Archiwum

Archiwum dla Maj, 2010

Przed ostatnia.

Maj 31st, 2010
Komentarze są wyłączone

Przed ostatnia.
Tak, to przed ostatnia notka.
Wiem, głupio.
No ale cóż, takie jest życie. Krótkie.

***

Nadeszła wiosna 1990. W kąt poszły kurtki, i zimowe buty. Niebo zrobiło się jaśniejsze, pojawiały się na nim śliczne, białe chmurki. Mimo wczesnego marca, na zewnątrz zrobiło się nieprzyjemnie gorąco, jak to w Kalifornii.
Wszystko byłoby ładnie, i pięknie gdyby nie próbne egzaminy. Wszyscy powoli zaczynali myśleć o wyborze odpowiedniego College’u. Jedni wybierali szkoły, drudzy nawet jej nie kończąc, rzucali ją. Rebel miała zamiar studiować fotografię. Wszystko dzięki chłopakowi o imieniu Steve. Średniego wzrostu, o zamglonych oczach, i wielkim czarnym irokezie na głowie. Poznała Go w barze, kiedy robił zdjęcia wnętrz. Wtedy, coś impulsywnie tknęło ją ku fotografii. Teraz, gdziekolwiek się nie ruszyła brała ze sobą aparat.
Jane rozmyślała o pedagogii, lub psychologii. Wybierała to drugie, bo jak sądziła, nie ma zamiaru użerać się z dzieciakami, a tym bardziej młodzieżą.
Billie i Frank mieli to kompletnie gdzieś. Najchętniej rzuciliby szkołę, i wyjechali z miasta. Dla nich nie było żadnych perspektyw. Mike postanowił ukończyć szkołę.
Rob wrócił do domu. O dziwo, poznał kogoś. Była to młodsza od niego pielęgniarka. Rebel mówiła o niej „Nowa Marilyn Monroe”. Rzeczywiście, była do niej oszałamiająco podobna. Figura w kształcie osy, platynowe włosy, wiecznie wymalowane czerwoną szminką usta. Crush bardzo ją lubiła. Zauważyła, że ona i Rob ostatnio dziwnie się zachowują. W końcu, wyszedł na jaw powód zdenerwowania. „Będziesz ciocią”.
Co do „lekarza” Rob’a, zostało wytoczone postępowanie. Zgłosiły się dwie inne kobiety- jego pacjentki zarazem- oskarżające Go o molestowanie. Mimo dobrego adwokata, i ładnych oczu, facet został skazany na 5 lat więzienia.
Powracając do nienarodzonego dziecka. Zaczęła się dziwna krzątanina. Mimo, że nie było jeszcze śladu ciąży Donnie, wszyscy zaczynali czytać poradniki, które można było nazwać: „Co i Jak”. Najgorsze jednak było to, że muszą się wyprowadzić. Rebel wystraszyła się. Nie chciała zostawiać tego wszystkiego. Błagała, i błagała tak długo, że w końcu jej się udało. Brat pozwolił jej tutaj zostać. Przecież jest już prawie pełnoletnia. Mieli wyprowadzić się za trzy dni.

***

Było niewiarygodnie gorąco. Wszyscy wybierali się nad wodę, lub po prostu nie odchodzili na krok od wiatraków. Crush natomiast, upodobała sobie spacery po okolicy. Ludzie patrzyli na nią jak na nienormalną. „Kto w taką pogodę wychodzi na zewnątrz?” pytali w myślach.
Wieczory spędzała poza domem. Znalazła cudowne miejsce. Wielka, opuszczoną, zamkniętą stodołę. Nie mogła niestety dostać się do środka. Dlatego, wdrapywała się po rynnie na dach. Rozkładała się tam, i patrzyła w gwiazdy. Czasami rozmawiała z rodzicami. Szukała tych dwóch, najjaśniejszych gwiazd, i rozmawiała.
Czasami liczyła gwiazdy. Nie udawało jej się to, wiadomo, ale wtedy czuła, że nie jest sama. Że wokół niej są miliony innych ludzi, tych bliższych, i w ogóle jej nieznanych. Robiła zdjęcia gwiazd. Robiła zdjęcia sobie, leżącej na starym, rozwalającym się dachu. Robiła zdjęcia bezpańskim psom. Wydawało jej się, że zdjęcia nigdy nie przeminą. Ona, owszem, kiedyś będzie musiała zniknąć. Zostawi jedynie to. Wspomnienia.
Najczęściej wracała nocą. Szła z głową uniesioną w górę, ponieważ nie mogła oderwać wzroku od gwiazd. Może wydaje się to głupie, ale polubiła samotność. Uwielbiała zaszywać się w swoim pokoju, i patrzeć przez okno na zmierzających dokądś ludzi. Czasami wymyślała ich historie, i szybko spisywała je na kartce. Tak powstała większa część jej pamiętnika.
Całe Sweet Children było ostatnio zdenerwowane. Niedawno, załatwili sobie ważny koncert w Berkeley. Podobno miał na nim być jakiś koleś z firmy fonograficznej. Najgorsze było to, że według nich, nie mieli żadnych dobrych piosenek. Cały czas pisali nowe, nawet Frank. Niestety, większość z nich nie miała raczej szansy na zaśpiewanie.

