Archiwum

Archiwum dla Styczeń 9th, 2010

Ruda :D

Styczeń 9th, 2010
Komentarze są wyłączone

Ruda :D
Rebel odlepiła się od Billie’go. Po chwili spojrzeń, wtuliła się w jego objęcia. Wszyscy nadal byli pod wrażeniem Jane i Rebel. Jane obściskiwała się z Frank’iem, Mike i Kate też, mimo że nie miała w tym żadnego udziału. Kiedy Rebel i Jane miały już zamiar wracać na widownię, by spokojnie poczekać na wyniki, okazało się że chłopaki mają lepszą propozycję. Szkoda że Rebel nie wiedziała jakie będą tego konsekwencje.
- Po co tutaj siedzieć? Idziemy na pogo do Bonnie!- powiedział Billie.
- Bonnie? Można wiedzieć kto to?- zapytała z podejrzliwym wyrazem twarzy Rebel.
- To ta ruda co pierwsza zaczęła klaskać.- odpowiedział za Billie’go Mike. Rebel po krótszym zastanowieniu zgodziła się. Chciałą poczekać na wyniki, dowiedzieć się czy wygrały. Ale po co? Dowiedzą się wszystkiego jutro w szkole. Postanowiła tam pójść, i zajarać sie w trupa.
Chwilę cała szóstka szwędała się po Berkeley. Frank który poniekąd znał doskonale drogę do domu Bonnie (Jane- “Ach tak… A kim ona dla Ciebie jest?), po chwili marszu stwierdził że nie wie gdzie mieszka. Musieli więc łazić po tym zapyziałym Berkeley (Rebel-”Ono wcale nie jest zapyziałe!”), i pytać ludzi o dom Bonnie Parker. Niektórzy ludzie widząc ich szóstkę, chwytali manatki i dzieciaki, i spieprzali do domów. Może zdziwiły ich skrzydła Rebel, których do tej pory nie ściągnęła? Co ją to obchodziło. Liczyło się jedno. Przyjaciele.
Po jakże długich dla nich 15 minutach poszukiwań wkońcu dotarli do domu.
- Nieźle… zaczęli bez nas.- powiedziała Kate, po czym wszyscy wybuchnęli śmiechem. Wyglądało na to, że nawet bez tej imprezy byłoby im świetnie.
Powoli wpłyneli do domu. Czuć było zapach piwa i trawki. Wszyscy zrobili głęboki wdech. O taaak… to jest życie.
Wkońcu dostrzegli Bonnie. Leżała w objęciach jakiegoś chłopaka o czarnym jeżu na głowie. Jakiś kolejny ciekawy okaz z Berkeley. Nie jest takich mało. Bonnie wkońcu wyrwała się z jego objęć i dopadła naszej szóstki.
- Witam!- krzyknęła.- Jest wszystko co chcecie: wódka, piwo, trawka, amfa, hera…- zaczęła wymieniać.
- No nie… My tylko przyszliśmy zapytać czy możemy się wprosić.- powiedział Frank.
- Pan w dom, Bóg w dom!- krzyknęła, po czym wróciła w objęcia swojego chłopaka.
Billie, Rebel, Mike i reszta, zaczęli szukać jakiegoś dogodnego miejsca do imprezowania. Jak narazie wszystkie stoliki, kanapy był pozajmowane. Wkońcu udało im się odnaleźć czarną, skórzaną kanapę. Zasiedli do niej, i zaczęli imprezować. Zaczął lać się alkohol.
Rebel pociągnęła duży łyk piwa. Tak naprawdę, to pierwszy raz się upijała. Co prawda, wiele razy miała okazję, ale nie miała takiego towarzystwa jak teraz. Nareszcie czuła, że może robić co chce, być z nimi. I o to jej chodziło.
- Dobra. Przechodzimy na większe działa.- powiedział Frank, po czym wyciągnął do każdego z osobna jednego joint’a. Rebel przez chwilę się wachała, postanowiła jednak spróbować.
