Archiwum

Archiwum dla Styczeń, 2010

Kopytko.

Styczeń 23rd, 2010
Komentarze są wyłączone

Kopytko.
Dzisiejsza notka specjalnie dla green-day-fuck :). Wprowadzam jej postać. Oczywiście wcześniej to uzgodniłyśmy:).
Miłego czytania.

Rebel przetarła oczy i spojrzała na zegarek. Dzisiaj trzeba iść do szkoły. Nie podobało jej się to, ale co można zrobić? Zwlekła się z łóżka, umyła się i ubrała. Jak zwykle na śniadanie zdążyła zjeść jabłko. Szła z tym jabłkiem tak jak zwykle. Nic się nie działo. Nagle jednak zobaczyła coś dziwnego. Mike, całujący się z dziewczyną. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby była to Cruz. To nie była Cruz. Rebel wydawało się, że już wcześniej ją widziała. Chyba chodziła do ich szkoły… W każdym razie nigdy nie poświęciła jej zbyt wiele uwagi. Postanowiła podejść bliżej.
Stała teraz obok nich. Podniosła jedną brew i spojrzała na nich z ironią. Podeszła do Mike i krzyknęła mu wprost do ucha.
- Pritchard ruszaj dupe i do szkoły!!- odskoczyli od siebie jak oparzeni. Na początku byli trochę zszokowani, potem jednak szok przemienił się we wstyd. Rebel też to zauważyła, więc postanowiła jakoś zręcznie wybrnąć z tej sytuacji. Zdała sobie jednak sprawę że nie bardzo wie jak zacząć.
- No to… nie przedstawisz mi swojej nowej dziewczyny?- wyszczeżyła zęby w uśmiechu.
- Poniekąd…- dziewczyna trąciła Go w brzuch łokciem.- To jest Kate. Chodzi z nami do klasy.- no tak. Teraz Rebel wyszła na idiotkę. Oni jednak tak chyba o niej nie pomyśleli. Dziewczyna z uśmiechem wyciągnęła do niej rękę.
- Kate jestem.- powiedziała. Wyglądała całkiem miło. Szli teraz do szkoły w ciszy. Coś jednak nie dawało Rebel spokoju.
- A co z…- nie zdążyła dokończyć bo Mike już jej odpowiadał.
- Puściła się z Creep’ym.- odpowiedział. Musiało mu to sprawić ból, zobaczyła to na jego twarzy. Kate przytuliła się do niego.- A po co Ci gitara?- spytał. Rzeczywiście Rebel taszczyła na plecach swojego starego strater coaster’a. Była to stara czarna gitara elektryczna, poobklejana różnymi znaczkami i naklejkami.
- Jutro ma być jakiś festyn… Frose chciała żebym ja i Jane coś zagrała… Myślałyśmy o Yesterday Beatles’ów.- dalsza rozmowa potoczyła się gładko. Rozmawiali o nauczycielach, ocenach, muzyce… Kate okazała się bardzo miłą dziewczyna, która ma swoje zdanie. Przez połowę drogi kłóciła się z Rebel na którym krążku Beatles’ów była piosenka Yesterday. Wkońcu wyszło na to, że obydwie się myliły.
Rebel zauważyła że Mike wpatruje się w Kate jak w obrazek. Nigdy nie zauważyła czegoś takiego między Cruz a nim. Naprawdę, czuła że tylu rzeczy jeszcze o nim nie wie. Dopiero teraz zrozumiała, że cały czas Go odtrącała… Całą swoją uwagę poświęcała Billie’mu i Frank’owi. Było jej głupio. Chciałaby Go przeprosić. Ale nie dzisiaj. Napewno nie dziś.
Dotarli do szkoły. Rebel nie miała gdzie zostawić gitary. Postanowiła zmierzyć się z Frose, i poprosić ją o pozwolenie na zostawienie gitary w klasie. Czuła że może być trudno. A co tam, można spróbować.
Zobaczyła Billie’go. Był w wyraźnie marnym humorze. Podeszła do niego. Spojrzałą mu w oczy. Wyglądał jakby płakał. Oczy były “mokre”, a mina nie tęga. Nic nie powiedziała. Poprostu się do niego przytuliła. Wtulił się w nią bardzo mocno.
Powoli wchodzili do klasy. Rebel musiała wejść ostatnia, żeby nikt nie dostał od niej gitarą. Powoli wtoczyła się do klasy.
- Przepraszam panią… mogę zostawić w klasie gitarę?- spytała.
- No dobrze… ale tylko ten jeden raz.- zdziwiła się, że Frose tak szybko ustąpiła. Coś musiało w tym być. Nie zastanawiała się jednak nad tym. Usiadła do ławki, i wsłuchała się w lekcje. Przynajmniej tak to wyglądało. Marzyła. Wyobrażała sobie siebie na wielkiej scenie. Stoi sama z gitarą i gra na niej. Ludzie krzyczą i piszczą. Rebel marzyła o sławie. O wielkiej, pięknej sławie. O nagrodach i wróżnieniach… To marzenie miało się nigdy nie spełnić.
Lekcje dobiegły końca. Rebel nie wiedziała, dlaczego jej marzenia wpędziły ją w tak marny nastrój. Wszystko wydawało się szare i bezbarwne. W dobry nastrój wprawił ją Billie. Na przerwie podszedł do niej i znowu przytulił się do niej. To wystarczyło.
- Gdzie twoja gitara?- zapytał nagle. Rzeczywiście zapomniała o swojej gitarze. Podbiegła do Frank’a i Jane, z nadzieją że może ją wzieli.
- Nie wzieliście może przypadkiem mojej gitary?- spytała.
- Nie. Przynajmniej nie ja. Chyba że mam rozdwojenie jaźni.- odpowiedział Frank. Mogła się tego spodziewać. Po chwili jednak dowiedziała się gdzie jest jej gitara. Kat Colorado i jej wredne koleżanki wynosiły ją na dziedziniec.
- Colorado ździro oddaj mi moją gitarę!- ona tylko odwróciła się i zrobiła głupią minę. Rebel puściła się za nią biegiem.
Zaczęła rozglądać się po dziedzińcu. Kat nigdzie nie było. Pomyślała, że jeśli ją dorwie, to znowu skopie jej dupę. Nagle zobaczyła coś okropnego. Jej gitara leżała na samym środku drogi. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie nadjeżdżające z drugiej strony auto. Pobiegła z nadzieją, że zdąży zatrzymać samochód. Była już blisko jezdni. Przed wpadnięciem na nią zatrzymał ją Billie. Gdyby jej nie zatrzymał, potrąciłoby ją auto. Krzyczała i próbowała się wyrwać. Billie zasłonił jej oczy. Trzask.
Spojrzała na ulicę. W kawałkach leżała tam jej gitara. Korpus leżał około trzy metry od gryfu. Struny walały się po drodze. Z oczu Rebel spłynęły łzy. Zobaczyła śmiejącą się Kat. Podbiegła do niej i z całej siły uderzyła ją pięścią w twarz.
Upadła.

