrawo. Jane była zamyślona i lekko nieobecna.
- No bo wiesz… Ty i Frank… no wy już to, no wiesz co.- Jane lekko uśmiechnęła się na widok zarumienionej Crush.
- No tak. Ale o co Ci chodzi?- zapytała z ironicznym wyrazem twarzy.
- Jak to jest?
- Zależy jak, gdzie, po co i dlaczego. Jeżeli jesteś z kimś kogo naprawdę kochasz, będzie cudownie. I lepiej jest to zrobić… spontanicznie.- dziewczyny wybuchły śmiechem. Rebel jednak natomiast uspokoiła się, i głęboko westchnęła. Chciała się komuś wygadać… o swojej siostrze, o tym co czuje. Jane zauważywszy smutek na twarzy Rebel, spojrzała na nią i zrobiła śmieszną minę. Crush przez chwilę się uśmiechała. Niestety tylko przez chwilę.
- No co?- spytała końcu Jane.
- Nie dość, że się z tobą pokłóciłam, mam rude włosy, wyglądam jak postrzeleniec, to jeszcze mam siostrę.
- I nie powiedziałaś mi?!- powiedziała oburzona Jane.
- Ja sama nie wiedziałam.- zaczęła opowiadać jej całą historię. Wadowski ( dla nie wiedzących nazwisko Jane), słuchała uważnie. Chciałaby jakoś pomóc Rebel, tylko jak? Zaczęły rozmawiać o możliwościach jej poszukiwania. Wiadomo było, że raczej wróci. Tylko kiedy? Jutro? Za tydzień?
Nigdy?

Bez kategorii

Smutne.

Maj 5th, 2010
Komentarze są wyłączone

Dziewczyny rozmawiały, w pewnym sensie nie wiedząc dokąd zmierzają. Szły przed siebie, dopóki nie dostrzegły ich ostatniego stałego miejsca spotkań. Wielka willa, w której kiedyś popełniono zbrodnię. Dowiedziały się tego od taty Jane.
Rebel kopniakiem otworzyła wiecznie zatrzaśnięte drzwi. Jak się okazało nie były same. W środku była Kate, Mike, Billie i Frank. Wszyscy byli bardzo ucieszeni. Kiedy Billie zobaczył Rebel podbiegł do niej i pocałował ją namiętnie w usta. Crush lekko zdziwiona nie wiedziała co robić. Billie wyglądał tak, jakby wygrał warty milion dolarów los na loterii. Kiedy wkońcu oderwał się od Rebel, wyjaśnił o co chodzi.
- Jedziemy do Nowego Jorku!- krzyknął, tak że echo rozbiegło się po wielkim salonie.
- Ale to jest po drugiej stronie wybrzeża.- powiedziała spokojnie Reb. Armstrong zrobił zamyśloną minę.
- Frank jak ty to załatwiałeś?- zapytał z wyrzutem.
- No proszę, nie zrzucajcie tego na mnie.- odpowiedział z obrażoną miną.- Przypominam, że to już jutro.- wszyscy wytrzeszczyli oczy.
- Kompletny debilizm.- podsumował Mike.
Wszyscy zaczęli wymyślać najróżniejsze sposoby dotarcia na 16:00 do Nowego Jorku. Napoczątku padł pomysł namówienia Rob’a do zawiezienia ich tam. Odpada. Wraca dopiero za tydzień. Potem padł pomysł jechania autostopem. Musieli by jednak wyruszyć jakieś dziew godziny temu.
- Mam!- krzyknęła Kate.- Pociąg! Pojedziemy pociągiem!- to był najrozsądzniejszy pomysł. Wszyscy zgodzili się.

