Archiwum

Archiwum dla Luty, 2010

tylko

Luty 27th, 2010
Komentarze są wyłączone

Kiedy pojawiła się reszta, Rebel siedziała styłu pick up’a. Wszyscy wsiedli bez słowa, po czym Rob odpalił silnik. Ruszyli.
Nie wracali już do hotelu. Wpadli tam tylko po to, by zabrać bagarze. Kiedy chłopaki już się z tym uporały, a Rob załatwił wszystko ruszyli do Berkeley. Przez całą drogę nie zamienili ani słowa. Każdy wpatrywał się przez upatrzony przez siebie punkt, nie zwracając uwagi na pozostałych. Rebel była oparta o metalową belkę ubezpieczającą. Wpatrywała się w rozciągające się przed nią pola. Rozmyślała o tym co stało się wczoraj. O pocałunku z Billie’m, że prawie się z nim przespała. Nie wierzyła, że to wydarzyło się tak nie dawno. Wydawało jej się że minęła cała wieczność.
Rozmyślania te przerwał Billie. Nie odezwał się do niej. Poprostu usiadł obok niej i złapał ją za rękę. Rebel spojrzałą mu w twarz, i oparła się o jego ramię. Po chwili Rebel wtuliła się w niego z całej siły. On odwzajemnił uścisk. Jechali tak do końca. Przez prawie 4 godziny, jechali wtuleni w siebie. Rebel nie miała zamiaru się z tego uwolnić. Chciałaby tak zostać już na zawsze. I pamiętać tylko to.
Tylko.
Jedynie TO.

Bez kategorii

Tytuł tytułowy.