***

-Gdzie ty mnie ciągniesz?- spytał rozglądający się wokół Armstrong. Rebel trzymała Go za rękę, i ciągnęła Go w niewiadomym dla niego kierunku. Wokół kompletne zadupie, pola porośnięte chwastami, i stojące samotnie drzewa. W końcu dotarli. Billie zobaczył dużą stodołę na zupełnym pustkowiu.
- Co to jest?- zapytał zdziwiony.
- Mieszkasz tu dłużej ode mnie i nie wiesz?- odpowiedziała pytaniem na pytanie rozbawiona Reb.
Podeszli do dużej budowli. Skierowali się na tyły. Armstrong dalej rozglądał się dookoła. Nie zauważył, jak jego dziewczyna wspina się po rynnie na dach.
- No na co czekasz!- krzyknęła już z góry.- Chodź!- BJ zaczął wspinać się po rynnie. Chwilę potem był już na górze. Rozciągał się stamtąd oszałamiający widok. Nie wiedząc kiedy, zapadł zmrok.
- Po co mnie tu przyprowadziłaś?- zapytał podejrzliwie.
- Może tutaj uda się nam napisać jakąś piosenkę.- położyła się na dachu, i zaczęła wpatrywać się w gwiazdy. Zdziwiony Billie zrobił to samo, kładąc się obok Reb. Długo wpatrywali się w niebo. Nagle, Crush zaczęła mówić tak, jakby czytała z kartki.
- Kolejny punkt zwrotny, rozwidlenie drogi
Czas bierze cię za rękę i pokazuje dokąd iść.
Więc weź z tej próby to co najlepsze i nie pytaj dlaczego.
To nie pytanie, ale lekcja zaliczona w porę.
Coś nieprzewidywalnego, ale kończącego się dobrze.
Mam nadzieję, że przeżyłeś swoje życie jak najlepiej.- spojrzał na nią zdziwiony. Nie sądził, że potrafi wymyślać takie teksty na poczekaniu. Spojrzała na niego z uśmiechem na twarzy. Nagle wstała, i zaczęła podskakiwać.
- Co ty robisz?- spytał oszołomiony jej zachowaniem.
- Biorę z tej próby to co najlepsze!- krzyknęła.
- Ale ten dach… on nie wygląda dobrze.- ostrzegał dziewczynę.
- Nic mi nie będzie *TRZASK!*- nagle kawał desek załamał się pod Reb. Wystraszony BJ podbiegł do dziury i krzyknął.
- Nic Ci nie jest?!- zapytał krzycząc.
- Nie… Tu jest całkiem miękko.- odpowiedziała całkiem rozbawiona tą sytuacją. Billie spojrzał pytająco w górę, i skoczył w dół. Wylądował na czymś miękkim. Stodoła zawierała całe połacie złocistego siana.
Dziewczyna po omacku zapaliła małą, zwisającą ze sklepienia żarówkę. Wielkie pomieszczenie dawało wiele możliwości. Pierwsza myśl jaka przyszła Rebel do głowy, to „koncerty”.
Rozglądnęła się dookoła. Nagle, zdała sobie sprawę, że jest tu całkiem sama, nie licząc BJ’a. Poczuła się nieswojo, mimo że była z nim długo. Usiadła na wzniesieniu z siana, i spuściła głowę w dół. Nie chciała spotkać jego wzroku. Niespodziewanie jednak wyszeptała:
- Kocham Cię. Naprawdę.- wykonał szybki ruch głową, i spojrzał na nią swoimi zielonymi oczami. To nagłe wyznanie wydało mu się cokolwiek dziwnie. Wdrapał się na wzniesienie, na którym siedziała, i usiadł obok niej. Objął ją ramieniem, i przyciągnął do siebie. Spojrzał głęboko w oczy, i pocałował. Mocno. Dziewczyna nie sprzeciwiała się temu pocałunkowi. pocałunkowi duszy cały czas się do siebie uśmiechała. Nie wiedziała dlaczego, ale chciało jej się cały czas śmiać. Chłopak złapał ją za biodra, a ona nadal w duszy śmiała się. Po raz pierwszy nie miała nic przeciwko temu. Teraz już na niej leżał.
Czuła jego przyjemny dotyk. Pierwszy raz doświadczała czegoś takiego. Miłości chłopaka.
Szary podkoszulek łatwo zszedł [xD] z jej ciała. Na początku poczuła się dziwnie, wiedząc że ktoś widzi ją taką.
Po chwili była już tylko w spodniach. Podobnie jak on. Poczuła, jak rozpina jej zamek u spodni. Nie sprzeciwiała się, wiedziała, że już tego nie cofnie. Może po prostu tego nie chciała?
Oczy chłopaka stały się zamglone. Spojrzał na Reb.
- Jesteś tego pewna?- spytał zdyszany.
- Tak.- odpowiedziała ściągając z siebie ostatnią część ubrania.

