Archiwum

Archiwum dla Czerwiec, 2010

Notka

Czerwiec 28th, 2010
Komentarze są wyłączone

Notka
Pierwsze promyki słońca wpadły do kołyszącego się przedziału. Pociąg zmierzał na stację na której mieli już wysiadać. Wszyscy jeszcze spali, jedynie Rebel wpatrywała się w okno, i na mijające przez nich obiekty. Za niedługo będzie musiała pójść do szpitala. Usłyszeć wiadomość, lepszą lub gorszą. Wiedziała że jej to nie ominie. Sama jednak myśl o tym, powodowała że dostawała gęsiej skórki.
Pociąg z piskiem zatrzymał się na ich stacji. Crush zaczęła wszystkich trącać, w celu ich obudzenia. No, przynajmniej otworzenia zaspanych oczu. Wszyscy z niezadowoleniem zaczęli przeciągać się i ziewać. Niestety, trzeba było szybko się zebrać, inaczej odjechaliby na następną stację, a wizja zapieprzania na nogach do Berkeley nikomu się nie uśmiechała.
Wszyscy zabrali swoje plecaki i sprzęt, względnie posprzątali po czym wyszli z przedziału. Wyglądało na to, że jako jedyni tutaj wysiadali.
Wszyscy stali już na stacji. Kate, Jane i Rebel musiały się względnie ogarnąć, chłopaki musieli uporać się ze sprzętem.
- Czy ja mam omamy, czy to jest automat z kawą?- zapytała Kate upuszczając plecak. Wzrok wszystkich skierował się na duże pudło.
- Kawaa!- krzyknął Frank, podbiegając do automatu, i tuląc się do niego.- Kto ma drobne?- spytał grzebiąc w kieszeniach.
- Kurwa… kurwa…- szeptała Jane.- Nie widział ktoś mojego portfela?- wszyscy zgodnie odpowiedzieli że nie.- No to mój portfel wraz ze wszystkimi pieniędzmi odjechał. Wygląda na to, że miałam 20 $.
- Ma ktoś jeszcze pieniądze?- zapytał Mike. Wszyscy pokręcili głowami.
- Nie…- powiedział ze zrezygnowaniem Billie.
- A ja wiedziałem że to…
- Kompletny debilizm.- dokończyła reszta za Mike’a.
Wszyscy wolnym krokiem kierowali się do swoich domów. Na samą myśl o normalnym jedzeniu i wygodnym łóżku, wszystkim robiło się ciepło na sercu. Rebel postanowiła sobie, że najpierw pójdzie do domu, przebierze się, zostawi graty i ruszy do szpitala. Rozmyślała, czy nie wziąć ze sobą Billie’go albo Jane. Postanowiła jednak pójść sama. Nie chciała nikomu zawracać głowy, zaprzątać innych jej problemami. Z resztą, tylko Billie wie o co chodzi. Musi być sama. Musi.