Luty 23rd, 2010
Komentarze są wyłączone

Tytuł tytułowy.
Po odwiezieniu wszystkich w miejsca zamieszkań, Rebel powoli powlekła się do domu. Wychodziło na to że ma jeszcze jeden dzień wolnego. Przynajmniej jeden plus tego wszystkiego. Kiedy już dotarła do swojego pokoju, zdjęła buty i walnęła się na łóżko. Przy okazji uderzyła się w łokieć co spowodowało dotkliwy ból. Rozmasowała pulsujące miejsce, po czym zaczęła wpatrywać się w sufit. Chciała przypomnieć sobie ostatnie dni. Naprawdę duża przewrotność zdarzeń. Pocałunek z Billie’m. To było coś. Potem pogrzeb. To było delikatnie mówiąc do dupy. Naprawdę dlaczego wszystko się tak zmienia? A miało być tak pięknie…
Odosobnienie Rebel nie trwało długo. Po chwili zadzwonił telefon. Kiedy okazało się że to do niej, początkowo nie chciało jej się gadać. Ale jeżeli ma jakoś wykorzystać ten samotny czas, nie miała innego wyboru.
- Słucham?- spytała Rebel.
- Yyyy… jak to było… a no tak to ja Frank.- usłyszała. Zresztą, mogła się domyśleć. Tylko on tak inteligentnie zaczynał rozmowy.
- No tak, czego?- nie chciało jej się gadać. Niestety, teraz musiała jakoś z tego wybrnąć.
- Nie czego tylko słucham.
- Słucham?!- odpowiedziała lekko wkurzona.
- Czekamy na Ciebie pod szkołą, bądź za 5 minut.- odłożył słuchawkę. Co teraz mogła zrobić? Przebrać się i iść. Jak postanowiła tak zrobiła. Wciągnęła na siebie czarne, szerokie spodnie, szary, poszarpany swetr, glany i kurtkę, po czym wyszła.
Zmierzała powoli pod szkołę. Minęło już pewnie dobre 15 minut, a ona była w połowie drogi. Po drodze kopała wszystko co zobaczyła. Jacy Ci ludzie są wredni. Śmiecą. Przy okazji kopania wszystkiego co popadnie, upaprała sobie glany psim gównem. Już lepiej być nie mogło.
Kiedy doszło pod szkołę, nikogo pod nią nie zastała. Normalne, znudziło im się czekanie więc poszli. Kiedy Rebel się odwróciła, by wracać do domu, z ogromną siłą została zwalona na ziemię przez Frank’a. Leżał teraz na niej i nacierał ją śniegiem. Kiedy już zdąrzyła Go z siebie zrzucić, była cała mokra. Frank zanosił się śmiechem, tak samo jak reszta stojąca za nim. Rebel spojrzała na nich pobłażliwie, po czym kopnęła w nich grudą mokrego, brudnego śniegu. Ich twarze były teraz umazane brudną mazią. Cała piątka rzuciła się na Rebel. Wszyscy nacierali śniegiem wszystkich, dokonując tym samym na sobie drobnych obrażeń.
Leżeli tak teraz zdyszani na kupie zgarniętego śniegu, wpatrując się w szkołę.
- Ej skąd ty do mnie zadzwoniłeś?- spytała Rebel Frank’a.
- Wiesz z dupy. Tam jest budka telefoniczna.
- Znowu musiałeś komuś ukraść kartę tak?- spytała ironicznie. Frank jej jednak nie odpowiedział. Wsadził jej w usta kupkę śniegu. Zabawa trwałaby pewnie o wiele dłużej, gdyby nie szóstka wyrostków, niezbyt mile się do nich odzywająca. Cały czas pieprzyła o tym że to ich teren. Wkońcu wkurzeni obojętnością przyjaciół podnieśli z ziemi Jane, i zaczeli ją popychać, powodując że Jane co chwila upadała na ziemię. Billie, Mike i Frank nie myśląc długo, podnieśli się. No i zaczęło się. Mimo że Rebel prosiła aby odeszli i dali temu spokój, to męska duma nie pozwalała. Mówiąc dokładnie: zaczęła się bójka. Niestety tamci mieli dość dużą przewagę. Rebel, Cruz i Jane, musiały dołączyć się do walki. Z niezbyt dobrym skutkiem.