***

Dotykał jej smukłego ciała. Co chwila czuła przyjemny dreszcz. Nie taki zwykły dreszcz. Ten był pierwszy.
Coś działo się z nią w środku. Pierwszy raz w życiu. Bezwiednie wydała z siebie cichy jęk. Zaczęły się powtarzać. Za każdym razem był coraz głośniejszy.
Nie wiedziała dlaczego, ale z jej ust wydobył się krzyk. Inny, to nie był taki normalny krzyk. Mocno objęła Billie’go, tak jakby szukała w nim tego czegoś. Tego co zgubiła…
- Wieczność…- wyszeptała. Objęła Go nogami.

Leżała obok niego. Do tej pory nie uświadomiła sobie do końca, co się stało. Spojrzała na swoje ciało. Była naga.
Spojrzała na niego. Spał.
Nie sądziła, że to stanie się tak szybko.
Jednego była pewna.
To musiał być ON.

“Z rzeczy wiecznych, miłość trwa najkrócej.”

Bez kategorii

Ostatnia.

Maj 23rd, 2010
Komentarze są wyłączone

Ostatnia.
Tak. To już koniec. Ale przecież koniec, jest nowym początkiem.
Dlatego “Żegnaj Rebel”, nie oznacza końca.
Mam nadzieje, że będzie dobrze.
Ze mną.