***

Przekręciła klucz w zamku. Powoli otworzyła drzwi, i weszła do środku. Na środku salonu walały się papiery, tak samo jak wychodziła. Wszystko było nienaruszone. Widocznie Rob chciał zapamiętać to tak, jak wyglądało zawsze. Musiał obawiać się tego że nie wróci. Przypomniała sobie jego oczy, kiedy dowiedziała się o nowotworze. Były nieruchome, i szkliste. Malował się w nich strach, i niepewność. Niepewność tego, co może i mogło się stać.
Rzuciła plecak na łóżko, i zaczęła wygrzebywać jakieś ciuchy z szafy. W końcu zdecydowała się na zielono-czerwony sweter w paski, wytarte dżinsy i jej ulubione glany z czerwonym połyskiem. Stanęła przed lustrem i zaczęła się sobie przyglądać. Potem spojrzała na odbicie swojego pokoju. Była w nim całkiem sama. Pamiętała jednak wieczory, kiedy razem ze swoim bratem rozmawiała całymi godzinami, paliła razem z nim papierosy. Nie chciała, żeby ten dom pozostał taki pusty jak teraz. Po prostu nie mógł.
Zamknęła za sobą drzwi, i ruszyła w stronę szpitala w Oakland. Kawałek drogi był przed nią, postanowiła jednak przedłużyć trochę drogę. Doskonale wiedziała o tym, że nie powinna tego odwlekać, bo i tak będzie co ma być.
Usłyszała za sobą kroki. Odruchowo odwróciła się, i ujrzała Jane. „Tylko tego mi brakowało”- pomyślała.
- Dokąd się wybierasz?- spytała równając z Rebel.
- Do szpitala w Oakland.- odpowiedziała prosto z mostu Crush.
- A po…
- Rob ma nowotwór.- rzuciła przyspieszając kroku. Jane rozchyliła lekko usta ze zdziwienia, i spojrzała w ziemię. Szły teraz w milczeniu. Każda z nich wpatrywała się w inną stronę. Jane poczuła się trochę odrzucona, w końcu była najlepszą przyjaciółką Reb. Dlaczego więc jej nie powiedziała?
Powoli zbliżały się do szpitala. Wielki biały budynek stał się potworem. Tutaj zaczyna się życiem i kończy. Szkoda, że częściej się kończy.
- Reb iść z tobą?- spytała Jane.
- Nie. Poradzę sobie.- odpowiedziała Crush, popychając wielkie szklane drzwi. W środku unosił się ten sam, nieprzyjemny, szpitalny zapach. Mały chłopiec z diabelnymi czarnymi oczami, zmierzył ją wzrokiem. Minęła ją nastoletnia dziewczyna na wózku, lekko ją popychając. Minęła drzwi w których reanimowano pacjenta, podskakującego w konwulsjach padaczki. To wszystko zaczęło ją powoli przerastać.
Podeszła do recepcji. Za wysoką ladą siedziała kobieta koło trzydziestki, rzująca z mlaskaniem gumę do żucia.
- Czego?- rzuciła piłując swoje ogromne paznokcie.
- Gdzie leży Rob Crush?- spytała spokojnie Rebel.
- A bo ja wiem?- sekretarka przewróciła oczami.- Tam jest doktor Colloway.- wskazała na faceta o czarnych włosach, zaczesanych do tyłu.
Ruszyła w jego stronę. Właśnie rozmawiał z jakimś sepleniącym pięciolatkiem. Dziecko miało łzy w oczach, kiedy jednak lekarz dał chłopczykowi misia, na jego twarzy zawitał uśmiech. Colloway pogłaskał chłopaka po głowie, po czym ruszył korytarzem. Crush pobiegła za nim.
- Przepraszam, proszę pana.- stanęła przed nim, zastawiając mu przejście.- Co z Rob’em Crush’em? Jestem siostrą.- facet spojrzał w ziemię.
- Proszę za mną.- odpowiedział ruszając korytarzem.

***

Stanęła teraz przed śpiącym Rob’em. Na głowie miał biały bandaż okalający całą czaszkę. Udało się. Rebel nie mogła uwierzyć, że jednak się udało. Dalej będzie rozmawiała z Rob’em, paliła z nim papierosy. Zaczęła płakać. Powoli podeszła do łóżka na którym leżał. Przysunęła sobie stołek, i usiadła wpatrując się w spokojną twarz śpiącego brata. Złapała Go za rękę, a głowę ułożyła na łóżku.
W oczach zakręciły się łzy. Nie było jej smutno, chciało się jej jednak płakać. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że pierwszy raz od dłuższego czasu była w pełni…
Szczęścia.

” To jest pech, obyś zdechł
Każda runda z nim to cios w plecy.”

O.S.T.R (P.E.C.H.)

Bez kategorii

Notka dzisiejsza.