Billie, Rebel, Cruz, Frank, Mike i Jane wracali pokonani. Chłopaki mieli popodbijane oczy, dziewczyny rozcięte wargi. Wszystko to wyglądało dość marnie, a że dom Rebel był najbliżej, tam właśnie się udali.
Cała szóstka usiadła w pokoju Rebel. Po chwili opatrywania ran, zaczęli się zastanawiać, co mają do roboty. Po chwili zastanowień, postanowili wziąć gitarę Rebel, i układać kompozycje własne. Wszystko było dobrze. Mieli niezły ubaw, ponieważ słowa piosenek tworzyli w trakcie grania. Często wychodził dość zabawny efekt. Ostatni do gitary dorwał się Frank. Rebel po ostrzeżeniu żeby uważał (“Jak coś zrobisz z tą gitarą, to skopie Ci dupę.”), zapewnieniu Frank’a że będzie uważał (“Idź spać.”.) zaczęło się. Zaczął śpiewać na maksa zboczoną piosenkę. Wszyscy śmiali się do rozpuku. Wszystko to przerwał jednak Rob, który po usłyszeniu tekstu piosenki wtargnął do pokoju, i kazał im się wynosić. Cała szóstka znalazła się z powrotem na polu.
Po chwili bezcelowego błąkanie się po Berkeley i Rodeo, znaleźli się w mało im znanej części Berkeley. Znaleźli starą opuszczoną willę. Początkowo nikt nie chciał tam wchodzić. Wyglądała jednak tak pięknie, że skuszeni weszli. W środku znajdowało się pełno taśmy zabezpieczającej miejsce uzywanej przez policjantów, starych zakurzonych mebli i pajęczyn. W jednej ścianie można było dostrzec ślady po kulach. Zapowiadało się całkiem ciekawie.
Szóstka przyjaciół się rozdzieliła. Frank, Rebel i Jane udali się na piętro, a Billie, Mike i Cruz zostali na dole. Nie mogli uwierzyć, że nigdy nie widzieli tego miejsca. Wydawało się, że można je zobaczyć z każdego miejsca.
Rebel po krótkim przeglądzie pokoi na górze, znalazła wielką sypialnię. Ściany były śnieżnobiałego pokoju, wielkie łoże z baldachimem było całe w czerwieni pościeli. Szybko zawołała pozostałą dwójkę. Gdy zobaczyli ten ogrom, otwarli usta ze zdziwienia. Jane i Rebel oglądały pokój do okoła. Frank uwalił się na mocno zakurzonym łóżku, po czym zaczął wykonywać dwuznaczne znaki do Rebel i Jane. Spojrzały na niego z politowaniem, po czym wyszły na korytarz. Kiedy już cała szóstka znalazła się na dole, usiedli na miękkich kanapach. Rebel ułożyła głowę na kolanach Billie’go co spowodowło, że Frank i Jane siedzieli na ziemi.
Rebel wracała powoli do domu. Była szczęśliwa, że jednak udało jej się jakoś od tego oderwać. Nie na długo jednak.
Otwierała furtkę, gdy podszedł do niej listonosz-chudzielec, który co środa doręczał wszystkim listy. No tak, dzisiaj środa.
- Mamy dla pani listy… powinny dojść już bardzo dawno temu, niestety pani ostatni adres zamieszkania…
- Co?!- krzyknęła Rebel po czym wyrwała listonoszowi listy. Zaadresowane były na Rob’a i Rebel Crush. Nadawca: Helen i Rudy Crush.
Tylko tego jej brakowało.