***

Wracała już sama do domu. Dziwnie się czuła. Jakoś nie mogła uwierzyć w to, co się stało. We włosach i ubraniu miała pełno siana. Cały czas miała przed sobą obraz wczorajszego zajścia. Zrobiła parę zdjęć jeszcze przed „tym”. Postanowiła wywołać je jeszcze dzisiaj.
Donnie i Rob dziwnie na nią spojrzeli. Druga Marilyn spojrzała na na Crush’a z dziwnym uśmiechem. Od razu zrozumiał co musiało się stać. Nie chcąc zwracać na siebie uwagi, powrócili do pakowanie książek do pudeł. Dziewczyna powędrowała nieprzytomna na górę.
Weszła do pokoju, i zrzuciła z siebie ubrania. W samej bieliźnie poszła do „ciemni”, którą był mały schowek. Zabrała się za wywoływanie zdjęć. Pierwsze, drugie, trzecie… Powoli zaczynały tworzyć się obrazy tego, co się stało, tego, co musiała uwiecznić.
Siedziała na ziemnej podłodze, i przeglądała zdjęcia. Kiedy siedzą na kupie siana. Na następnym można było zobaczyć całujących się. Odruchowo przytuliła to zdjęcie do serca. Miała nadzieję, że pozostanie ono tam na zawsze.
Szybko wyszła spod prysznica, i skierowała się w stronę pokoju. Kiedy już tam była, wyciągnęła jakieś ubrania, i szybko w nie wskoczyła. Przypomniała sobie, że dziś jest ten ważny występ Sweet Children. Z resztą, i tak nie zależało jej na dobrym wyglądzie. Wolała pozostać sobą.
Była już gotowa do wyjścia. Czarny makijaż, poszarpane dżinsy, i szaro-czarny podkoszulek w paski. Rude blond włosy dawały kolorowy akcent na tle ciemnego stroju. W pewnej chwili do pokoju weszła Donnie.
- Mamy prośbę… – zaczęła.
- Tak?
- Mogłabyś zostać i pomóc nam się pakować? Obawiam się, że nie zdążymy się z tym uporać do jutra…- powiedziała ze zmartwioną miną.
- No cóż…- Reb zamyśliła się. Nie chciała jednak zostawiać ich jednak w takiej sytuacji.- Dobra, tylko zadzwonię do Billie’go.- nie myśląc długo, zeszła do kuchni i chwyciła za telefon. Powiedziała, że przeprasza, ale przyjdzie trochę później. BJ nie miał jej tego za złe. Obiecał że pogadają kiedy przyjdzie. Odłożyła słuchawkę.
Uporały się z pakowaniem w półtorej godziny. Rebel ostatni raz przeglądnęła się w lustrze, i ruszyła na miejsce koncertu.
Na początku nie wiedziała za bardzo, gdzie koncert się odbywa. W końcu usłyszała głośno grającą muzykę, i ruszyła w tamtym kierunku. Była to dość ładna okolica. Ładne domki, zielona trawa, wesołe i zakochane i wesołe nastolatki. Spojrzały na Crush, i pomachały jej. Zdziwiła się. Wyglądały jak zwykłe plastiki, a jednak nie były takie złe. Rebel uśmiechnęła się i odmachała piątce dziewczyn.
Znalazła się przed dużym domem z którego rozbrzmiewała muzyka. Jakieś chłopaki grały na dużym podwórku w piłkę. Reb nieśmiało weszła do środka, i rozglądnęła się. Wokół niej unosiły się chmury dymu, po podłodze walały się pety. Wszyscy byli już mocno pijani. Ktoś rozbił butelkę po piwie o ścianę.
Szukała wzrokiem chłopaków, Jane i Kate. Nigdzie ich nie widziała. Nareszcie. Siedzieli na dużej kanapie, śmiejąc się i pijąc piwo. Szybko podbiegła do nich, i spytała dlaczego są tacy weseli.
- Mamy kontrakt! Nagrywamy płytę!- krzyknął uradowany Tre’.
- A gdzie Billie?- spytała nigdzie nie widząc swojego chłopaka. Wszyscy bezradnie wzruszyli ramionami. Nie myśląc długo ruszyła by Go poszukać.
Rozglądała się po wszystkich pokojach. Wyobrażała sobie, że podejdzie do niej, i pocałuje ją. Przytuli.
Znalazła.

***

Zakryła usta ręką. Z oczu pociekły jej gorzkie, szkliste łzy. Nie mogła uwierzyć. BJ całował się z jakąś dziewczyną. Siedziała na nim okrakiem.
Płakała, i przyglądała mu się. W końcu ją zauważył. Zrobił wystraszoną minę, i zrzucił z siebie obcą dziewczynę. Kiedy zobaczyła, że podchodzi do niej, odwróciła się i pobiegła na podwórko.
Stanęła na środku ulicy, i po raz kolejny głośno zapłakała. Poczuła, że ktoś łapie ją za ramie. Odwróciła się, i zobaczyła BJ’a. Miała ochotę napluć mu w twarz.
- Rebel, to nie tak…- miała tego dość. Zrobił to, i teraz wypiera się. Z całej siły uderzyła Go w twarz. Odwróciła się na pięcie, i uciekła. Nie chciała Go widzieć. Nie chciała żyć.
Biegła. Nie wiedziała gdzie. Miała wrażenie, że uciekając, ucieknie od przeszłości. Że zostawi to, i wyda jej się to tylko długim snem. Żałowała, że tak być nie mogło.
Roztrzęsionymi dłońmi otworzyła dom. Nie było nikogo. Zatrzasnęła z hukiem drzwi. Pobiegła na górę, i wparowała na balkon. Powoli podeszła do ubezpieczającego murku. Oparła się o niego, i spojrzała w dół. Wysoko.
Oparła się na nim rękami, i podciągnęła się. Chwiejnie stanęła na nim, prostując się. Złapała wisiorek z napisem „Forever” w dłoń, i przechyliła się do przodu.
- Nie warto.- usłyszała. Odchyliła się, tak by uniknąć upadku, i rozglądnęła się dookoła. Na murku, po turecku, siedziała jej siostra. Głowę miała spuszczona, Reb dostrzegła jednak, że na twarzy malował się smutek. Odwróciła głowę, i spojrzała w dół. Chciała zapytać swoją siostrę, skąd wiedziała. Zniknęła.