Bez kategorii

Boom.

Styczeń 13th, 2010
Komentarze są wyłączone

Boom.
Kolejna, jakże długo wyczekiwana notka. Dzięki wszystkim za tak dużą ilość komentarzy. Rekord yeaaah :D

Rebel rzuciła się na Kat. Biła ją pięściami po twarzy, i brzuchu. Wkońcu, zmęczona obijaniem dziewczyny pięściami, zaczęła kopać ją w brzuch. Z ust Kat pociekła krew. Rebel biła by ją pewnie dłużej, gdyby nie Mike który odciągnął ją od dziewczyny. Wyrywała się i krzyczała w nadzieji na dalszą zemstę. Niestety nie udało jej się. Billie i Frank, zabrali jej plecak i resztki gitary które udało się zebrać z ulicy.
Szli ulicami Berkeley bez słowa. Rebel obracała w dłoniach szczątki gitary. Struny pocięły jej dłonie. Nie zważała na krwawienie. Zastanawiała się jak zniszczyć Kat Colorado. Jak sprawić jej większy ból niż dzisiaj.
- Frank.- zaczęła.
- Rebel.- odpowiedział niezbyt inteligentnie. Co mógł jej odpowiedzieć?
- Ty grałeś na skrzypcach prawda?- spytała.
- Nawet nie przypominaj.- zrobił zrezygnowaną minę.
- Przynieś mi dziś wieczorem nuty. Potrzebuje.- wyszczeżyła zęby w uśmiechu. Nie wiecie ile siły wymagał ten uśmiech…
- Dobra.- zakończył krótko. Powoli wszyscy zaczęli się rozchodzić. Rebel szybko weszła do domu, i poszukała brata. Musiała powiedzieć mu co się stało, wkońcu to była jego gitara. Nie miała pojęcia, jak ma spojrzeć mu w oczy. W oczy które z taką ufnością dawały Rebel tę gitarę. Wkońcu się pojawił. Bez słowa pokazała mu gitarę. Oglądnął ją i zabrał do swojego pokoju. Zamknął się w nim na klucz. Rebel przyłożyła ucho do drzwi. Usłyszała uderzenie, tak jakby uderzał gitarą (a raczej tym co po niej zostało) w ścianę. Zamknęła oczy, i poomacku ruszyła do pokoju. Nie chciała widzieć otaczającego ją świata.
Wrzuciła do pokoju plecak i ruszyła na strych. Nie była tam od czasu wprowadzenia się do tego domu. Wiedziała, że gospodarze zostawili tam sporo swoich gratów. Nie miała jednak zamiaru szukać skarbów. Poszła po skrzypce. Po chwili poszukiwań znalazła je. Zwykłe, proste, lekko odrapane skrzypce. Znalazła smyczek i spróbowała coś zagrać. Ku jej zdziwieniu pamiętała jak to się robi. Przypomniała sobie nuty, skale… Zaczęła grać. Nie ważne co. Poprostu grała.
Wieczorem Frank przyniósł jej nuty. Nie zabawił długo, bo musiał pomóc ojcu. Rebel nie dopytywała w czym. Jak musi, to musi. Zamiast rozmyślać, otworzyła zeszyt. Wydawał się dość staranny. Tylko na początku, ponieważ ostatnie strony pokrywały sprośne teksty i rysunki. Rebel uśmiała się nad tym. Powoli zaczynał poprawiać się jej humor. Co prawda powoli ale… nie można tym pogardzić.