***

Rebel grzebała w szafkach w poszukiwaniu swoich szczędności. Wkońcu wygrzebała to 60 dolarów i pobiegła na stację.
Wszyscy na nią czekali, wszyscy mieli bilety. Reb podbiegła do kasy, i kupiła bilet. Bileterka spojrzała na nią chłodnym wzrokiem. Coś znajomego zobaczyła w tych piwnych oczach. Wydawało jej się, że gdzieś ją już widziała. Właśnie miała zapytać ją o jej nazwisko, kiedy usłyszała ponaglania ze strony paczki. Złapała Billie’go za rękę i ruszyła z nim w stronę szkoły.
Siedzieli razem na ośnieżonych huśtawkach. Pod ciężarem skrzypiały i wydawały zduszone dźwięki. Nie rozmawiali. Ta cisza im odpowiadała. Wystarczyło im sama rzecz, że są obok siebie. Coś jednak musiało to przerwać.
Z hali szkoły wybiegła grupa rozdartych panienek. Jedna z nich trzymała piłkę do siatkówki, reszta opowiadała jej o swoich sercowych podbojach. Wyglądało to żałośnie.
- Ej ty, Crush!- jakaś dziewczyna o rudych włosach zaczęła wskazywać palcem w stronę Reb. Powoli podniosła się z huśtawki i podeszła do grupy dziewczyn.
- Co jest?- spytała. Okazało się, że ta ruda dziewczyna to Bonnie. Rebel nie poznała jej przez czarną czapkę z daszkiem.
- Grasz z nami?- wskazała na grupę normalnych dziewczyn, poubieranych w przetarte dżinsy, i kolorowe kurtki.
- No mogę… a przeciw…?- spytała. Bonnie zrobiła zdegustowanę minę i wskazała palcem w stronę Kat i jej paczki. Dziewczynki w różowych dresach, ze sztucznymi uśmiechami na twarzach. Plastikowe. Skąd się bierze plastik w ludziach? Co powoduje że stają się tacy? Ładne. Ale zeszmacone.

***

Billie wraz z Frank’iem (pojawił się jakieś 5 minut przed meczem), zasiedli na „trybunach”. Były to po prostu cztery drewniane ławki ustawione w tyle boiska. Rebel zdjęła kurtkę, i wzięła piłkę do ręki. Podrzuciła ją do góry. Nadawała się.
Bonnie, jako kapitan drużyny, zaczęła rozstawiać dziewczyny na pozycjach. Crush stała na pozycji rozgrywającej. Drużyna plastików końcu oddała im piłkę. Reb wzięła piłkę w ręce. Odbiła ją parę razy od ziemi, po czym wyrzuciła piłkę w górę. Wymierzyła uderzenie i z całej siły przyłożyła w piłkę. Poleciała z niesamowitą prędkością i siłą na drugą stronę boiska. 1:0.
Mecz powoli dobiegał końca. O dziwo, Kat i jej drużyna dobrze sobie radziły. Prowadziły dwoma punktami, dlatego gra stawała się coraz bardziej agresywna. A nie powinna taka być.
Rebel stała na samym przedzie (nie pamiętam jak się ta pozycja nazywa.). Lorine, dziewczyna z jej drużyny przygotowywała się do wybicia piłki. W chwilę potem przeleciała z świstem nad ich głowami. Kat podała do jednej ze swoich koleżanek. Przebiła piłkę. Kiedy Rebel podbiegała aby ją podbić Dorine (przyjaciółka Kat), podłożyła jej nogę. Crush upadła i uderzyła czołem o zimną podłogę.
Billie podbiegł do Rebel, i podniósł ją z podłogi. Z nosa leciała jej krew, łuk brwiowy był rozcięty. Cała trójka udała się do szkolnej pielęgniarki. Wariatka siedziała w szkole nawet w soboty.
- Ładnie się dziecino urządziłaś.- powiedziała pielęgniarka. Miała rude loki i czarne oczy. Właśnie zakładała szwy na łuk brwiowy Rebel.
- Przynajmniej wygrałyśmy mecz.