***

Billie wpadł do domu Crush. Oniemiał. Nie było mebli, obrazków, ani zdjęć. Gołe ściany. Nie mógł uwierzyć. Wbiegł szybko na górę, do pokoju Rebel. Nic. Załamany, usiadł pod ścianą, tam gdzie znajdowało się jej łóżko. Schował twarz w dłoniach. „Spieprzyłem”- pomyślał.
Crush jechała wtulona w kąt autobusu. Rano udało jej się jakoś uporać z rzeczami, i spakować je do ciężarówki. Postanowiła jednak pojechać do Nowego Jorku sama.
Już nie płakała. Nie miała już na to siły. Zamiast tego, przeglądała zdjęcia. Widząc ją i Billie’go, śmiała się sama do siebie. Cały czas w dłoni ściskała ukochany łańcuszek.
Wiedziała, że to koniec. Że już nie wróci. Z resztą, i tak nie miała zamiaru.
Coś jednak przeoczyła.
Wiedziała, że zaczyna nowe życie.
Nie wiedziała jednak, że TO, stowrzyła sama.
Ale nie do końca.

Bez kategorii

Mmm…

Maj 14th, 2010
Komentarze są wyłączone

Mmm…
Wkońcu wróciłam. Całe szczęście. Zielona Szkła przyniosła mi wiele nowych inspiracji i pomysłów.
Gdybyście wiedzieli, jak wiele się zmieniło w moim życiu…
P.S: nigdy nie zapomnę reakcji Magdy na widok Tre Cool’a:
- “Kurwa co to za czub?!”

***

Rebel zamurowało. Siostra? Jaka siostra? Przecież wiedziałaby o tym! Dziewczyna, mimo że zupełnie różniąca się od Rebel, wprowadziła dziwną atmosferę wraz z jej pojawieniem się a tym domu. Przez dłuższy czas Rebel przyglądała jej się z lekko uchylonymi ustami. Zdecydowanie za dużo jak na te parę dni.
Wkońcu Rebel zdecydowała się przemówić, i zacząć jakąś sensowną rozmowę:
- Jak to… siostra?- zapytała z lekko podniesionym głosem.
- Wiedziałam że tak będzie.- dziewczyna wstała i wyciągnęła do Reb rękę.- Jestem Curse.- na jej twarzy pojawił się przebiegły uśmiech.
Rebel spojrzała na jej dłoń. Na wewnętrznej stronie znajdowały się głęboki blizny po cięciach. Po chwili zastanowienia podała jej dłoń. Dziewczyna usiadła, i dotknęła swojej “jeżowej” fryzury. Jej szare oczy lustrowały Reb. Poczuła się nieswojo.
- Co ty tu robisz… Curse?- zapytała Reb.
- Chciałam Cię odnaleźć. NASI rodzice oddali mnie do domu dziecka. Ty mnie na pamiętasz. Zresztą… nawet mnie nie widziałaś.- Rebel przyswajała teraz te wiadomości. W pewnej chwili poczuła się jak kurwa. Wybiegła z pokoju i stanęła na korytarzu. Pędem zbiegła po schodach, po czym udała się do łazienki. Uklękła przed kiblem i zwymiotowała. Oparła czoło o deskę. Po chwili wstała i oparła się o umywalkę. Wpartywała się teraz tępym wzrokiem w lustro. Próbowała dostrzec podobieństwa między Curse, a nią. Te same szare oczy, usta…
Rebel powoli wracała do pokoju. Ku jej osłupieniu Curse zniknęła. Rozglądnęła się do okoła. Szybko zbiegła na dół. Czarna peleryna zniknęła, na podłodze pojawiły się nowe mokre ślady. Spowrotem pobiegła do swojego pokoju. Otworzyła pokryte szronem okno, i wyjrzała na ulicę. Niska zakapturzona postać w powiewającej na wietrze czarnej pelerynie, powoli oddalała się ulicami Berkeley. Swoją twarz przytulała starą, czerwoną flanelową koszulę Rebel.
Reb leżała teraz w łóżku, w swoim ciemnym pokoju. Wpatrywała się w sufit, mimo że nie było tam niczego ciekawego. Zastanawiała się, czy kiedykolwiem zobaczy jeszcze Cruse. Znała tylko jej imię, a od razu poczuła że chciałaby aby już z nią tutaj została. 14-latka która wniosła w tak krótki czas, tyle uroku w jej życie.
Rebel położyła się na drugim boku. Zapisała dwie kartki pamiętnika. Zasnęła.

