Archiwum

Archiwum dla Luty 23rd, 2010

Tytuł tytułowy.

Luty 23rd, 2010
Komentarze są wyłączone

Tytuł tytułowy.
Po odwiezieniu wszystkich w miejsca zamieszkań, Rebel powoli powlekła się do domu. Wychodziło na to że ma jeszcze jeden dzień wolnego. Przynajmniej jeden plus tego wszystkiego. Kiedy już dotarła do swojego pokoju, zdjęła buty i walnęła się na łóżko. Przy okazji uderzyła się w łokieć co spowodowało dotkliwy ból. Rozmasowała pulsujące miejsce, po czym zaczęła wpatrywać się w sufit. Chciała przypomnieć sobie ostatnie dni. Naprawdę duża przewrotność zdarzeń. Pocałunek z Billie’m. To było coś. Potem pogrzeb. To było delikatnie mówiąc do dupy. Naprawdę dlaczego wszystko się tak zmienia? A miało być tak pięknie…
Odosobnienie Rebel nie trwało długo. Po chwili zadzwonił telefon. Kiedy okazało się że to do niej, początkowo nie chciało jej się gadać. Ale jeżeli ma jakoś wykorzystać ten samotny czas, nie miała innego wyboru.
- Słucham?- spytała Rebel.
- Yyyy… jak to było… a no tak to ja Frank.- usłyszała. Zresztą, mogła się domyśleć. Tylko on tak inteligentnie zaczynał rozmowy.
- No tak, czego?- nie chciało jej się gadać. Niestety, teraz musiała jakoś z tego wybrnąć.
- Nie czego tylko słucham.
- Słucham?!- odpowiedziała lekko wkurzona.
- Czekamy na Ciebie pod szkołą, bądź za 5 minut.- odłożył słuchawkę. Co teraz mogła zrobić? Przebrać się i iść. Jak postanowiła tak zrobiła. Wciągnęła na siebie czarne, szerokie spodnie, szary, poszarpany swetr, glany i kurtkę, po czym wyszła.
Zmierzała powoli pod szkołę. Minęło już pewnie dobre 15 minut, a ona była w połowie drogi. Po drodze kopała wszystko co zobaczyła. Jacy Ci ludzie są wredni. Śmiecą. Przy okazji kopania wszystkiego co popadnie, upaprała sobie glany psim gównem. Już lepiej być nie mogło.
Kiedy doszło pod szkołę, nikogo pod nią nie zastała. Normalne, znudziło im się czekanie więc poszli. Kiedy Rebel się odwróciła, by wracać do domu, z ogromną siłą została zwalona na ziemię przez Frank’a. Leżał teraz na niej i nacierał ją śniegiem. Kiedy już zdąrzyła Go z siebie zrzucić, była cała mokra. Frank zanosił się śmiechem, tak samo jak reszta stojąca za nim. Rebel spojrzała na nich pobłażliwie, po czym kopnęła w nich grudą mokrego, brudnego śniegu. Ich twarze były teraz umazane brudną mazią. Cała piątka rzuciła się na Rebel. Wszyscy nacierali śniegiem wszystkich, dokonując tym samym na sobie drobnych obrażeń.
Leżeli tak teraz zdyszani na kupie zgarniętego śniegu, wpatrując się w szkołę.
- Ej skąd ty do mnie zadzwoniłeś?- spytała Rebel Frank’a.
- Wiesz z dupy. Tam jest budka telefoniczna.
- Znowu musiałeś komuś ukraść kartę tak?- spytała ironicznie. Frank jej jednak nie odpowiedział. Wsadził jej w usta kupkę śniegu. Zabawa trwałaby pewnie o wiele dłużej, gdyby nie szóstka wyrostków, niezbyt mile się do nich odzywająca. Cały czas pieprzyła o tym że to ich teren. Wkońcu wkurzeni obojętnością przyjaciół podnieśli z ziemi Jane, i zaczeli ją popychać, powodując że Jane co chwila upadała na ziemię. Billie, Mike i Frank nie myśląc długo, podnieśli się. No i zaczęło się. Mimo że Rebel prosiła aby odeszli i dali temu spokój, to męska duma nie pozwalała. Mówiąc dokładnie: zaczęła się bójka. Niestety tamci mieli dość dużą przewagę. Rebel, Cruz i Jane, musiały dołączyć się do walki. Z niezbyt dobrym skutkiem.
