Wyznanie
Wyznanie
Rebel oderwała usta od ust Billie’go. Oparła się o drugi konar drzewa. Poprawiła sweter, i spojrzała na Billie’go. Chciałaby mu powiedzieć to co czuje. Dlaczego zwykłe słowa, są tak dla ludzi trudne. Siedzieli na drzewie, i tak wpatrywali się w siebie. Każde z nich chciało przerwać tą ciszę. Była jednak zbyt piękna. Każdy człowiek marzy o takiej ciszy. Spoglądać na ukochaną osobę. W ciszy.
Rebel pomyślała, że teraz mogłaby zrobić dla niego wszystko. Zrobić z nim wszystko. Sprawić żeby świat zawirował, żeby zatrzymał się czas. Pozostać z tą jedyną osobą na zawsze, w jedności. Zapomnieć o tym co było. Zapamiętać tylko najpiękniejsze chwile, te które pozostają na zawsze.
- Chciałabym tu zostać już na zawsze…- wyszeptała. Billie uśmiechnął się nieśmiało, i złapał ją za rękę. Mimo że padał śnieg, oboje byli rozgrzani. Na blond szopie Rebel zatrzymywały się małe drobinki śniegu. Billie wpatrywał się w nią, z nieukrywanym podziwem. Tyle przeżyła, a potrafi cieszyć się chwilą. Przypominał sobie wszystko. Pierwsze spotkanie, podanie ściągi, gwałt, bójka pod kościołem, odnalezienie Rebel przez Jane i Frank’a, wyjazd, pocałunek, pogrzeb… teraz to.
- Kocham Cię…- wyszeptał. Rebel nie usłyszała. Zdawało jej się że to powiedział. Nie była jednak pewna. W tych czasach niczego nie można być pewnym.
- Co…?- spytała nieśmiało. Bała się, że to tylko zwidy.
- Kocham Cię.- podniósł wzrok na Rebel. Otwarła usta ze zdziwienia. Nigdy nie słyszała czegoś takiego z ust chłopaka.
- P-powtórz, proszę…
- Rebel…- jego twarz była centymetr od twarzy Rebel.- Ty jesteś jedyna na świecie.
Spacerowali razem po okolicach Berkeley. Bez słów, trzymali się za ręce i szli. Nie wiedzieli gdzie, to nie miało najmniejszego znaczenia. Chcieli po prostu ze sobą być. Rebel w swoim starym, powyciąganym swetrze, glanach, i szaliku Billie’go wyglądała jak małe dziecko. Tak się też czuła. Tak jakby nagle czas się cofnął, i spowrotem była małą dziewczynką. Chodzili tak bez słów po okolicy, wymieniając się spojrzeniami. Niestety końcu trzeba było wracać. Rebel nie chciała zostawać sama. Zaprosiła do siebie Billie’go. Musieli wejść przez garaż, ponieważ Rebel zostawiła kurtkę u Billie’go. Coś jednak przykuło ich uwagę w garażu. W pick-up’ie ktoś siedział. Rebel pochwyciła łopatę do śniegu i zakradła się pod auto. Powoli podniosła się. To co zobaczyła było niewiarygodne. Na rozłożonych z przodu siedzeniach zobaczyła Frank’a i Jane. Frank leżał na Jane, która była bez koszulki. Było niewiarygodnie cicho, słychać było tylko ciche jęki Jane. Rebel spojrzała na Billie’go. Zasłoniła mu usta, i szepnęła do ucha.
- Zostawmy ich… Niech ratują ludzki gatunek.- uśmiechnęła się i pociągnęła Billie’go za sobą do pokoju. Ściągnęła szalik i buty. Usiadła na łóżku a obok niej Billie. Zmierzył ją wzrokiem od stóp do głów, po czym pocałował ją w szyję. Rebel zaśmiała się, po czym zmierzwiła mu włosy na głowie. Wyglądał strasznie śmiesznie z rozczochranymi włosami, i obłąkanym uśmieszkiem. Znowu pocałował ją w szyję, a ona objęła Go ramionami. Delikatnie przechylił ją i położył na łóżku. Położył się na niej i włożył swoje dłonie pod jej koszulkę. Ona jednak złapała jego ręce i zaśmiała się. Nie, to nie był jeszcze ten czas. Bała się jeszcze tego.