Bez kategorii

Mmm…

Luty 15th, 2010
Komentarze są wyłączone

Rebel nie zdążyła nawet pokwitować listów, ponieważ wbiegła do domu. Szybko zrzuciła kurtkę i buty w kąt, i czym prędzej pobiegła do pokoju. Kiedy tylko do niego weszła, zaczęła rozrywać koperty. Najbardziej dziwiło ją to, że nie była smutna. Cieszyła się, miała ochotę skakać ze szczęścia. Powstrzymała się jednak, i zaczęła czytać listy. Czytała je bardzo powoli, chciała przeanalizować każde słowo. “Kochana Córko!”, “Najukochańsza Rebel!”, tak zaczynały się prawie wszystkie listy. ” Uwierz nam, chcielibyśmy być z tobą. Niczego tak bardzo nie pragniemy. Są jednak sprawy przez które nie możemy być z wami. Są pewni ludzie… którzy są bez serca. Kiedyś nam to wybaczysz. Tylko tego pragniemy.”. To zdanie Rebel przeczytała chyba 10 razy. Kto? Kto nie pozwalał rodzicom być z nimi? Co spowodowało ich odejście? Teraz Rebel nie mogła nic zrobić. Ogarnęło ją uczucie że to też jej wina. Nigdy nie zrobiła niczego w tym kierunku. Nie chciała mieć z nimi nic wspólnego. Teraz jednak było już za późno. Miała się nigdy nie dowiedzieć, co to spowodowało.
Musiała z kimś o tym porozmawiać. Czym prędzej pobiegła do Jane. Nie była tam sama. Byli tam wszyscy których znała. Usiadła na kanapie między Jane a Frank’iem. Podała Jane te listy bez słowa. Powoli zaczęła je czytać. Po chwili spojrzała na Rebel, złapała ją za rękę i wyprowadziła z pokoju. Wszyscy patzyli na to trochę dziwnie.
- Boże, Rebel skąd to masz?- spytała. Wyraźnie się tym przejęła.
- Dzisiaj to dostałam. Musiałam komuś powiedzieć.- szeptała Rebel. Nie chciała żeby reszta to usłyszała. Sama nie wiedziała dlaczego. Poprostu bała się że ją wyśmieją. Mimo że znali się tak dobrze.
- Schowaj to i wracamy.- Jane uśmiechnęła się do Rebel, po czym spowrotem wciągnęła ją do pokoju. Kiedy weszły wszyscy spojrzeli na nie z zaciekawieniem. W pokoju zapadła krótka cisza. Niestety, nie na długo. Frank zauważył wystający kawałek papieru ze spodni Rebel.
- Mmm… Rebel wstań na chwilę.- zagadnął.
- A można wiedzieć po co?- spytała lekko zdziwiona.
- No co nogi Ci odpadną jak wstaniesz? Wstawaj.- odpowiedział.
- Dobra, dobra.- Rebel wstała. Po chwili poczuła szarpnięcie. Kiedy się odwróciła, Frank już wczytywał się w listy. Rebel próbowała mu je wyrwać, niestety robił dość sprytne uniki. Nie myśląc wiele, Rebel wbiła w jego ramię swoje paznokcie. Frank zawył z bólu, a Rebel porwała mu listy. Na dokładkę kopnęła Go lekko ( jak na jej lekko) w kostkę. Chłopak spojrzał na nią szalonym spojrzeniem, i odwrócił się do niej plecami. Rebel stwierdziła że nie ma co tutaj robić, więc wzięła kurtkę i zmyła się. Pocałowała Billie’go w policzek i wyszła.
Kiedy tylko znalazła się na ulicy krzyknęła. Ale nie z rozpaczy. Wręcz przeciwnie. To był krzyk radości. Nigdy nie czuła się tak dobrze. Teraz czuła że ma wszystko. Wszystkie osoby które ją otaczały, stały się dla niej nie wiarygodnie bliskie. Do domu wracała w podskokach. Czuła się tak jakby nałykała się gazu rozweselającego. Kiedy wróciła do domu było dosyć późno. Kiedy wracała postanowiła zrobić sobie dłuższą drogę. Przeszła do okoła całe Berkeley, Rodeo i jeszcze dalej. W domu zastała lekko wkurzonego brata. Chwilę się z nim pokłóciłą ( normalka), i poszła spać. Po zgaszeniu światła jeszcze długo myślała. O tych listach. Chciałaby wiedzieć kim byli Ci ludzie. Może kiedyś się tego dowie…?
Następny dzień był niewiarygodnie nudny. Jane pojechała ze swoim ojcem na zakupy, Frank pojechał kupić sobie nowe pałeczki (stare połamał kiedy był lekko nalany), Cruz miała w domu zjazd rodzinny, Mike pojechał szukać nowego mieszkania dla siostry (“nie chcesz ze mną mieszkać? proszę bardzo!). Wyglądło na to że pozostała tylko ona i Billie. Nie myśląc długo ubrała czarne oficerki, kurtkę i poszła do Billie’go. Drzwi otworzyła jej dziewczyna nie wiele starsza od Billie’go. Miała zielono-piwne oczy i długie brąz loki. Na początku Rebel wystraszyła się że to jakaś dziewczyna Billie’go.
- Dzień dobry… Jest Billie?- spytała nieśmiało.
- Jest na górze. Jestem jego siostrą. Przepraszam ale ja muszę lecieć, nie wdaje się w dłuższe rozmowy- uśmiechnęła się do Rebel. Wydawała się miła.- Billie jakieś dziewczę do Ciebie!- krzyknęła po czym wyszła. Dom wydawał się opustoszały. Po chwili zobaczyła Billie’go zbiegającego do niej po schodach. Pocałował ją w policzek i pociągnął do swojego pokoju.
- Sam jesteś?- spytała. Mimo że wiedziała że są sami, musiała zapytać. Zawsze gdy jest się czegoś pewnym pyta się. Głupie to, ale tak jest.
- Taaak.- uśmiechnął się przebiegle. Rebel spojrzała na niego ironicznie. Domyślała się o czym myślał. Trochę ją to śmieszyło, trochę przerażało. Jej się to jednak podobało.
Na jego biurku leżała jego gitara. Musiał coś majstrować przy strunach, bo wszystkie leżały na podłodze. Podobał się jej jego pokój. Był cały obklejony plakatami, ściany były popisane markerem. Na parapecie stało lekko obite radio. Za oknem widniał bezlistny klon. Rebel podeszła do okna i wlazła na parapet. Szybko znalazła się na konarze drzewa.
- No na co czekasz? Właź!- krzyknęła do Billie’go. Nie wiedziała dlaczego to robi. Była w takim humorze, że mogła wleźć wszędzie. Po chwili obok niej siedział Billie. Nagle poczuła sie dziwnie. Tak właściwie to nigdy nie była z nim sam na sam. No, może nie licząc tego pierwszego pocałunku. Poczuła się trochę onieśmielona. Wstała i przesunęła się na sam środek pnia drzewa. Było tak bardzo wygodnie. Można było się oprzeć i miało się pewność że się na spadnie. Po chwili dołączył do niej Billie. Spojrzała mu w oczy. Mogłaby się w nie wpatrywać bez przerwy. Billie spojrzał na nią i złapał ją w pasie. Przyciągnął ją do siebie tak, że usiadła na nim okrakiem. Na początku nie wiedziała co robić. Pocałował ją, a ona odwzajemniła pocałunek. Rebel oplotła Go nogami, a Billie wsadził swoje dłonie pod jej swetr. Zaczął padać śnieg. Nie było im zimno. Było tak jak miało być.
Poprostu.

