Home > Bez kategorii > Smutne.

Smutne.

Maj 5th, 2010

Dziewczyny rozmawiały, w pewnym sensie nie wiedząc dokąd zmierzają. Szły przed siebie, dopóki nie dostrzegły ich ostatniego stałego miejsca spotkań. Wielka willa, w której kiedyś popełniono zbrodnię. Dowiedziały się tego od taty Jane.
Rebel kopniakiem otworzyła wiecznie zatrzaśnięte drzwi. Jak się okazało nie były same. W środku była Kate, Mike, Billie i Frank. Wszyscy byli bardzo ucieszeni. Kiedy Billie zobaczył Rebel podbiegł do niej i pocałował ją namiętnie w usta. Crush lekko zdziwiona nie wiedziała co robić. Billie wyglądał tak, jakby wygrał warty milion dolarów los na loterii. Kiedy wkońcu oderwał się od Rebel, wyjaśnił o co chodzi.
- Jedziemy do Nowego Jorku!- krzyknął, tak że echo rozbiegło się po wielkim salonie.
- Ale to jest po drugiej stronie wybrzeża.- powiedziała spokojnie Reb. Armstrong zrobił zamyśloną minę.
- Frank jak ty to załatwiałeś?- zapytał z wyrzutem.
- No proszę, nie zrzucajcie tego na mnie.- odpowiedział z obrażoną miną.- Przypominam, że to już jutro.- wszyscy wytrzeszczyli oczy.
- Kompletny debilizm.- podsumował Mike.
Wszyscy zaczęli wymyślać najróżniejsze sposoby dotarcia na 16:00 do Nowego Jorku. Napoczątku padł pomysł namówienia Rob’a do zawiezienia ich tam. Odpada. Wraca dopiero za tydzień. Potem padł pomysł jechania autostopem. Musieli by jednak wyruszyć jakieś dziew godziny temu.
- Mam!- krzyknęła Kate.- Pociąg! Pojedziemy pociągiem!- to był najrozsądzniejszy pomysł. Wszyscy zgodzili się.

***

Rebel grzebała w szafkach w poszukiwaniu swoich szczędności. Wkońcu wygrzebała to 60 dolarów i pobiegła na stację.
Wszyscy na nią czekali, wszyscy mieli bilety. Reb podbiegła do kasy, i kupiła bilet. Bileterka spojrzała na nią chłodnym wzrokiem. Coś znajomego zobaczyła w tych piwnych oczach. Wydawało jej się, że gdzieś ją już widziała. Właśnie miała zapytać ją o jej nazwisko, kiedy usłyszała ponaglania ze strony paczki. Złapała Billie’go za rękę i ruszyła z nim w stronę szkoły.
Siedzieli razem na ośnieżonych huśtawkach. Pod ciężarem skrzypiały i wydawały zduszone dźwięki. Nie rozmawiali. Ta cisza im odpowiadała. Wystarczyło im sama rzecz, że są obok siebie. Coś jednak musiało to przerwać.
Z hali szkoły wybiegła grupa rozdartych panienek. Jedna z nich trzymała piłkę do siatkówki, reszta opowiadała jej o swoich sercowych podbojach. Wyglądało to żałośnie.
- Ej ty, Crush!- jakaś dziewczyna o rudych włosach zaczęła wskazywać palcem w stronę Reb. Powoli podniosła się z huśtawki i podeszła do grupy dziewczyn.
- Co jest?- spytała. Okazało się, że ta ruda dziewczyna to Bonnie. Rebel nie poznała jej przez czarną czapkę z daszkiem.
- Grasz z nami?- wskazała na grupę normalnych dziewczyn, poubieranych w przetarte dżinsy, i kolorowe kurtki.
- No mogę… a przeciw…?- spytała. Bonnie zrobiła zdegustowanę minę i wskazała palcem w stronę Kat i jej paczki. Dziewczynki w różowych dresach, ze sztucznymi uśmiechami na twarzach. Plastikowe. Skąd się bierze plastik w ludziach? Co powoduje że stają się tacy? Ładne. Ale zeszmacone.