Czerwiec 23rd, 2010
Komentarze są wyłączone

Nie wiedziała jak długo przyglądała się Rob’owi. Musiało to trwać bardzo długo, bo gdy się obudziła, było już poranek następnego dnia. Ku jej uciesze, Rob przyglądał jej się swoimi szarymi oczami. Rebel spojrzała na niego, i spuściła głowę. Z oczu znowu popłynęły łzy. Starszy brat złapał ją za rękę, i mocno ją zacisnęł w swojej dłoni. Crush wstała i przytuliła się do brata. Niestety, ten wesoły moment musiał przerwać lekarz.
Wział kartę brata w ręce, i zaczął się jej uważnie przyglądać. Przewrócił jedną stronę, i znów zaczął się przyglądać.
- Panie Crush…- spojrzał na Rebel.- Panno Crush.
- Tak?- spytała trochę nieprzytomnie, jakby wyrwana z transu Rebel.
- Sprawa ma się tak: wyjdzie pan za jakiś tydzień, może dwa. Musia pan wiedzieć, że czeka pana jeszcze długa droga. I już. Skończyłem. Trochę krótko, ale nie lubię pieprzenia.- odpowiedział szczeże. Crush trochę zdziwiło jego zachowanie, przecież lekarze powinni być poważni.
Lekarz uśmiechnął się ostentacyjnie, po czym poprosił Rebel, aby dała już spokój swojemu bratu. Dziewczyna pożegnała się z bratem, i wyszła za lekarzem na korytarz. Zachowywała pewien dystans idąc za nim, ponieważ nie wiedziała dlaczego, ale nagle wydał się jej dziwny. Jego uśmiech na sali był przebiegły, nie mówiący o niczym dobrym. Nagle odwrócił się tak, że dziewczyna prawie na niego wpadła.
- Będziesz musiała się nim opiekować. Na pewno o tym wiesz. Taka ładna dziewczyna jak ty, musi o tym wiedzieć.- powiedział słodko. Reb nie spodobało się to, że gdy z nią rozmawiał gapił się na jej piersi, nie na nią. Dziewczyna założyła ręce na klatce piersiowej, aby sprawdzić jego reakcje. Koleś szybko zamrugał, i natychmiast spojrzał na siostrę swojego pacjenta. Crush obróciła się na pięcie, zabrała kurtkę z poczekalni, i wyszła ze szpitala.

***

Tym razem wsiadła do zatłoczonego autobusu, chcąc uniknąć kolejnej konfrontacji z lekarzem. Był dziwny. Bardzo dziwny. Kiedy spojrzał jej w oczy swoim świdrującym spojrzeniem, poczuła dziwny strach. Szybko jednak przegoniła denerwujące myśli, i poddała się wyobrażeniom o powrocie Rob’a do domu.
Szybko przekręciła klucz w zamku, i wpadła do środka. Zdjęła mokre buty, kurtkę powiesiła na krzywym wieszaku. Poszła do kuchni, i otworzyła lodówkę. Pustki.
Zaczęła wchodzić po schodach na górę. Wparowała do pokoju, nawet nie rozglądając się po nim. Usiadła przy biurku, i zaczęła mazać po nim ołówkiem [ukłony dla Alki :D]. Łóżko dziwnie zaskrzypiało. Nie zwróciła na to uwagi. Kiedy jednak zaczęło się to powtarzać, obejrzała się. Na łóżku siedział Billie.
- No w końcu mnie zauważyłaś!- powiedział śmiejąc się.
- Jak wszedłeś?- spytała poważnie.
- Zostawiłaś otwarte okno. No i co tam u Rob’a?- zielone oczy posmutniały z troską.
- Wszystko dobrze!- krzyknęła po czym usiadła na łóżku obok Armstrong’a.- Wypiszą Go za jakiś tydzień, dwa.- niespodziewanie się do niego przytuliła.
Spacerowali po Berkeley, rozmawiając o wszystkim. O muzyce, o życiu, szkole… Było im przyjemnie. Dla Rebel najprzyjemniejsze było chwile całkowitej ciszy. Uwielbiała wsłuchiwać się w świszczący w uszach wiatr, czuć ciepło dłoni chłopaka, którego kochała. Nie chciałaby niczego w zamian.
Z powrotem znaleźli się w domu. Crush opowiadała BJ’owi, jak ma zamiar zarobić na nową gitarę. BJ opowiadał jej o kolejnym koncercie, tym razem w Beverly Hills. Nie mieli jeszcze pewności czy pojadą, tym razem wszystko woli załatwić sam.
Zaczęli się całować. Dopiero teraz dziewczyna uświadomiła sobie, jak bardzo zaczynała się odsuwać się od Armstrong’a. Nie miała pojęcia dlaczego. Chciałaby mu to jakoś wynagrodzić. To, co jednak przyszło jej do głowy jako pierwsze, nie było do spełnienia. Nie teraz.
Billie przechylił Rebel, i położył się na niej. Poczuła pocałunki na szyi, i całej twarzy. Znowu to samo. Usilnie próbował do tego doprowadzić.
- Przestań.- powiedziała cicho.- Przestań!- krzyknęła, z całej siły odpychając Go od siebie. Chłopak spojrzał na nią sfrustrowanym wzrokiem.
- Czy tobie tylko na tym zależy?! Wiesz że nie chcę, i nie mogę!- krzyczała. Zdarzało się to po raz kolejny. Ta sama sytuacja. Tym razem jednak, zupełnie inaczej zareagowała. Inaczej niż chciałaby. Billie spojrzał na nią, po czym wyszedł z pokoju. Zabrał swoją kurtkę, i wyszedł. Ostatnie trzaśnięcie drzwiami. Widziała Go, jak ze spuszczoną głową odchodził ulicą. Wiedziała, że źle się zachowała. Niestety, gniew był silniejszy. Gniew i zraniona duma.

