Home > Bez kategorii > Przed ostatnia.

Przed ostatnia.

Maj 31st, 2010

Przed ostatnia.
Tak, to przed ostatnia notka.
Wiem, głupio.
No ale cóż, takie jest życie. Krótkie.

***

Nadeszła wiosna 1990. W kąt poszły kurtki, i zimowe buty. Niebo zrobiło się jaśniejsze, pojawiały się na nim śliczne, białe chmurki. Mimo wczesnego marca, na zewnątrz zrobiło się nieprzyjemnie gorąco, jak to w Kalifornii.
Wszystko byłoby ładnie, i pięknie gdyby nie próbne egzaminy. Wszyscy powoli zaczynali myśleć o wyborze odpowiedniego College’u. Jedni wybierali szkoły, drudzy nawet jej nie kończąc, rzucali ją. Rebel miała zamiar studiować fotografię. Wszystko dzięki chłopakowi o imieniu Steve. Średniego wzrostu, o zamglonych oczach, i wielkim czarnym irokezie na głowie. Poznała Go w barze, kiedy robił zdjęcia wnętrz. Wtedy, coś impulsywnie tknęło ją ku fotografii. Teraz, gdziekolwiek się nie ruszyła brała ze sobą aparat.
Jane rozmyślała o pedagogii, lub psychologii. Wybierała to drugie, bo jak sądziła, nie ma zamiaru użerać się z dzieciakami, a tym bardziej młodzieżą.
Billie i Frank mieli to kompletnie gdzieś. Najchętniej rzuciliby szkołę, i wyjechali z miasta. Dla nich nie było żadnych perspektyw. Mike postanowił ukończyć szkołę.
Rob wrócił do domu. O dziwo, poznał kogoś. Była to młodsza od niego pielęgniarka. Rebel mówiła o niej „Nowa Marilyn Monroe”. Rzeczywiście, była do niej oszałamiająco podobna. Figura w kształcie osy, platynowe włosy, wiecznie wymalowane czerwoną szminką usta. Crush bardzo ją lubiła. Zauważyła, że ona i Rob ostatnio dziwnie się zachowują. W końcu, wyszedł na jaw powód zdenerwowania. „Będziesz ciocią”.
Co do „lekarza” Rob’a, zostało wytoczone postępowanie. Zgłosiły się dwie inne kobiety- jego pacjentki zarazem- oskarżające Go o molestowanie. Mimo dobrego adwokata, i ładnych oczu, facet został skazany na 5 lat więzienia.
Powracając do nienarodzonego dziecka. Zaczęła się dziwna krzątanina. Mimo, że nie było jeszcze śladu ciąży Donnie, wszyscy zaczynali czytać poradniki, które można było nazwać: „Co i Jak”. Najgorsze jednak było to, że muszą się wyprowadzić. Rebel wystraszyła się. Nie chciała zostawiać tego wszystkiego. Błagała, i błagała tak długo, że w końcu jej się udało. Brat pozwolił jej tutaj zostać. Przecież jest już prawie pełnoletnia. Mieli wyprowadzić się za trzy dni.

***

Było niewiarygodnie gorąco. Wszyscy wybierali się nad wodę, lub po prostu nie odchodzili na krok od wiatraków. Crush natomiast, upodobała sobie spacery po okolicy. Ludzie patrzyli na nią jak na nienormalną. „Kto w taką pogodę wychodzi na zewnątrz?” pytali w myślach.
Wieczory spędzała poza domem. Znalazła cudowne miejsce. Wielka, opuszczoną, zamkniętą stodołę. Nie mogła niestety dostać się do środka. Dlatego, wdrapywała się po rynnie na dach. Rozkładała się tam, i patrzyła w gwiazdy. Czasami rozmawiała z rodzicami. Szukała tych dwóch, najjaśniejszych gwiazd, i rozmawiała.
Czasami liczyła gwiazdy. Nie udawało jej się to, wiadomo, ale wtedy czuła, że nie jest sama. Że wokół niej są miliony innych ludzi, tych bliższych, i w ogóle jej nieznanych. Robiła zdjęcia gwiazd. Robiła zdjęcia sobie, leżącej na starym, rozwalającym się dachu. Robiła zdjęcia bezpańskim psom. Wydawało jej się, że zdjęcia nigdy nie przeminą. Ona, owszem, kiedyś będzie musiała zniknąć. Zostawi jedynie to. Wspomnienia.
Najczęściej wracała nocą. Szła z głową uniesioną w górę, ponieważ nie mogła oderwać wzroku od gwiazd. Może wydaje się to głupie, ale polubiła samotność. Uwielbiała zaszywać się w swoim pokoju, i patrzeć przez okno na zmierzających dokądś ludzi. Czasami wymyślała ich historie, i szybko spisywała je na kartce. Tak powstała większa część jej pamiętnika.
Całe Sweet Children było ostatnio zdenerwowane. Niedawno, załatwili sobie ważny koncert w Berkeley. Podobno miał na nim być jakiś koleś z firmy fonograficznej. Najgorsze było to, że według nich, nie mieli żadnych dobrych piosenek. Cały czas pisali nowe, nawet Frank. Niestety, większość z nich nie miała raczej szansy na zaśpiewanie.