***

Billie wraz z Frank’iem (pojawił się jakieś 5 minut przed meczem), zasiedli na „trybunach”. Były to po prostu cztery drewniane ławki ustawione w tyle boiska. Rebel zdjęła kurtkę, i wzięła piłkę do ręki. Podrzuciła ją do góry. Nadawała się.
Bonnie, jako kapitan drużyny, zaczęła rozstawiać dziewczyny na pozycjach. Crush stała na pozycji rozgrywającej. Drużyna plastików końcu oddała im piłkę. Reb wzięła piłkę w ręce. Odbiła ją parę razy od ziemi, po czym wyrzuciła piłkę w górę. Wymierzyła uderzenie i z całej siły przyłożyła w piłkę. Poleciała z niesamowitą prędkością i siłą na drugą stronę boiska. 1:0.
Mecz powoli dobiegał końca. O dziwo, Kat i jej drużyna dobrze sobie radziły. Prowadziły dwoma punktami, dlatego gra stawała się coraz bardziej agresywna. A nie powinna taka być.
Rebel stała na samym przedzie (nie pamiętam jak się ta pozycja nazywa.). Lorine, dziewczyna z jej drużyny przygotowywała się do wybicia piłki. W chwilę potem przeleciała z świstem nad ich głowami. Kat podała do jednej ze swoich koleżanek. Przebiła piłkę. Kiedy Rebel podbiegała aby ją podbić Dorine (przyjaciółka Kat), podłożyła jej nogę. Crush upadła i uderzyła czołem o zimną podłogę.
Billie podbiegł do Rebel, i podniósł ją z podłogi. Z nosa leciała jej krew, łuk brwiowy był rozcięty. Cała trójka udała się do szkolnej pielęgniarki. Wariatka siedziała w szkole nawet w soboty.
- Ładnie się dziecino urządziłaś.- powiedziała pielęgniarka. Miała rude loki i czarne oczy. Właśnie zakładała szwy na łuk brwiowy Rebel.
- Przynajmniej wygrałyśmy mecz.

***

Rebel pożegnała się z chłopakami, i powoli weszła do domu. O dziwo, zastała w nim swojego brata. Siedział w kuchni i pił whisky. Crush nigdy nie widziała Go w takim stanie. Miał zaczerwienione oczy, a rozpięta koszula odsłaniała klatkę piersiową.
- Co jest?- zapytała ze zmartwioną miną Rebel. Brat spojrzał na nią i się uśmiechnął.
- Wycofali nas z budowy.- odpowiedział. Nie uwierzyła mu, ale wolała nie wypytywać Go o to. Na pewno jej powie, kiedy będzie czas. Postanowiła czekać.
Kiedy powiedziała mu, że jedzie do Nowego Jorku, w ogóle nie zareagował. Powiedział po prostu „dobrze”. Myślała, że zrobi awanturę, że będzie musiała się z nim kłócić. Nic. Wyglądał jakby stracił kogoś ważnego, coś ważnego. Nie. Nie będzie wypytywać.
Poszła do swojego pokoju. Usiadła na łóżku. Usłyszała trzask i łomot w kuchni. Szybko zbiegła na dół. Na podłodze w kuchni leżała rozbita butelka whisky. Rob nawet na nią nie spojrzał. Przeszedł obok, pozostawiając Rebel cały ten burdel. Zaczęła zbierać kawałki szkła.
Nagle, z kieszeni Rob’a wypadła jakaś kartka. Crush podniosła ją i zaczęła czytać. Była to stwierdzenie jakiejś choroby. Napoczątku myślała że chodzi o jakąś grypę, albo anginę.
Upuściła kartkę. Stwierdzenie:
Nowotwór.

admin Bez kategorii

Komentarze są zamknięte