***

Minęło parę dni. Większość czasu Reb spędzała z bratem w szpitalu. Opowiadała mu co w szkole, pytała czy wróci na Boże Narodzenie. Wydawało się, że te święta spędzi w szpitalu. Miała nadzieję, że pierwsze, i ostatnie.
Strach przed lekarzem nie mijał. Widziała kątem oka, jak przyglądał się jej, jak na nią patrzył. Kiedy pochylała się by podać coś Rob’owi on spoglądał na jej tyłek. Wiedziała, że nie jest to normalne. Postanowiła z nim pogadać.
Kiedy po raz kolejny spojrzał na jej piersi, poprosiła Go o wyjście na korytarz. Przez chwilę nie wiedziała jak zacząć. W końcu zebrała się na odwagę i zaczęła.
- Czego pan ode mnie chce?- spytała z wymuszoną pewnością w oczach.
- Nie rozumiem o co tobie chodzi.
- O to, że patrzysz się na moje cycki, i na mój tyłek. Wiem, że masz żonę i dzieci, ale najwyraźniej masz to gdzieś. Albo się ode mnie odpieprzysz, albo nie wiem co zrobie. Coś wymyślę. – spojrzał na nią zdziwionym wzrokiem. Dziewczyna przemknęła obok niego, i pobiegła do poczekalni. Szybko wzięła swoją kurtkę, mając nadzieję ominąć wzrok lekarza. Wybiegła. Uderzyło w nią zimne powietrze.
Czuła, że ktoś ją obserwuje. Uważnie. Kiedy jednak oglądała się za siebie, nikogo nie widziała. Po prostu spanikowała. Zaczęła szaleńczy bieg. Nie wiedziała dlaczego, ale odruchowo pobiegła do Armstrong’a. Wdrapała się na pamiętne drzewo, i szybko wskoczyła do jego pokoju.
Siedział na łóżku sam, brzdąkając na Blue. Spojrzał na Crush, po czym szybko odwrócił wzrok. Zaczął wygrywać jakiś rytm. Nie rozumiała dlaczego.
Dlaczego to wszystko musiało zakończyć się tak.

Bez kategorii

Uff…

Czerwiec 14th, 2010
Komentarze są wyłączone

Uff…
Po chwilach paniki i załamania, udało mi się odzyskać bloga. A więc, powracam z kolejną notką.
P.S: Alu, jeśli jeszcze raz powiesz że jestem podobna do Cool’a to Cię zabiję :).

Edit.

Wyjeżdżam. Dzisiaj. Nie będzie mnie jakiś czas, dlatego nie będzie też notek. Wybywam do Orleanu, wracam 21.07.
Trzymajcie się jakoś :).

***

Długo nie odzywali się, i nie spoglądali na siebie. Dla Rebel i dla Billie’go ta cisza zaczynała stawać się krępująca. Jak jednak zacząć normalną rozmowę, po tym co wydarzyło się kilka dni temu?
Crush była wzburzona. Miała tego już dość. Armstrong zrobił to jednak z miłości. Chciał przeżyć tą chwilę z osobą, którą naprawdę kochał.
- Przepraszam…- wyszeptała Reb spoglądając w podłogę. BJ nawet na nią nie spojrzał.- Przepraszam też za to, że tak wpadłam ale… Boże, Billie ja się boję.- powiedziała już ze łzami w oczach. Podniósł się z łóżka, i podszedł do Crush. Przez chwilę unikała jego dotyku. W końcu jednak uległa, i mocno wtuliła się w Armstrong’a. Czuł, że małe szkliste łzy dziewczyny lądują na jego podkoszulku. Dziewczyna odsunęła się, i pocałowała Go.
Siedzieli na łóżku, wtuleni w siebie, nawet nie rozmawiając. W końcu jednak to, co tak zaniepokoiło Armstrong’a, musiało się z niego ulotnić.
- Czego się boisz?- twarz Reb, znowu stała sie smutna. Odwróciła wzrok, i zaczęła wpatrywać się w okno.- Mnie możesz powiedzieć.
- Lekarz mojego brata. On się tak dziwnie na mnie patrzy… Jak ze mną rozmawia- pierwsza łza pojawiła się w oku Crush- to patrzy się na moje piersi, albo na tyłek…- łzy spływały po zarumienionych policzkach- To nie jest normalne, on mi coś zrobi.- powiedziała, i złapała Billie’go za rękę. Poczuła pocieszające ciepło. Oto jej chodziło. Nie ważne były słowa. Chciała poczuć, że jest komuś potrzebna.