***

Rebel pożegnała się z chłopakami, i powoli weszła do domu. O dziwo, zastała w nim swojego brata. Siedział w kuchni i pił whisky. Crush nigdy nie widziała Go w takim stanie. Miał zaczerwienione oczy, a rozpięta koszula odsłaniała klatkę piersiową.
- Co jest?- zapytała ze zmartwioną miną Rebel. Brat spojrzał na nią i się uśmiechnął.
- Wycofali nas z budowy.- odpowiedział. Nie uwierzyła mu, ale wolała nie wypytywać Go o to. Na pewno jej powie, kiedy będzie czas. Postanowiła czekać.
Kiedy powiedziała mu, że jedzie do Nowego Jorku, w ogóle nie zareagował. Powiedział po prostu „dobrze”. Myślała, że zrobi awanturę, że będzie musiała się z nim kłócić. Nic. Wyglądał jakby stracił kogoś ważnego, coś ważnego. Nie. Nie będzie wypytywać.
Poszła do swojego pokoju. Usiadła na łóżku. Usłyszała trzask i łomot w kuchni. Szybko zbiegła na dół. Na podłodze w kuchni leżała rozbita butelka whisky. Rob nawet na nią nie spojrzał. Przeszedł obok, pozostawiając Rebel cały ten burdel. Zaczęła zbierać kawałki szkła.
Nagle, z kieszeni Rob’a wypadła jakaś kartka. Crush podniosła ją i zaczęła czytać. Była to stwierdzenie jakiejś choroby. Napoczątku myślała że chodzi o jakąś grypę, albo anginę.
Upuściła kartkę. Stwierdzenie:
Nowotwór.

Bez kategorii

Początek.

Kwiecień 26th, 2010
Komentarze są wyłączone

Słowo nowotwór, zaczęło odbijać się w głowie Rebel jak piłka. Nie było jej smutna, nie chciało jej się płakać. To co odczuwała było wściekłością. Data na stwierdzeniu pokazywała, że Rob wiedział o tym już ponad miesiąc. Dlaczego jej nie powiedział? Bał się jej? Ona mogła zrobić tylko jedno: pomóc mu.
Crush podniosła z podłogi kartkę, i ze wściekłością zmięła ją w dłoni. Zacisnęła pięści i pobiegła do Rob’a. Na schodach potknęła się i rozwaliła kolano. Nie zważając na krwotok, pobiegła dalej.
Znajdowała się w korytarzu. Drzwi Rob’a były po prawej stronie. Podbiegła do nich i z hukiem je otworzyła. Pan Crush, stał w samej koszuli koło biurka i płakał.
Odwrócił się i zobaczył Rebel. Zaczął rozmyślać o tym, co stanie się jeśli zostanie sama. Wezmą ją do domu dziecka, do tego miejsca, które szczęśliwie ominęła. Dopiero teraz dostrzegł ważną rzecz: naprawdę ją kochał. Była jedyną osobą, z którą mógł porozmawiać. Nie chciał jej zostawiać.
- Nie powiedziałeś mi.- powiedziała. W jej oczach płonął ogień.
- Proszę Cię, zrozum…- chciał dotknąć jej ramienia, ona jednak odtrąciła jego rękę.
- No i co, myślałeś że Cię zostawię? Pobiję?- zapytała z podniesionym głosem. Rob odpowiedział jej milczeniem.- Po co te wszystkie tajemnice? Mało nam ich?- milczenie.- Mało??!!- Crush wywróciła z hukiem stojące obok nich krzesło. Rob odwrócił się do niej plecami.
- Za dwa dni mam operacje.- wyszła.
Kopniakiem otworzyła drzwi. Przed sobą miała ten sam pokój co zwykle. Zielone ściany, czarna kanapa, obklejone plakatami ściany. Teraz jednak wydawał jej się pusty, i bez życia. Zdawała sobie sprawę, że może będzie musiała go opuścić.
Zostawić ten dom, przyjaciół, chłopaka. Wiele razy się to zdarzało, opuszczała swoje ukochane miejsca. Ale tego nie mogłaby. Tutaj ma osobę którą kocha. Naprawdę kocha.