***

Rebel zmierzała do domu Jane. Była sobota, dosyć słoneczna jak na tą zimę. W drodze do niej, wymyślała formułkę przeprosin. Wiedziała że i tak jej nie powie, ale co to komu szkodzi? W zamyśleniu potknęła się i wywróciła. Szybko jednak podniosła się i otrzepała ze śniegu.
Zapukała do drzwi domu Jane. Po chwili oczekiwania otworzyła jej przyjaciółka. Spojrzała na nią nieprzyjemnym wzrokiem i prawie zamknęła jej drzwi przed nosem. W porę Rebel zablokowała drzwi glanem.
- Zaczekaj!- krzyknęła.- Pozwól mi to wytłumaczyć!- Jane otworzyła drzwi i lekko się zarumieniła.- Byłam ledwo przytomna, a ty jako pierwsza przyszłaś mi do głowy! Błagam, wybacz…- Reb prawie ze łzami w oczach przeprosiła przyjaciółkę. Ta spojrzała na nią i przytuliła ją.
- A tak po za tym… Po co przychodzisz?- nagle Reb zaczęła grzebać w swoim różowym plecaku. W końcu wyciągnęła z niego dużą kartkę A4, całą zapisaną jakimiś bazgrołami.
- Zakupy. Pomożesz?
Dziewczyny odpięły wózek, i powoli weszły do marketu. Pomiędzy kupowaniem mrożonek, cukierków i innych pierdół, rozmawiały.
Na początku rozmawiały o prezentach (przecież zbliżało się Boże Narodzenie). Jane nie miała pomysłu co kupić swojemu ojcu, który wprost nienawidzi dostawać prezentów. Po chwili zastanowień postanowiła kupić mu coś praktycznego.
- Koszula? Krawat?- pytała.
- Krawat! Twój tata ma taką obrzydliwą muszkę w kropki…- powiedziała z lekkim obrzydzeniem Reb. W końcu kupiły prosty czarno- żółty krawat. Crush nawet nie zastanawiała się nad prezentem dla Rob’a. Uważała, że zakupy robione na ostatnią chwilę są najlepsze. Tak więc nie kupiła mu nic, prócz wielkiej ilości zakupów.
Dziewczyny powoli wracały z marketu, całe obładowane wielkimi siatami. Rebel miała pewne pytanie do Jane, ale na samą myśl o nim robiło jej się głupio. Sprawa była wielce delikatna, i jak na razie dla Crush niezbyt zrozumiała. Po chwili milczenia postanowiła wyzbyć się wstydu i zapytać.
- Jane…- zaczęła.
- Hmm?- zapytała niemrawo. Jane była zamyślona i lekko nieobecna.
- No bo wiesz… Ty i Frank… no wy już to, no wiesz co.- Jane lekko uśmiechnęła się na widok zarumienionej Crush.
- No tak. Ale o co Ci chodzi?- zapytała z ironicznym wyrazem twarzy.
- Jak to jest?
- Zależy jak, gdzie, po co i dlaczego. Jeżeli jesteś z kimś kogo naprawdę kochasz, będzie cudownie. I lepiej jest to zrobić… spontanicznie.- dziewczyny wybuchły śmiechem. Rebel jednak natomiast uspokoiła się, i głęboko westchnęła. Chciała się komuś wygadać… o swojej siostrze, o tym co czuje. Jane zauważywszy smutek na twarzy Rebel, spojrzała na nią i zrobiła śmieszną minę. Crush przez chwilę się uśmiechała. Niestety tylko przez chwilę.
- No co?- spytała końcu Jane.
- Nie dość, że się z tobą pokłóciłam, mam rude włosy, wyglądam jak postrzeleniec, to jeszcze mam siostrę.
- I nie powiedziałaś mi?!- powiedziała oburzona Jane.
- Ja sama nie wiedziałam.- zaczęła opowiadać jej całą historię. Wadowski ( dla nie wiedzących nazwisko Jane), słuchała uważnie. Chciałaby jakoś pomóc Rebel, tylko jak? Zaczęły rozmawiać o możliwościach jej poszukiwania. Wiadomo było, że raczej wróci. Tylko kiedy? Jutro? Za tydzień?
Nigdy?