Bez kategorii

Wyznanie

Luty 4th, 2010
Komentarze są wyłączone

Wyznanie
Rebel oderwała usta od ust Billie’go. Oparła się o drugi konar drzewa. Poprawiła sweter, i spojrzała na Billie’go. Chciałaby mu powiedzieć to co czuje. Dlaczego zwykłe słowa, są tak dla ludzi trudne. Siedzieli na drzewie, i tak wpatrywali się w siebie. Każde z nich chciało przerwać tą ciszę. Była jednak zbyt piękna. Każdy człowiek marzy o takiej ciszy. Spoglądać na ukochaną osobę. W ciszy.
Rebel pomyślała, że teraz mogłaby zrobić dla niego wszystko. Zrobić z nim wszystko. Sprawić żeby świat zawirował, żeby zatrzymał się czas. Pozostać z tą jedyną osobą na zawsze, w jedności. Zapomnieć o tym co było. Zapamiętać tylko najpiękniejsze chwile, te które pozostają na zawsze.
- Chciałabym tu zostać już na zawsze…- wyszeptała. Billie uśmiechnął się nieśmiało, i złapał ją za rękę. Mimo że padał śnieg, oboje byli rozgrzani. Na blond szopie Rebel zatrzymywały się małe drobinki śniegu. Billie wpatrywał się w nią, z nieukrywanym podziwem. Tyle przeżyła, a potrafi cieszyć się chwilą. Przypominał sobie wszystko. Pierwsze spotkanie, podanie ściągi, gwałt, bójka pod kościołem, odnalezienie Rebel przez Jane i Frank’a, wyjazd, pocałunek, pogrzeb… teraz to.
- Kocham Cię…- wyszeptał. Rebel nie usłyszała. Zdawało jej się że to powiedział. Nie była jednak pewna. W tych czasach niczego nie można być pewnym.
- Co…?- spytała nieśmiało. Bała się, że to tylko zwidy.
- Kocham Cię.- podniósł wzrok na Rebel. Otwarła usta ze zdziwienia. Nigdy nie słyszała czegoś takiego z ust chłopaka.
- P-powtórz, proszę…
- Rebel…- jego twarz była centymetr od twarzy Rebel.- Ty jesteś jedyna na świecie.

Spacerowali razem po okolicach Berkeley. Bez słów, trzymali się za ręce i szli. Nie wiedzieli gdzie, to nie miało najmniejszego znaczenia. Chcieli po prostu ze sobą być. Rebel w swoim starym, powyciąganym swetrze, glanach, i szaliku Billie’go wyglądała jak małe dziecko. Tak się też czuła. Tak jakby nagle czas się cofnął, i spowrotem była małą dziewczynką. Chodzili tak bez słów po okolicy, wymieniając się spojrzeniami. Niestety końcu trzeba było wracać. Rebel nie chciała zostawać sama. Zaprosiła do siebie Billie’go. Musieli wejść przez garaż, ponieważ Rebel zostawiła kurtkę u Billie’go. Coś jednak przykuło ich uwagę w garażu. W pick-up’ie ktoś siedział. Rebel pochwyciła łopatę do śniegu i zakradła się pod auto. Powoli podniosła się. To co zobaczyła było niewiarygodne. Na rozłożonych z przodu siedzeniach zobaczyła Frank’a i Jane. Frank leżał na Jane, która była bez koszulki. Było niewiarygodnie cicho, słychać było tylko ciche jęki Jane. Rebel spojrzała na Billie’go. Zasłoniła mu usta, i szepnęła do ucha.
- Zostawmy ich… Niech ratują ludzki gatunek.- uśmiechnęła się i pociągnęła Billie’go za sobą do pokoju. Ściągnęła szalik i buty. Usiadła na łóżku a obok niej Billie. Zmierzył ją wzrokiem od stóp do głów, po czym pocałował ją w szyję. Rebel zaśmiała się, po czym zmierzwiła mu włosy na głowie. Wyglądał strasznie śmiesznie z rozczochranymi włosami, i obłąkanym uśmieszkiem. Znowu pocałował ją w szyję, a ona objęła Go ramionami. Delikatnie przechylił ją i położył na łóżku. Położył się na niej i włożył swoje dłonie pod jej koszulkę. Ona jednak złapała jego ręce i zaśmiała się. Nie, to nie był jeszcze ten czas. Bała się jeszcze tego.
- Jeszcze nie… proszę.- wyszczerzyła zęby w powalającym uśmiechu, i pocałowała Billie’go w czoło. Zszedł z niej, i położył się obok. Zaczęli rozmawiać. Czasami pletli trzy po trzy, czasami rozmawiali na poważne tematy. Mówili o tym, co przyszło im na język. To na pewno nie było normalna rozmowa. Na 100 %.
Rebel zamknęła drzwi za Billie’m. Było już grubo po 3:00 nad ranem. Nie wiedziała co robić. Nie będzie kłaść się spać, bo i tak nie zaśnie. Postanowiła sprawdzić co dzieje się w garażu. Weszła do niego cicho, aby przypadkiem nie przeszkodzić. Spojrzała oknem do środka. Nie było ich. Najwyraźniej udali się w inne miejsce. Nie myśląc długo, Rebel zamknęła drzwi od garażu. Po zamknięciu wszystkich okien, i pogaszeniu wszystkich świateł weszła pod prysznic. Kiedy była już czysta udała się do swojego pokoju. Myślała że nie zaśnie. Myliła się.