***

-Gdzie ty mnie ciągniesz?- spytał rozglądający się wokół Armstrong. Rebel trzymała Go za rękę, i ciągnęła Go w niewiadomym dla niego kierunku. Wokół kompletne zadupie, pola porośnięte chwastami, i stojące samotnie drzewa. W końcu dotarli. Billie zobaczył dużą stodołę na zupełnym pustkowiu.
- Co to jest?- zapytał zdziwiony.
- Mieszkasz tu dłużej ode mnie i nie wiesz?- odpowiedziała pytaniem na pytanie rozbawiona Reb.
Podeszli do dużej budowli. Skierowali się na tyły. Armstrong dalej rozglądał się dookoła. Nie zauważył, jak jego dziewczyna wspina się po rynnie na dach.
- No na co czekasz!- krzyknęła już z góry.- Chodź!- BJ zaczął wspinać się po rynnie. Chwilę potem był już na górze. Rozciągał się stamtąd oszałamiający widok. Nie wiedząc kiedy, zapadł zmrok.
- Po co mnie tu przyprowadziłaś?- zapytał podejrzliwie.
- Może tutaj uda się nam napisać jakąś piosenkę.- położyła się na dachu, i zaczęła wpatrywać się w gwiazdy. Zdziwiony Billie zrobił to samo, kładąc się obok Reb. Długo wpatrywali się w niebo. Nagle, Crush zaczęła mówić tak, jakby czytała z kartki.
- Kolejny punkt zwrotny, rozwidlenie drogi
Czas bierze cię za rękę i pokazuje dokąd iść.
Więc weź z tej próby to co najlepsze i nie pytaj dlaczego.
To nie pytanie, ale lekcja zaliczona w porę.
Coś nieprzewidywalnego, ale kończącego się dobrze.
Mam nadzieję, że przeżyłeś swoje życie jak najlepiej.- spojrzał na nią zdziwiony. Nie sądził, że potrafi wymyślać takie teksty na poczekaniu. Spojrzała na niego z uśmiechem na twarzy. Nagle wstała, i zaczęła podskakiwać.
- Co ty robisz?- spytał oszołomiony jej zachowaniem.
- Biorę z tej próby to co najlepsze!- krzyknęła.
- Ale ten dach… on nie wygląda dobrze.- ostrzegał dziewczynę.
- Nic mi nie będzie *TRZASK!*- nagle kawał desek załamał się pod Reb. Wystraszony BJ podbiegł do dziury i krzyknął.
- Nic Ci nie jest?!- zapytał krzycząc.
- Nie… Tu jest całkiem miękko.- odpowiedziała całkiem rozbawiona tą sytuacją. Billie spojrzał pytająco w górę, i skoczył w dół. Wylądował na czymś miękkim. Stodoła zawierała całe połacie złocistego siana.
Dziewczyna po omacku zapaliła małą, zwisającą ze sklepienia żarówkę. Wielkie pomieszczenie dawało wiele możliwości. Pierwsza myśl jaka przyszła Rebel do głowy, to „koncerty”.
Rozglądnęła się dookoła. Nagle, zdała sobie sprawę, że jest tu całkiem sama, nie licząc BJ’a. Poczuła się nieswojo, mimo że była z nim długo. Usiadła na wzniesieniu z siana, i spuściła głowę w dół. Nie chciała spotkać jego wzroku. Niespodziewanie jednak wyszeptała:
- Kocham Cię. Naprawdę.- wykonał szybki ruch głową, i spojrzał na nią swoimi zielonymi oczami. To nagłe wyznanie wydało mu się cokolwiek dziwnie. Wdrapał się na wzniesienie, na którym siedziała, i usiadł obok niej. Objął ją ramieniem, i przyciągnął do siebie. Spojrzał głęboko w oczy, i pocałował. Mocno. Dziewczyna nie sprzeciwiała się temu pocałunkowi. pocałunkowi duszy cały czas się do siebie uśmiechała. Nie wiedziała dlaczego, ale chciało jej się cały czas śmiać. Chłopak złapał ją za biodra, a ona nadal w duszy śmiała się. Po raz pierwszy nie miała nic przeciwko temu. Teraz już na niej leżał.
Czuła jego przyjemny dotyk. Pierwszy raz doświadczała czegoś takiego. Miłości chłopaka.
Szary podkoszulek łatwo zszedł [xD] z jej ciała. Na początku poczuła się dziwnie, wiedząc że ktoś widzi ją taką.
Po chwili była już tylko w spodniach. Podobnie jak on. Poczuła, jak rozpina jej zamek u spodni. Nie sprzeciwiała się, wiedziała, że już tego nie cofnie. Może po prostu tego nie chciała?
Oczy chłopaka stały się zamglone. Spojrzał na Reb.
- Jesteś tego pewna?- spytał zdyszany.
- Tak.- odpowiedziała ściągając z siebie ostatnią część ubrania.

***

Dotykał jej smukłego ciała. Co chwila czuła przyjemny dreszcz. Nie taki zwykły dreszcz. Ten był pierwszy.
Coś działo się z nią w środku. Pierwszy raz w życiu. Bezwiednie wydała z siebie cichy jęk. Zaczęły się powtarzać. Za każdym razem był coraz głośniejszy.
Nie wiedziała dlaczego, ale z jej ust wydobył się krzyk. Inny, to nie był taki normalny krzyk. Mocno objęła Billie’go, tak jakby szukała w nim tego czegoś. Tego co zgubiła…
- Wieczność…- wyszeptała. Objęła Go nogami.

Leżała obok niego. Do tej pory nie uświadomiła sobie do końca, co się stało. Spojrzała na swoje ciało. Była naga.
Spojrzała na niego. Spał.
Nie sądziła, że to stanie się tak szybko.
Jednego była pewna.
To musiał być ON.

“Z rzeczy wiecznych, miłość trwa najkrócej.”

admin Bez kategorii

Komentarze są zamknięte