- Kto ma zapalniczkę?- zapytała Kate. Rebel bez namysłu wyciągnęła z kieszeni zapalniczkę, i zaczęła odpalać wszystkim joint’y. Na końcu zapaliła sobie.
- Kurwa. To smakuje jak bułgarska trawa.- wypuściła z płuc marihuanowy dym. Po chwili jednak poczuła się szczęśliwa. Wszystko co widziała zaczynało ją śmieszyć. Pomysły które rodziły się w jej głowie, były naprawdę głupawe.
- Billieee…- zapytała.- Mogę pocałować Frank’a?- spojrzała upalonym wzrokiem na Billie’go. On sam nie był w lepszym stanie.
- Pewnie! Jestem następny w kolejce!- po czym zaczał się śmiać. Ujarana Rebel podeszła do Frank’a i usiadła obok niego. Po chwili zbliżyła się do niego i zaczęła się z nim całować. Jane nie miała nic przeciwko temu. Właśnie zaczynała bredzić o swoich sznurówkach.
Wkońcu Rebel przestała całować się z Frank’iem. Rozejrzała się do okoła. Kate i Mike leżeli na sobie, i powoli zaczynali się rozbierać. Nie było żywcem co robić. Wszyscy byli nie do “użytku”. A Reb nie mogła usiedzieć w miejscu. Wkońcu wiedziała na czym może się wyżyć: taniec.
Poprosiła jakiegoś kolesia, by zaczął wbijać na perkusji jaki kolwiek rytm. Tak też zrobił. Rebel zaczęła podskakiwać i robić jakieś dziwne ruchy. PO chwili zaczęło wychodzić jej to nawet zgrabnie. Wszyscy ludzie zaczęli spoglądać na nią.
- No!! Dupy na parkiet!- jak po magicznych słowach, wrzyscy wpłynęli na parkiet. Teraz wszyscy podskakiwali i tańczyli. Jak Rebel.
Po chwili skakania i tańczenia, Rebel wróciła do Billie’go. Dziwnie na nią spoglądał. Mimo, że była trochę wstawiona, zauważyła to. Był jakiś dziwny. Może nieobecny, nie wiedziała. Usiadła obok niego, i spojrzała mu w oczy.
- Co?- zapytała.
- Kocham Cię.- po krótkie, ale jakże wymownej odpowiedzi, pocałował ją. Chwycił ją w biodrach, i przyciągnął do siebie. Zaczął ją przechylać. Teraz już leżał na niej, i zaczęł całować ją po szyi. On jednak szybko podniosła się. Nie pozwoliła na to. Mimo że był nalany, poczuł się jak kretyn. Wiadomo co sobie o nim pomyśli.
- Nic nie szkodzi.- odpowiedziała, po czym wtuliła się w jego ramię. Był trochę tym zdziwiony. Nietrzeźwość czy wyrozumiałość?

Rano Rebel obudziła się na kanapie obok Billie’go. Na szczęście byli w ubraniach. Kamień spadł jej z serca.
Rozględnęła się wokoło. Wszędzie walały się butelki i woreczki po marihuanie. Powoli przęciągnęła się, i ziewnęła. Billie jeszcze spał, Jane i Frank leżeli na podłodze, a Mike’a i Kate nie było. Nagle poczuła intensywny ból głowy. Postanowiła udać się do łazienki. Na początku nie mogła jej znaleźć. Wszystko ją bolało, dlatego łażenie po schodach, było trochę uciążliwe. Wkońcu jednak udało jej się ją znaleźć.
Powoli weszła do środka. W wannie spała sama Bonnie. Musiała zabalować bardziej niż Reb.
Zmoczyła sobie twarz, i spojrzała w lustro. To co tam zobaczyła przekraczało wszelkie pojęcia.

Bez kategorii