Bez kategorii

Smutne.

Maj 5th, 2010
Komentarze są wyłączone

Dziewczyny rozmawiały, w pewnym sensie nie wiedząc dokąd zmierzają. Szły przed siebie, dopóki nie dostrzegły ich ostatniego stałego miejsca spotkań. Wielka willa, w której kiedyś popełniono zbrodnię. Dowiedziały się tego od taty Jane.
Rebel kopniakiem otworzyła wiecznie zatrzaśnięte drzwi. Jak się okazało nie były same. W środku była Kate, Mike, Billie i Frank. Wszyscy byli bardzo ucieszeni. Kiedy Billie zobaczył Rebel podbiegł do niej i pocałował ją namiętnie w usta. Crush lekko zdziwiona nie wiedziała co robić. Billie wyglądał tak, jakby wygrał warty milion dolarów los na loterii. Kiedy wkońcu oderwał się od Rebel, wyjaśnił o co chodzi.
- Jedziemy do Nowego Jorku!- krzyknął, tak że echo rozbiegło się po wielkim salonie.
- Ale to jest po drugiej stronie wybrzeża.- powiedziała spokojnie Reb. Armstrong zrobił zamyśloną minę.
- Frank jak ty to załatwiałeś?- zapytał z wyrzutem.
- No proszę, nie zrzucajcie tego na mnie.- odpowiedział z obrażoną miną.- Przypominam, że to już jutro.- wszyscy wytrzeszczyli oczy.
- Kompletny debilizm.- podsumował Mike.
Wszyscy zaczęli wymyślać najróżniejsze sposoby dotarcia na 16:00 do Nowego Jorku. Napoczątku padł pomysł namówienia Rob’a do zawiezienia ich tam. Odpada. Wraca dopiero za tydzień. Potem padł pomysł jechania autostopem. Musieli by jednak wyruszyć jakieś dziew godziny temu.
- Mam!- krzyknęła Kate.- Pociąg! Pojedziemy pociągiem!- to był najrozsądzniejszy pomysł. Wszyscy zgodzili się.

***

Rebel grzebała w szafkach w poszukiwaniu swoich szczędności. Wkońcu wygrzebała to 60 dolarów i pobiegła na stację.
Wszyscy na nią czekali, wszyscy mieli bilety. Reb podbiegła do kasy, i kupiła bilet. Bileterka spojrzała na nią chłodnym wzrokiem. Coś znajomego zobaczyła w tych piwnych oczach. Wydawało jej się, że gdzieś ją już widziała. Właśnie miała zapytać ją o jej nazwisko, kiedy usłyszała ponaglania ze strony paczki. Złapała Billie’go za rękę i ruszyła z nim w stronę szkoły.
Siedzieli razem na ośnieżonych huśtawkach. Pod ciężarem skrzypiały i wydawały zduszone dźwięki. Nie rozmawiali. Ta cisza im odpowiadała. Wystarczyło im sama rzecz, że są obok siebie. Coś jednak musiało to przerwać.
Z hali szkoły wybiegła grupa rozdartych panienek. Jedna z nich trzymała piłkę do siatkówki, reszta opowiadała jej o swoich sercowych podbojach. Wyglądało to żałośnie.
- Ej ty, Crush!- jakaś dziewczyna o rudych włosach zaczęła wskazywać palcem w stronę Reb. Powoli podniosła się z huśtawki i podeszła do grupy dziewczyn.
- Co jest?- spytała. Okazało się, że ta ruda dziewczyna to Bonnie. Rebel nie poznała jej przez czarną czapkę z daszkiem.
- Grasz z nami?- wskazała na grupę normalnych dziewczyn, poubieranych w przetarte dżinsy, i kolorowe kurtki.
- No mogę… a przeciw…?- spytała. Bonnie zrobiła zdegustowanę minę i wskazała palcem w stronę Kat i jej paczki. Dziewczynki w różowych dresach, ze sztucznymi uśmiechami na twarzach. Plastikowe. Skąd się bierze plastik w ludziach? Co powoduje że stają się tacy? Ładne. Ale zeszmacone.