***

Wracała do domu. Pod nogami plątały się puszki po piwie, i lufki po maryśce. Wpatrywała się w szary chodnik, szukając odpowiedzi na zachowanie lekarza. Ułożyła w myślach listę:
“1. To facet. Cały czas oglądają się za spódniczkami. Ale… przecież nie każdy tak robi. Odpada.
2. Podobam mu się. No pewnie, każdemu się podobam- Reb uśmiechneła się sama do siebie.- ale żeby odrazu patrzeć na moje cycki? Odpada.
3. Boję się Go. On jest niebezpieczny. Zamknąć się w domu na klucz.”
Szybko weszła do domu, i zamknęła za sobą drzwi. Poszła do wszystkich pokoi, pozamykać okna. Ostatnim pomieszczeniem zastała kuchnia.
Wytrzeszczyła oczy. W kuchni siedział lekarz.
- Czego pan tu chce?- spytała ostro. Facet obrócił się, i uśmiechnął się przebiegle. Wstał z krzesła i zaczął szybkim krokiem zmierzać w stronę Rebel. Kiedy wyciągnął już dłonie, by złapać szyję Reb, dziewczyna chwyciła solniczke, i sypnęła jej zawartością w jego oczy. Doktor krzyknął z bólu. W tym czasie Crush chwyciła patelnię, i dała mu ją po głowie. Mężczyzna bezwładnie upadł na podłogę.
- Tak to się robi w Berkeley.- dziewczyna upuściła patelnię na podłogę, po czym zadzwoniła na policję.
Cała paczka (nie licząc Reb), zbliżała się do domu Crush. Nagle, zobaczyli 4 policyjne radiowozy, z włączonymi kogutami. Billie’mu przypomniały się słowa Rebel o tym lekarzu.
Zdyszany, podbiegł do domu dziewczyny. Zaczął się rozglądać w nadzieji że ją zobaczy. Zamiast niej, ujrzał skutego w kajdanki lekarza, próbującego wyrwać się policjantom. W końcu jednak ją ujrzał, rozmawiającą z łysym policjantem.
Podszedł do niej, i bez słowa przytulił. Na początku zdezorientowana, szybko wtuliła się w BJ’a.
- Co się stało?- spytał.
- Chciał mi coś zrobić… Ale zerwał patelnią i po sprawie.- na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Wyraźnie była zadowolona z tego co się stało. BJ pocałował dziewczynę po raz kolejny.

