Archiwum

Archiwum dla Kwiecień, 2010

Początek.

Kwiecień 26th, 2010
Komentarze są wyłączone

Słowo nowotwór, zaczęło odbijać się w głowie Rebel jak piłka. Nie było jej smutna, nie chciało jej się płakać. To co odczuwała było wściekłością. Data na stwierdzeniu pokazywała, że Rob wiedział o tym już ponad miesiąc. Dlaczego jej nie powiedział? Bał się jej? Ona mogła zrobić tylko jedno: pomóc mu.
Crush podniosła z podłogi kartkę, i ze wściekłością zmięła ją w dłoni. Zacisnęła pięści i pobiegła do Rob’a. Na schodach potknęła się i rozwaliła kolano. Nie zważając na krwotok, pobiegła dalej.
Znajdowała się w korytarzu. Drzwi Rob’a były po prawej stronie. Podbiegła do nich i z hukiem je otworzyła. Pan Crush, stał w samej koszuli koło biurka i płakał.
Odwrócił się i zobaczył Rebel. Zaczął rozmyślać o tym, co stanie się jeśli zostanie sama. Wezmą ją do domu dziecka, do tego miejsca, które szczęśliwie ominęła. Dopiero teraz dostrzegł ważną rzecz: naprawdę ją kochał. Była jedyną osobą, z którą mógł porozmawiać. Nie chciał jej zostawiać.
- Nie powiedziałeś mi.- powiedziała. W jej oczach płonął ogień.
- Proszę Cię, zrozum…- chciał dotknąć jej ramienia, ona jednak odtrąciła jego rękę.
- No i co, myślałeś że Cię zostawię? Pobiję?- zapytała z podniesionym głosem. Rob odpowiedział jej milczeniem.- Po co te wszystkie tajemnice? Mało nam ich?- milczenie.- Mało??!!- Crush wywróciła z hukiem stojące obok nich krzesło. Rob odwrócił się do niej plecami.
- Za dwa dni mam operacje.- wyszła.
Kopniakiem otworzyła drzwi. Przed sobą miała ten sam pokój co zwykle. Zielone ściany, czarna kanapa, obklejone plakatami ściany. Teraz jednak wydawał jej się pusty, i bez życia. Zdawała sobie sprawę, że może będzie musiała go opuścić.
Zostawić ten dom, przyjaciół, chłopaka. Wiele razy się to zdarzało, opuszczała swoje ukochane miejsca. Ale tego nie mogłaby. Tutaj ma osobę którą kocha. Naprawdę kocha.

***

Rebel powoli zaczynała się pakować. Jakieś zapasowe ubrania, bilet i pieniądze. Kiedy do jej różowego plecaka z milionem naszywek i znaczków, nie mieściło się już nic, opadła na łóżko. Zielona pościel, otuliła jej ciało. Złapała poduszkę, i ze złością cisnęła nią o ścianę. Odbiła się i z lekkością upadła na podłogę.
Musiała się wyżyć. Potrzebowała tego. Wzięła czarny marker, i zaczęła pisać nim po ścianie. Napisy nie miały żadnego sensu. W większości były to przekleństwa, imiona, i psychodeliczne twarze.
Za drzwiami usłyszała szuranie. Wiedziała że to Rob, nie miała jednak zamiaru się ruszyć. Po chwili, w szparze pod drzwiami pojawiła się mała, biała karteczka. Leniwie stoczyła się z łóżka i zabrała kartkę. Rozłożyła ją. Zobaczyła to samo, pochyłe, “poetyckie” pismo swojego brata. Drobne, równiutkie literki układały się w słowo. “Przepraszam”.
Leżała teraz w łóżku, otulona w chłodną pościel. Złość i rozgoryczenie powoli zaczynało ją opuszczać. Wiedziała, że głupio się zachowała. W tamtej chwili nie wiedziała co robi. Przynajmniej tak to sobie tłumaczyła. Zasnęła.