***

Rebel powoli zaczynała się pakować. Jakieś zapasowe ubrania, bilet i pieniądze. Kiedy do jej różowego plecaka z milionem naszywek i znaczków, nie mieściło się już nic, opadła na łóżko. Zielona pościel, otuliła jej ciało. Złapała poduszkę, i ze złością cisnęła nią o ścianę. Odbiła się i z lekkością upadła na podłogę.
Musiała się wyżyć. Potrzebowała tego. Wzięła czarny marker, i zaczęła pisać nim po ścianie. Napisy nie miały żadnego sensu. W większości były to przekleństwa, imiona, i psychodeliczne twarze.
Za drzwiami usłyszała szuranie. Wiedziała że to Rob, nie miała jednak zamiaru się ruszyć. Po chwili, w szparze pod drzwiami pojawiła się mała, biała karteczka. Leniwie stoczyła się z łóżka i zabrała kartkę. Rozłożyła ją. Zobaczyła to samo, pochyłe, “poetyckie” pismo swojego brata. Drobne, równiutkie literki układały się w słowo. “Przepraszam”.
Leżała teraz w łóżku, otulona w chłodną pościel. Złość i rozgoryczenie powoli zaczynało ją opuszczać. Wiedziała, że głupio się zachowała. W tamtej chwili nie wiedziała co robi. Przynajmniej tak to sobie tłumaczyła. Zasnęła.

***

Kiedy się obudziła, wskazówki wskazywały 6:00 nad ranem. Na stacji umówili się 6:30. Jechali pospiesznym, ale i tak wiedzieli że będą mieli opóźnienie. Mogli nawet nie dojechać dzisiaj. I tak miało się stać.
Rebel pospiesznie włożyła na siebie swoje ulubione, potargane i wytarte jeansy, czerwony podkoszulek i czarną bluzę. Przeszła do łazienki, umyła zęby i twarz, próbowała się nawet uczesać (oczywiście nic z tego nie wyszło).
Pośpiesznie wyciągnęła z lodówki jabłko, ubrała kurtkę i buty, po czym wyebiegła na pole. Szybko zamknęła drzwi i puściła się biegiem na stację kolejową.
Kiedy przybyła, wszyscy na nią czekali. Udając że nic się nie stało, podeszłą do Billie’go i pocałowała Go w policzek. Chciałaby się do niego przytulić, wyglądało by to jednak zbyt podejrzanie.
- Mamy farta. Zgodzili się przesunąć ten koncert na jutro.- powiedział Frank, po czym wszyscy odetchneli z ulgą. Mike i Billie dźwigali swój sprzęt. Kate rozglądała się po stacji.
- Co Cię tak zaciekawiło?- zapytał Mike.
- Jestem tu po raz pierwszy. – odpowiedziała i przytuliła się do Mike’a. Na twarzy Crush pojawił się uśmiech. Coś jednak przykuło jej uwagę. Jane gdzieś wyparowała.
- Gdzie ona polazłą?- zapytała, rozglądając się wokół.
- Poszła kupić sobie kawę. Podobno nie ma teraz w domu życia.- odpowiedział Frank. Jane po przybyciu opowiedziała, że czasowo mieszka z nią i jej tatą, jej ciotka z dwu miesięcznym bachorem.
- Jak nie żre i nie śpi, to się drze. Ja tam ocipieje.- odpowiedziała.
- Kompletny debilizm.- jak zwykle genialnie podsumował Mike.

***

Na horyzoncie pojawił się pociag. Cały pokryty graffiti, odrapany, gdzieniegdzie brakowało szyb. Po odnalezieniu swojego wagonu, zaczęli przeciskać się przez spieszących się niewiedomo gdzie ludzi. Jedni wchodzili, inni wychodzili, co powodowało że tworzył się niesamowity chaos. Cała szóstka zaczęła pchać się do wejścia. Ludzie krzyczeli, że niewychowani są, i gdzie się pchają. Wszyscy mieli to gdzieś.
W końcu cała paczka przepchała się do środka. Na korytarzu panował tłok, ludzie z walizkami napierali z dwóch stron. W końcu Kate dopadła wolny przedział i zajęła go. Cała paczka odetchnęła z ulgą. Szczególnie entuzjastycznie zrobił to Frank, który zaczął się śmiać jak nienormalny. Ludzie spojrzeli na niego, po czym stwierdzili że to jacyś popaprańcy z domu opieki społecznej. Teraz mieli zapewniony spokój.
Przynajmniej mieli taką nadzieję.