***

Spała. Nagle ze snu, wybudziło ją pukanie w szybę. Wzięła do ręki patelnię, którą postanowiła trzymać pod łóżkiem. Otworzyła okno, a do pokoju z hukiem, wpadł nikt inny, jak rozczochrana Jane. Uśmiechnęła się jak nienormalna, i znowu upadła na podłogę.
- Czego tutaj?- zapytała “uprzejmie” zaspana Crush.
- Otwórz drzwi na dole.- powiedziała.
- A po co?- Rebel zmierzyła wzrokiem J. (Dżej).
- Pomyśleliśmy- Rebel podbiegła do okna. Stała tam cała szkoła.- że jeśli masz pustą chatę, to może się zabawimy?
- A… ale…
- Miło że się zgadzasz.- Jane zbiegła na dół i otworzyła drzwi. Cała szkolna zgraja, a nawet ludzie których nie znała, wpakowała się do jej domu. Zaspana, w samej pidżamie zeszła na dół. Krzyknęła:
- Nie obrzygac ścian, nie powybijać okien, nie pieprzyć się na stole, nie wchodzić do mojego pokoju!
Po długotrwałej próbie zaśnięcia, w końcu jej się to udało. Nie spała jednak długo. Obudził ją ruch w swoim pokoju. Otworzyła oczy, i ujżała Billie’go siedzącego w nogach łóżka. Bez szelestnie podniosła się, i chwyciła BJ za rękę. Wystraszył się.
- Śpisz ze mną?- spytała. Chłopak uśmiechnął się.- Nie, nie o to chodzi.- powiedziała ze śmiechem, widząc jego reakcję. Chłopak położył się obok Rebel, i objął ją rękami. Dziewczyna mocno wtuliła się w jego tors.
Zasnęli.
Obudziły ją jakieś odgłosy w kuchni. Wygramoliła się z łóżka, i zeszła po schodach w dół. Jane szukała czegoś w lodówce, Frank trzymał się za głowę, Mike i Kate spali na stole.
- Masz.- J. rzuciła Frank’owi wodę tak, że wylądowała na jego głowie.
- Ciszej, błagam Cię…- wyszeptał z bólem. Rebel pytającym wzrokiem spojrzała na przyjaciółkę.
- Założył się, że wypije najwięcej. No i wypił.- spojrzała na niego z ironią.
- Na górnej półce jest lód.- odpowiedziała Crush, po czym ruszyła na górę.
Po cichu weszła do pokoju. Billie jeszcze spał. Nie myśląc długo, z powrotem wśliznęła się do łóżka.
Patrzyła na niego. Czasami nie wierzyła, że spotkało ją tak wielkie szczęście. Miała chłopaka, którego kochała. On kochał ją. Zastanawiała się, co by było, gdyby się tutaj nie przeprowadziła, nie poznałaby jego, i swoich wszystkich przyjaciół.
Teraz, było to jednak nieważne.
Liczyła się tylko teraźniejszość.

” Nie targaj mnie. I tak zerwane żyły.
Oczy przebija łza, głośna jak dzwon.
Zliczyłam wszystko. Patrzę na mogiły,
przez które dymi duszną strawą zgon”.

Bez kategorii

Łoho.

Czerwiec 7th, 2010
Komentarze są wyłączone

Łoho.
A więc jestem. Przybyłam. A wraz ze mną, smutna wiadomość. Moje opowiadanie, powoli dobiega końca. Chciałabym ciągnąć to dalej, bo przecież głowa wciąż pełna pomysłów. Szkoda, muszę się liczyć z faktami z życia GD. No cóż, moja perfekcja mnie dobija (wrodzona skromność).
Koniec smutku, przechodzę do kolejnej, długo przez was wyczekiwanej notki.

***

Jane i Rebel przechadzały się po jednym z większych centrów handlowych. Zbliżało się Boże Narodzenie, a Frose wymyśliła, że cała klasa obdarzy się prezentami. Reb wylosowała Frank’a, J. niestety Kate. Crush nie miałą zbytniego problemu z prezentem, Wadowski natomiast łamała sobie głowę. Najpierw spytała, gdzie można kupić mózg, albo chociaż rozum. Szkoda, że pytanie wyklucza się samo przez się.
Zmęczone długimi (przy okazji bezowocnymi) poszukiwaniami, padły na ławkę przed jednym ze sklepów. Wydały wspólne, głębokie westchnienie.
- Ja zdycham. Najwyżej lalka nie dostanie prezentu.- oznajmiła Jane. Zamknęła oczy, i spuściłą głowę w dół. Rebel ostentacyjnie przewróciła oczami, wstając. Złapała J. za rękę, i pociągnęła w górę.
- No chodź, siedzenie tutaj nic nam nie da!- krzyknęła próbując dźwignąć w górę przyjaciółkę. Ta zaparła się, i ani jej do głowy nie przyszło żeby wstać.- Skoro tak, to ja idę sama. Tylko Ci tyłek urośnie od tego siedzenia.- Wadowski podskoczyła jak oparzona i złapała się za tyłek.
- No to chodźmy.- ruszyła przed siebie. Crush podniosła jedną brew do góry, po czym ruszyła za przyjaciółką.
Powłócząc nogami, pod osłoną nocy, wracały do domów. Szły w ciszy. Zabrakło im tematów do rozmowy, tak jak zawsze z resztą. Mimo, że były najlepszymi przyjaciółkami. Reb cieszyła się, że ma prawdziwą przyjaciółkę, mimo to, nie lubiła łazić z nią za rękę, i przytulać się do niej na każdą możliwą okazję. Nie podobało jej się to.
Przypomniała jej się jedna dziewczyna, z którą się przyjaźniła. Cały czas sie do niej przytulała, i chodziła z nią za rękę. Crush się to nie podobało, nie chciała jednak jej odtrącać. A tu pewnego wieczora, ni z tego, ni z owego, Catherine (bo tak miała na imię), oznajmiła jej że jest lesbijką i ją kocha. Zerwały przyjaźń.