Zmierzała powoli do szkoły. Szła sama. Mogła się założyć, że jak zwykle się spóźni. Po wczorajszych rewelacjach, nie zbyt wiele jej się udawało. Rano spaliła jajecznicę, wracającemu rano bratu dała drzwiami po nosie, potargała swoją ukochaną szarą bluzkę. Nie przejeła się tym jednak zbytnio. Całe jej myśli zaprzątał wczorajszy dzień. Wyznanie Billie’go, to wspólne siedzenie na drzewie, tą “prawie” wspólną noc… Chciała się z nim poprostu spotkać i móc Go uściskać.
Znalazła się w budynku szkoły. Jak zwykle przywitał ją pan woźny, ale o dziwo się nie spóźniła. Pod szeregiem szafek, jak zwykle czekała na nią cała paczka. Powiedziała wszystkim cześć, i złapała BJ’a za rękę.
- Jane… coś u mnie zostawiłaś.- Rebel zaczęła grzebać w plecaku. Po chwili wyciągnęła stanik Jane, i wyciągnęła go przed oczy Jane. Spojrzała na niego z niezadowoloną miną i czym prędzej go porwała.
- Bardzo śmieszne.- odezwała się z ironią w głosie. W tej chwili Frank spojrzał na Jane szalonym wzrokiem, i położył głowę na jej ramieniu. Ona tylko zaśmiała się, i pocałowała go w policzek. Zadzwonił dzwonek. Rebel jednak zatrzymała na chwilę obok siebie Billie’go.
- Jeśli chodzi o wczoraj… zapomniałam o czymś.- chłopak spojrzał na nią z niepokojem. Co ona chce mu powiedzieć? Przecież było im tak dobrze. Dziewczyna kazała mu się schylić. Zbliżyła osta do jego ucha i wyszeptała:
- Też Cię kocham.- spojrzała mu w oczy. Chłopak był mocno zaskoczony. Rebel oparła się o szafkę. Podszedł do niej i pocałował ją. Tkwili by tak w pocałunku dłużej, gdyby nie Frose.
- Crush, odklej się od Armstrong’a i marsz do klasy.- powiedziała chłodno. Rebel “odkleiła” się od Billie’go i za rękę poszła z nim do klasy.

Siedziała w domu i czytała książkę. Po chwili jednak wyszła z domu i udała się do Billie’go. Wlazła na drzewo i weszła do pokoju Billie’go przez okno. Zakradła się po cichu i zasłoniła mu oczy. Billie jednak szybko rozpoznał Rebel, i usadził ją sobie na kolanach. Pocałowała Go w policzek.
Bo co innego mogłaby zrobić.

Bez kategorii