***

Kiedy się obudziła, wskazówki wskazywały 6:00 nad ranem. Na stacji umówili się 6:30. Jechali pospiesznym, ale i tak wiedzieli że będą mieli opóźnienie. Mogli nawet nie dojechać dzisiaj. I tak miało się stać.
Rebel pospiesznie włożyła na siebie swoje ulubione, potargane i wytarte jeansy, czerwony podkoszulek i czarną bluzę. Przeszła do łazienki, umyła zęby i twarz, próbowała się nawet uczesać (oczywiście nic z tego nie wyszło).
Pośpiesznie wyciągnęła z lodówki jabłko, ubrała kurtkę i buty, po czym wyebiegła na pole. Szybko zamknęła drzwi i puściła się biegiem na stację kolejową.
Kiedy przybyła, wszyscy na nią czekali. Udając że nic się nie stało, podeszłą do Billie’go i pocałowała Go w policzek. Chciałaby się do niego przytulić, wyglądało by to jednak zbyt podejrzanie.
- Mamy farta. Zgodzili się przesunąć ten koncert na jutro.- powiedział Frank, po czym wszyscy odetchneli z ulgą. Mike i Billie dźwigali swój sprzęt. Kate rozglądała się po stacji.
- Co Cię tak zaciekawiło?- zapytał Mike.
- Jestem tu po raz pierwszy. – odpowiedziała i przytuliła się do Mike’a. Na twarzy Crush pojawił się uśmiech. Coś jednak przykuło jej uwagę. Jane gdzieś wyparowała.
- Gdzie ona polazłą?- zapytała, rozglądając się wokół.
- Poszła kupić sobie kawę. Podobno nie ma teraz w domu życia.- odpowiedział Frank. Jane po przybyciu opowiedziała, że czasowo mieszka z nią i jej tatą, jej ciotka z dwu miesięcznym bachorem.
- Jak nie żre i nie śpi, to się drze. Ja tam ocipieje.- odpowiedziała.
- Kompletny debilizm.- jak zwykle genialnie podsumował Mike.

***

Na horyzoncie pojawił się pociag. Cały pokryty graffiti, odrapany, gdzieniegdzie brakowało szyb. Po odnalezieniu swojego wagonu, zaczęli przeciskać się przez spieszących się niewiedomo gdzie ludzi. Jedni wchodzili, inni wychodzili, co powodowało że tworzył się niesamowity chaos. Cała szóstka zaczęła pchać się do wejścia. Ludzie krzyczeli, że niewychowani są, i gdzie się pchają. Wszyscy mieli to gdzieś.
W końcu cała paczka przepchała się do środka. Na korytarzu panował tłok, ludzie z walizkami napierali z dwóch stron. W końcu Kate dopadła wolny przedział i zajęła go. Cała paczka odetchnęła z ulgą. Szczególnie entuzjastycznie zrobił to Frank, który zaczął się śmiać jak nienormalny. Ludzie spojrzeli na niego, po czym stwierdzili że to jacyś popaprańcy z domu opieki społecznej. Teraz mieli zapewniony spokój.
Przynajmniej mieli taką nadzieję.

Bez kategorii

BUM!

Kwiecień 16th, 2010
Komentarze są wyłączone

BUM!
No i kolejna notka. Wybaczcie że tak długo na nią czekaliście. Ale teraz już jest.
P.S: Szczególne pozdro dla Jońki, która właśnie dojechała do Berkeley, w którym będzie mieszkać przez caałe wakacje. Jońka, wszystko się ułoży! Wiesz o tym!

Nowy Jork stanął przed nimi otworem. Długie ulice, wielkie skrzyżowania pomiędzy drapaczami chmur. Tysiące ulicznych grajków grających na gitarach i skrzypcach. Elegancko ubrane kobiety i mężczyźni, oldschool’owo ubrana młodzież. Małolaty całujące się z facetami, ubrane na czarno punk’i. Niebo.
Cała paczka rozglądnęła się po okolicy dworca. Setki sklepów i pasaży handlowych. Oszołomieni ogromem tego wszystkiego, weszli do jednego z pobliskich sklepów muzycznych. Vinyle, płyty CD, i książki. Odruchowo każde z nich poszło w inną stronę.
Rebel stała teraz przy półce z książkami. Sięgnęła po oprawioną w czarną okładkę książkę, na której zamaszystymi czerwonymi literami pisało: „Polskie wiersze obozowe i więzienne 1939-1945”. Miała zamiar odłożyć tą książkę, coś ją jednak zatrzymało. Otwarła ją na jednej z pierwszych stron.

„(…) Na czole mam hańby piętno,
I cała jestem przeklęta,
Jak wrócić mi do Ciebie,
Ojczyzno, Polsko święta?”