***

Reb szła już sama. Odprowadziła Jane do domu, więc dalej musiała ruszyć sama.
- Ładny wieczór prawda?- szybko odwróciła się, i zobaczyła swoją siostrę. Po raz kolejny, niespodziewanie.
- Nie nudzi Ci się kursowanie między Berkeley i Nowym Jorkiem?- spytała. Curse spojrzała na nią niewzruszona. Ruszyła przed siebie. Crush szybko dołączyła do siostry.
- Pogadaj ze swoim bratem.- odwróciła się i zaczęła iść w przeciwną stronę. Znowu to robiła. Odchodziła.- Aha, i jeszcze jedno.- zatrzymała się.- Rzuć okiem do jego biurka.- odeszła.
Powoli zmierzała schodami do pokoju brata. Wzięła głęboki oddech, i nacisnęła klamkę. Zobaczyła to co zwykle. Całe sterty papierów, masy projektów na dużej, korkowej tablicy. Rzuciła na to wszystko przelotnie okiem, i ruszyła w stronę dużego, dębowego biurka. Zaczęła przeszukiwać wszystkie półki i zakamarki. Otworzyła najmniejszą z szuflad. Jej oczom ukazały się miliony drobiazgów związanych właśnie z nią. Wstążki, którymi wiązała włosy, małe, kolorowe pierścionki, kolorowe kulki do gry, ukochany kamyk. Na samym dnie znalazła coś, co przypominało duży, plastikowy pierścień. Podniosła go na wysokość oczu. Była to maleńka obrączka, którą zakłada się dziecku tuż po urodzeniu. Niewyraźnym, rozmazanym pismem zostało napisane:
„Rebel Crush, c. Helen.” Rebel mocno ścisnęła pierścień w dłoni. Usiadła na starym fotelu, i zaczęła przyglądać mu się przyglądać. Na podłodze leżała jakaś kartka. Koślawym pismem został utworzony napis.
„ Tu Curse.
Pewnie zdziwiło Cię to, że kazałam Ci grzebać w biurku NASZEGO brata. Czasami obserwuję Cię, i widzę, że brakuje Ci jego ciepła. Mam nadzieję, że to, co teraz znalazłaś pomoże Ci chociaż trochę.
Siostra.”

***

Cała klasa Rebel siedziała w ławkach. Każdy miał jakiś prezent, z niecierpliwością czekano na moment dania komuś prezentu.
Do klasy morowym krokiem weszła Frose.
- A teraz długo przez was wyczekiwany moment. Wręczanie prezentów. Szybko.- każdy pobiegł w przeciwnym kierunku. Reb szybko podbiegła do Frank’a.
- Masz. Starałam się, żeby było odpowiednie.- powiedziała. Wyciągnęła do niego dość grubą książkę.
- „Jak radzić sobie ze swoimi zboczeniami”. No, na pewno mi się przyda.- oboje wybuchli śmiechem. Crush szybko powędrowała do swojej ławki. Nikt do niej nie podchodził, niczego dla niej nie miał. Poczuła się gorsza.
- Bu.- odwróciła się jak oparzona. To był Billie. Armstrong ręku trzymał srebrny łańcuszek, z małym medalikiem. Małymi, zamaszystymi literkami, można było dostrzec napis „Forever”. Szybko założyła go, i mocno ścisnęła w dłoni. Podeszła do niego, i mocno Go przytuliła. Czuła się komuś potrzebna. Miała nadzieję, że tak będzie zawsze.
Powoli wracała do domu. Cały czas ściskała mały medalik. Zastanawiała się, co miało znaczyć to “zawsze” (forever)? Domyślała się, ale dla niej taki scenariusz był mało prawdopodobny. Jasne, chciałaby być z nim już zawsze. Móc budzić się obok niego, być z nim w lepszych i gorszych chwilach. Nie wiedziała, jak szybko to wszystko się rozstrzygnie.
Zaskakująco szybko.

Bez kategorii