Billie, Rebel, Cruz, Frank, Mike i Jane wracali pokonani. Chłopaki mieli popodbijane oczy, dziewczyny rozcięte wargi. Wszystko to wyglądało dość marnie, a że dom Rebel był najbliżej, tam właśnie się udali.
Cała szóstka usiadła w pokoju Rebel. Po chwili opatrywania ran, zaczęli się zastanawiać, co mają do roboty. Po chwili zastanowień, postanowili wziąć gitarę Rebel, i układać kompozycje własne. Wszystko było dobrze. Mieli niezły ubaw, ponieważ słowa piosenek tworzyli w trakcie grania. Często wychodził dość zabawny efekt. Ostatni do gitary dorwał się Frank. Rebel po ostrzeżeniu żeby uważał (“Jak coś zrobisz z tą gitarą, to skopie Ci dupę.”), zapewnieniu Frank’a że będzie uważał (“Idź spać.”.) zaczęło się. Zaczął śpiewać na maksa zboczoną piosenkę. Wszyscy śmiali się do rozpuku. Wszystko to przerwał jednak Rob, który po usłyszeniu tekstu piosenki wtargnął do pokoju, i kazał im się wynosić. Cała szóstka znalazła się z powrotem na polu.
Po chwili bezcelowego błąkanie się po Berkeley i Rodeo, znaleźli się w mało im znanej części Berkeley. Znaleźli starą opuszczoną willę. Początkowo nikt nie chciał tam wchodzić. Wyglądała jednak tak pięknie, że skuszeni weszli. W środku znajdowało się pełno taśmy zabezpieczającej miejsce uzywanej przez policjantów, starych zakurzonych mebli i pajęczyn. W jednej ścianie można było dostrzec ślady po kulach. Zapowiadało się całkiem ciekawie.
Szóstka przyjaciół się rozdzieliła. Frank, Rebel i Jane udali się na piętro, a Billie, Mike i Cruz zostali na dole. Nie mogli uwierzyć, że nigdy nie widzieli tego miejsca. Wydawało się, że można je zobaczyć z każdego miejsca.
Rebel po krótkim przeglądzie pokoi na górze, znalazła wielką sypialnię. Ściany były śnieżnobiałego pokoju, wielkie łoże z baldachimem było całe w czerwieni pościeli. Szybko zawołała pozostałą dwójkę. Gdy zobaczyli ten ogrom, otwarli usta ze zdziwienia. Jane i Rebel oglądały pokój do okoła. Frank uwalił się na mocno zakurzonym łóżku, po czym zaczął wykonywać dwuznaczne znaki do Rebel i Jane. Spojrzały na niego z politowaniem, po czym wyszły na korytarz. Kiedy już cała szóstka znalazła się na dole, usiedli na miękkich kanapach. Rebel ułożyła głowę na kolanach Billie’go co spowodowło, że Frank i Jane siedzieli na ziemi.
Rebel wracała powoli do domu. Była szczęśliwa, że jednak udało jej się jakoś od tego oderwać. Nie na długo jednak.
Otwierała furtkę, gdy podszedł do niej listonosz-chudzielec, który co środa doręczał wszystkim listy. No tak, dzisiaj środa.
- Mamy dla pani listy… powinny dojść już bardzo dawno temu, niestety pani ostatni adres zamieszkania…
- Co?!- krzyknęła Rebel po czym wyrwała listonoszowi listy. Zaadresowane były na Rob’a i Rebel Crush. Nadawca: Helen i Rudy Crush.
Tylko tego jej brakowało.

Bez kategorii