Coś się w niej poruszyło. Nie wiedziała dlaczego, ale przypomnieli jej się rodzice. Widziała teraz ich twarze, te same, które widziała na pogrzebie. Martwe, bez oznak życia. Zamknęła oczy, by nie dać ujścia łzom. Nie chciała by zobaczyli że płacze. Zaczęli by wypytywać [co się stao?], a tego nie chciała. Chciała kupić tą książkę, wiedziała jednak, że nie ma tyle kasy. Rozglądnęła się po sklepie, czy nie ma nikogo w pobliżu. Powzięła książkę, i szybko wepchnęła ją do plecaka.
Serce biło jej szybko, nie mogła tego opanować. Musiała szybko wyjść ze sklepu, inaczej mogłaby się zdradzić. Zobaczyła Jane, po czym szybko do niej podbiegła, i pociągnęła ją w stronę wyjścia. Oszołomiona nie opierała się. Po wyjście jednak zapytała:
- Co ty robisz dziewczyno?- spojrzała na nią podejrzliwym wzrokiem. Crush odciągnęła ją z pola widzenia sprzedawcy. Szybko wyciągnęła książkę, i znacząco popatrzyła na Jane.
- Niedobre dziecko…- powiedziała z ironią.
- Nie mów nikomu, dobrze?- błagalnie prosiła Reb.
- A czemu niby? Przecież nic Ci nie zrobią…
- Proszę!- Crush wyszczerzyła zęby w uśmiechu. Jane westchnęła i przewróciła oczami.
Czekały teraz na resztę grupy przed sklepem. W końcu Kate, Mike, Frank i Billie wyszli ze sklepu.
- Gdzie byłyście?- spytała Kate podchodząc do dziewczyn.
- Duszno tam w środku.- powiedziała Jane.
- Ale… jest 5 stopni mrozu.- Rebel uderzyła Jane w bok łokciem, i spojrzała na nią z gniewem w oczach.
- Kompletny debilizm.- xD.

Bez kategorii

Opowiadanie

Kwiecień 6th, 2010
Komentarze są wyłączone

Cała szóstka kierowała się w stronę klubu w którym Sweet Children mieli dać koncert. Wszyscy co chwila odwracali się, by spojrzeć na wielkie sklepy, i najnowsze samochody. W końcu zmęczeni długim marszem przystanęli w parku. Usiedli na jednej z ławek. Crush wyciągnęła książkę i zaczęła czytać.

„(…) Tylko zacisnąć zęby i nie dać się rozterce
I nie dać się zatracić w tym marszu nienawiści
I nie dać się tęsknocie, by nie odeszło serce
Szlakiem ostatnich spadłych liści.”

Pod powiekami Reb znów pojawiły się łzy. Tym razem nie zobaczyła rodziców. Zobaczyła Rob’a.
Nachyliła się, tak by włosy przykryły jej twarz. Billie zauważył jak na jedną ze stron, spada mała łza. Potem druga i trzecia. Podszedł do niej i podał jej rękę. Odeszli kawałek od grupy przyjaciół, przyjaciół stanęli pod jednym z parkowych drzew.
- Czemu płaczesz?- zapytał.
- Powinnam zostać tam z Rob’em… Powinnam zostać.- odpowiedziała już nie płacząc, w jej głosie można jednak było wyczuć smutek. Nie wiedział co odpowiedzieć, więc po prostu ją pocałował. Trwało to może tylko 5 sekund, dla Rebel było to jednak zbawienne.
Powoli zbliżali się do klubu „Shoot”, w którym mieli zagrać. Znajdował się w ładnej dzielnicy, dosyć ekskluzywnej. Duży, świecący granatowo napis, oświetlał chodnik. Całą paczka powoli weszła do środka.
Wewnątrz czekał na nich młody chłopak, o granatowych włosach i zielonych oczach. Zaprowadził ich do małego pomieszczenia, w którym mieli przygotować się do koncertu. Przytulny pokój, o zielonych ścianach, i wielkiej kanapie.
Billie i Mike rozpakowali sprzęt. Zaczęło się strojenie gitar, i pierwsze próby. Nie mieli jeszcze pewności co chcą zagrać, dlatego postanowili dopiero zdecydować na scenie.
- Zawsze można improwizować.- podsumował Frank.

***

Klub powoli zaczynał się zapełniać, chłopaki powoli zaczęli wychodzić na scenę. Dziewczyny zajęły stolik zaraz przy scenie. Zamówiły coś do picia i obserwowały.
Pierwsze akordy jakiejś szybkiej piosenki. Crush nie miała za bardzo pojęcia jakiej, nie znała repertuaru Sweet Children. Ludzie zaczęli klaskać i krzyczeć. Na twarzy Rebel pojawił się uśmiech. Spojrzała na zegarek. Było około 18:00. Za około 5 godzin będzie operowany jej brat. Szybko jednak coś przegoniło te myśli. Curse.
Stała przy barze, ta sama, tym razem o różowych włosach. Piła whisky, a ręką wybijała rytm piosenki. Odwróciła wzrok i zobaczyła Rebel. Przebiegle się uśmiechnęła, i skierowała w stronę wyjścia. Crush puściła się biegiem, przepychając się między ludźmi i stolikami. Wybiegła na ulicę i rozglądnęła się dookoła. Pod latarnią, pochylona, stała jej siostra paląca papierosa.
Sama.

Bez kategorii