Łoho.
Łoho.
A więc jestem. Przybyłam. A wraz ze mną, smutna wiadomość. Moje opowiadanie, powoli dobiega końca. Chciałabym ciągnąć to dalej, bo przecież głowa wciąż pełna pomysłów. Szkoda, muszę się liczyć z faktami z życia GD. No cóż, moja perfekcja mnie dobija (wrodzona skromność).
Koniec smutku, przechodzę do kolejnej, długo przez was wyczekiwanej notki.
***
Jane i Rebel przechadzały się po jednym z większych centrów handlowych. Zbliżało się Boże Narodzenie, a Frose wymyśliła, że cała klasa obdarzy się prezentami. Reb wylosowała Frank’a, J. niestety Kate. Crush nie miałą zbytniego problemu z prezentem, Wadowski natomiast łamała sobie głowę. Najpierw spytała, gdzie można kupić mózg, albo chociaż rozum. Szkoda, że pytanie wyklucza się samo przez się.
Zmęczone długimi (przy okazji bezowocnymi) poszukiwaniami, padły na ławkę przed jednym ze sklepów. Wydały wspólne, głębokie westchnienie.
- Ja zdycham. Najwyżej lalka nie dostanie prezentu.- oznajmiła Jane. Zamknęła oczy, i spuściłą głowę w dół. Rebel ostentacyjnie przewróciła oczami, wstając. Złapała J. za rękę, i pociągnęła w górę.
- No chodź, siedzenie tutaj nic nam nie da!- krzyknęła próbując dźwignąć w górę przyjaciółkę. Ta zaparła się, i ani jej do głowy nie przyszło żeby wstać.- Skoro tak, to ja idę sama. Tylko Ci tyłek urośnie od tego siedzenia.- Wadowski podskoczyła jak oparzona i złapała się za tyłek.
- No to chodźmy.- ruszyła przed siebie. Crush podniosła jedną brew do góry, po czym ruszyła za przyjaciółką.
Powłócząc nogami, pod osłoną nocy, wracały do domów. Szły w ciszy. Zabrakło im tematów do rozmowy, tak jak zawsze z resztą. Mimo, że były najlepszymi przyjaciółkami. Reb cieszyła się, że ma prawdziwą przyjaciółkę, mimo to, nie lubiła łazić z nią za rękę, i przytulać się do niej na każdą możliwą okazję. Nie podobało jej się to.
Przypomniała jej się jedna dziewczyna, z którą się przyjaźniła. Cały czas sie do niej przytulała, i chodziła z nią za rękę. Crush się to nie podobało, nie chciała jednak jej odtrącać. A tu pewnego wieczora, ni z tego, ni z owego, Catherine (bo tak miała na imię), oznajmiła jej że jest lesbijką i ją kocha. Zerwały przyjaźń.
***
Reb szła już sama. Odprowadziła Jane do domu, więc dalej musiała ruszyć sama.
- Ładny wieczór prawda?- szybko odwróciła się, i zobaczyła swoją siostrę. Po raz kolejny, niespodziewanie.
- Nie nudzi Ci się kursowanie między Berkeley i Nowym Jorkiem?- spytała. Curse spojrzała na nią niewzruszona. Ruszyła przed siebie. Crush szybko dołączyła do siostry.
- Pogadaj ze swoim bratem.- odwróciła się i zaczęła iść w przeciwną stronę. Znowu to robiła. Odchodziła.- Aha, i jeszcze jedno.- zatrzymała się.- Rzuć okiem do jego biurka.- odeszła.
Powoli zmierzała schodami do pokoju brata. Wzięła głęboki oddech, i nacisnęła klamkę. Zobaczyła to co zwykle. Całe sterty papierów, masy projektów na dużej, korkowej tablicy. Rzuciła na to wszystko przelotnie okiem, i ruszyła w stronę dużego, dębowego biurka. Zaczęła przeszukiwać wszystkie półki i zakamarki. Otworzyła najmniejszą z szuflad. Jej oczom ukazały się miliony drobiazgów związanych właśnie z nią. Wstążki, którymi wiązała włosy, małe, kolorowe pierścionki, kolorowe kulki do gry, ukochany kamyk. Na samym dnie znalazła coś, co przypominało duży, plastikowy pierścień. Podniosła go na wysokość oczu. Była to maleńka obrączka, którą zakłada się dziecku tuż po urodzeniu. Niewyraźnym, rozmazanym pismem zostało napisane:
„Rebel Crush, c. Helen.” Rebel mocno ścisnęła pierścień w dłoni. Usiadła na starym fotelu, i zaczęła przyglądać mu się przyglądać. Na podłodze leżała jakaś kartka. Koślawym pismem został utworzony napis.
„ Tu Curse.
Pewnie zdziwiło Cię to, że kazałam Ci grzebać w biurku NASZEGO brata. Czasami obserwuję Cię, i widzę, że brakuje Ci jego ciepła. Mam nadzieję, że to, co teraz znalazłaś pomoże Ci chociaż trochę.
Siostra.”
***
Cała klasa Rebel siedziała w ławkach. Każdy miał jakiś prezent, z niecierpliwością czekano na moment dania komuś prezentu.
Do klasy morowym krokiem weszła Frose.
- A teraz długo przez was wyczekiwany moment. Wręczanie prezentów. Szybko.- każdy pobiegł w przeciwnym kierunku. Reb szybko podbiegła do Frank’a.
- Masz. Starałam się, żeby było odpowiednie.- powiedziała. Wyciągnęła do niego dość grubą książkę.
- „Jak radzić sobie ze swoimi zboczeniami”. No, na pewno mi się przyda.- oboje wybuchli śmiechem. Crush szybko powędrowała do swojej ławki. Nikt do niej nie podchodził, niczego dla niej nie miał. Poczuła się gorsza.
- Bu.- odwróciła się jak oparzona. To był Billie. Armstrong ręku trzymał srebrny łańcuszek, z małym medalikiem. Małymi, zamaszystymi literkami, można było dostrzec napis „Forever”. Szybko założyła go, i mocno ścisnęła w dłoni. Podeszła do niego, i mocno Go przytuliła. Czuła się komuś potrzebna. Miała nadzieję, że tak będzie zawsze.
Powoli wracała do domu. Cały czas ściskała mały medalik. Zastanawiała się, co miało znaczyć to “zawsze” (forever)? Domyślała się, ale dla niej taki scenariusz był mało prawdopodobny. Jasne, chciałaby być z nim już zawsze. Móc budzić się obok niego, być z nim w lepszych i gorszych chwilach. Nie wiedziała, jak szybko to wszystko się rozstrzygnie.
Zaskakująco szybko.