***

Billie wraz z Frank’iem (pojawił się jakieś 5 minut przed meczem), zasiedli na „trybunach”. Były to po prostu cztery drewniane ławki ustawione w tyle boiska. Rebel zdjęła kurtkę, i wzięła piłkę do ręki. Podrzuciła ją do góry. Nadawała się.
Bonnie, jako kapitan drużyny, zaczęła rozstawiać dziewczyny na pozycjach. Crush stała na pozycji rozgrywającej. Drużyna plastików końcu oddała im piłkę. Reb wzięła piłkę w ręce. Odbiła ją parę razy od ziemi, po czym wyrzuciła piłkę w górę. Wymierzyła uderzenie i z całej siły przyłożyła w piłkę. Poleciała z niesamowitą prędkością i siłą na drugą stronę boiska. 1:0.
Mecz powoli dobiegał końca. O dziwo, Kat i jej drużyna dobrze sobie radziły. Prowadziły dwoma punktami, dlatego gra stawała się coraz bardziej agresywna. A nie powinna taka być.
Rebel stała na samym przedzie (nie pamiętam jak się ta pozycja nazywa.). Lorine, dziewczyna z jej drużyny przygotowywała się do wybicia piłki. W chwilę potem przeleciała z świstem nad ich głowami. Kat podała do jednej ze swoich koleżanek. Przebiła piłkę. Kiedy Rebel podbiegała aby ją podbić Dorine (przyjaciółka Kat), podłożyła jej nogę. Crush upadła i uderzyła czołem o zimną podłogę.
Billie podbiegł do Rebel, i podniósł ją z podłogi. Z nosa leciała jej krew, łuk brwiowy był rozcięty. Cała trójka udała się do szkolnej pielęgniarki. Wariatka siedziała w szkole nawet w soboty.
- Ładnie się dziecino urządziłaś.- powiedziała pielęgniarka. Miała rude loki i czarne oczy. Właśnie zakładała szwy na łuk brwiowy Rebel.
- Przynajmniej wygrałyśmy mecz.

***

Rebel pożegnała się z chłopakami, i powoli weszła do domu. O dziwo, zastała w nim swojego brata. Siedział w kuchni i pił whisky. Crush nigdy nie widziała Go w takim stanie. Miał zaczerwienione oczy, a rozpięta koszula odsłaniała klatkę piersiową.
- Co jest?- zapytała ze zmartwioną miną Rebel. Brat spojrzał na nią i się uśmiechnął.
- Wycofali nas z budowy.- odpowiedział. Nie uwierzyła mu, ale wolała nie wypytywać Go o to. Na pewno jej powie, kiedy będzie czas. Postanowiła czekać.
Kiedy powiedziała mu, że jedzie do Nowego Jorku, w ogóle nie zareagował. Powiedział po prostu „dobrze”. Myślała, że zrobi awanturę, że będzie musiała się z nim kłócić. Nic. Wyglądał jakby stracił kogoś ważnego, coś ważnego. Nie. Nie będzie wypytywać.
Poszła do swojego pokoju. Usiadła na łóżku. Usłyszała trzask i łomot w kuchni. Szybko zbiegła na dół. Na podłodze w kuchni leżała rozbita butelka whisky. Rob nawet na nią nie spojrzał. Przeszedł obok, pozostawiając Rebel cały ten burdel. Zaczęła zbierać kawałki szkła.
Nagle, z kieszeni Rob’a wypadła jakaś kartka. Crush podniosła ją i zaczęła czytać. Była to stwierdzenie jakiejś choroby. Napoczątku myślała że chodzi o jakąś grypę, albo anginę.
Upuściła kartkę. Stwierdzenie:
Nowotwór.

Bez kategorii