Bez kategorii

BUM!

Kwiecień 16th, 2010
Komentarze są wyłączone

BUM!
No i kolejna notka. Wybaczcie że tak długo na nią czekaliście. Ale teraz już jest.
P.S: Szczególne pozdro dla Jońki, która właśnie dojechała do Berkeley, w którym będzie mieszkać przez caałe wakacje. Jońka, wszystko się ułoży! Wiesz o tym!

Nowy Jork stanął przed nimi otworem. Długie ulice, wielkie skrzyżowania pomiędzy drapaczami chmur. Tysiące ulicznych grajków grających na gitarach i skrzypcach. Elegancko ubrane kobiety i mężczyźni, oldschool’owo ubrana młodzież. Małolaty całujące się z facetami, ubrane na czarno punk’i. Niebo.
Cała paczka rozglądnęła się po okolicy dworca. Setki sklepów i pasaży handlowych. Oszołomieni ogromem tego wszystkiego, weszli do jednego z pobliskich sklepów muzycznych. Vinyle, płyty CD, i książki. Odruchowo każde z nich poszło w inną stronę.
Rebel stała teraz przy półce z książkami. Sięgnęła po oprawioną w czarną okładkę książkę, na której zamaszystymi czerwonymi literami pisało: „Polskie wiersze obozowe i więzienne 1939-1945”. Miała zamiar odłożyć tą książkę, coś ją jednak zatrzymało. Otwarła ją na jednej z pierwszych stron.

„(…) Na czole mam hańby piętno,
I cała jestem przeklęta,
Jak wrócić mi do Ciebie,
Ojczyzno, Polsko święta?”

Coś się w niej poruszyło. Nie wiedziała dlaczego, ale przypomnieli jej się rodzice. Widziała teraz ich twarze, te same, które widziała na pogrzebie. Martwe, bez oznak życia. Zamknęła oczy, by nie dać ujścia łzom. Nie chciała by zobaczyli że płacze. Zaczęli by wypytywać [co się stao?], a tego nie chciała. Chciała kupić tą książkę, wiedziała jednak, że nie ma tyle kasy. Rozglądnęła się po sklepie, czy nie ma nikogo w pobliżu. Powzięła książkę, i szybko wepchnęła ją do plecaka.
Serce biło jej szybko, nie mogła tego opanować. Musiała szybko wyjść ze sklepu, inaczej mogłaby się zdradzić. Zobaczyła Jane, po czym szybko do niej podbiegła, i pociągnęła ją w stronę wyjścia. Oszołomiona nie opierała się. Po wyjście jednak zapytała:
- Co ty robisz dziewczyno?- spojrzała na nią podejrzliwym wzrokiem. Crush odciągnęła ją z pola widzenia sprzedawcy. Szybko wyciągnęła książkę, i znacząco popatrzyła na Jane.
- Niedobre dziecko…- powiedziała z ironią.
- Nie mów nikomu, dobrze?- błagalnie prosiła Reb.
- A czemu niby? Przecież nic Ci nie zrobią…
- Proszę!- Crush wyszczerzyła zęby w uśmiechu. Jane westchnęła i przewróciła oczami.
Czekały teraz na resztę grupy przed sklepem. W końcu Kate, Mike, Frank i Billie wyszli ze sklepu.
- Gdzie byłyście?- spytała Kate podchodząc do dziewczyn.
- Duszno tam w środku.- powiedziała Jane.
- Ale… jest 5 stopni mrozu.- Rebel uderzyła Jane w bok łokciem, i spojrzała na nią z gniewem w oczach.
- Kompletny debilizm.- xD.

Bez kategorii