- Jeszcze nie… proszę.- wyszczerzyła zęby w powalającym uśmiechu, i pocałowała Billie’go w czoło. Zszedł z niej, i położył się obok. Zaczęli rozmawiać. Czasami pletli trzy po trzy, czasami rozmawiali na poważne tematy. Mówili o tym, co przyszło im na język. To na pewno nie było normalna rozmowa. Na 100 %.
Rebel zamknęła drzwi za Billie’m. Było już grubo po 3:00 nad ranem. Nie wiedziała co robić. Nie będzie kłaść się spać, bo i tak nie zaśnie. Postanowiła sprawdzić co dzieje się w garażu. Weszła do niego cicho, aby przypadkiem nie przeszkodzić. Spojrzała oknem do środka. Nie było ich. Najwyraźniej udali się w inne miejsce. Nie myśląc długo, Rebel zamknęła drzwi od garażu. Po zamknięciu wszystkich okien, i pogaszeniu wszystkich świateł weszła pod prysznic. Kiedy była już czysta udała się do swojego pokoju. Myślała że nie zaśnie. Myliła się.
Zmierzała powoli do szkoły. Szła sama. Mogła się założyć, że jak zwykle się spóźni. Po wczorajszych rewelacjach, nie zbyt wiele jej się udawało. Rano spaliła jajecznicę, wracającemu rano bratu dała drzwiami po nosie, potargała swoją ukochaną szarą bluzkę. Nie przejeła się tym jednak zbytnio. Całe jej myśli zaprzątał wczorajszy dzień. Wyznanie Billie’go, to wspólne siedzenie na drzewie, tą “prawie” wspólną noc… Chciała się z nim poprostu spotkać i móc Go uściskać.
Znalazła się w budynku szkoły. Jak zwykle przywitał ją pan woźny, ale o dziwo się nie spóźniła. Pod szeregiem szafek, jak zwykle czekała na nią cała paczka. Powiedziała wszystkim cześć, i złapała BJ’a za rękę.
- Jane… coś u mnie zostawiłaś.- Rebel zaczęła grzebać w plecaku. Po chwili wyciągnęła stanik Jane, i wyciągnęła go przed oczy Jane. Spojrzała na niego z niezadowoloną miną i czym prędzej go porwała.
- Bardzo śmieszne.- odezwała się z ironią w głosie. W tej chwili Frank spojrzał na Jane szalonym wzrokiem, i położył głowę na jej ramieniu. Ona tylko zaśmiała się, i pocałowała go w policzek. Zadzwonił dzwonek. Rebel jednak zatrzymała na chwilę obok siebie Billie’go.
- Jeśli chodzi o wczoraj… zapomniałam o czymś.- chłopak spojrzał na nią z niepokojem. Co ona chce mu powiedzieć? Przecież było im tak dobrze. Dziewczyna kazała mu się schylić. Zbliżyła osta do jego ucha i wyszeptała:
- Też Cię kocham.- spojrzała mu w oczy. Chłopak był mocno zaskoczony. Rebel oparła się o szafkę. Podszedł do niej i pocałował ją. Tkwili by tak w pocałunku dłużej, gdyby nie Frose.
- Crush, odklej się od Armstrong’a i marsz do klasy.- powiedziała chłodno. Rebel “odkleiła” się od Billie’go i za rękę poszła z nim do klasy.
Siedziała w domu i czytała książkę. Po chwili jednak wyszła z domu i udała się do Billie’go. Wlazła na drzewo i weszła do pokoju Billie’go przez okno. Zakradła się po cichu i zasłoniła mu oczy. Billie jednak szybko rozpoznał Rebel, i usadził ją sobie na kolanach. Pocałowała Go w policzek.
Bo co innego mogłaby zrobić.