Następnego dnia, lekcje odbyły się normalnie. Jane i Rebel zostały przez Frose zwolnione z ostatnich dwóch lekcji, po to by móc się przygotować. Powoli zmierzały w kierunku szkolnej hali. Miały dużo do zrobienia. Najgorsze w tym wszystkim było to, że jeszcze nie odbywały się próby. A trzeba było. Nie wiedziały czy się zgrają, czy poprostu dają radę to zagrać. Jane miała grać na fortepienie. Poza próbą, trzeba było przygotować stroje i jakąś oprawę. Ten cały festyn, był konkursem. Młode talenty o. Billie i reszta nie brali udziału bo stwierdzili że “nie chcą się zbłaźnić”. Kiedy jednak Jane wytknęła im, że boją się konkurencji, natychmiast zaczęli się z nimi kłócić. Dziwni są, oj dziwni.
Rebel stała przed małym lustrem, w szkolnym kiblu i przyglądała się swojemu strojowi. Nie był on powalający. Wyglądała cholernie zwyczajnie. Myślała nad jakąś maska, lub coś w tym stylu. Niestety, nic z tego nie wyszło. Jane miała jednak dla Rebel małą niespodziankę.
- Rebel… masz.- wycięgnęła do niej jakieś wielkie podłużne pudło. Rebel powoli je otworzyła. Zaniemówiła z wrażenia. Były to wielkie białe, anielskie skrzydła.
- Skąd ty to wytrzasnęłaś?- spytała zdziwiona.
- U mnie na strychu było…- odpowiedziała z uśmiechem. Rebel szybko wyciągnęła skrzydła z pudła i założyła je na siebie. Na dnie pudła, leżało jednak jeszcze coś. Był to stary, lekko przykużony cylinder. Jane zapytana o niego, zrobiła dziwną minę. Nie miała pojęcia skąd się tam wziął. Rebel włożyła go na głowę. Wraz ze skrzydłami wyglądała jak osoba z bajki.

Chłopaki czekały już na szkolnej hali. Z tego co się dowiedzieli, Rebel i Jane miały występować jako pierwsze. Siedzieli jak zwykle w ostatnich rzędzach złożonych z krzeseł, zdala od wzroku nauczycieli. Mieli trochę za złe dziewczynom, że poszły z lekcji. Nie musiały pisać cholernego sprawdzianu. A przynajmniej by im pomogły.
Nagle na sali zgasły światła. Wszyscy myśleli że na sali poszły korki. W chwilę potem wszystko się wyjaśniło. Na małej sali pojawił się dwie dziewczyny. Najpierw weszła dziewczyna z grubą, białą świecą i w czarnej pelerynie. Usiadła na czarnym szkolnym fortepianie. Później pojawiła sie inna. Była ubrana w zwykły, czarny podkoszulek z długim rękawem, potargane na kolanach spodnie i czarne trampki za kostkę o kolorowych sznurówkach. Na plecach miała wielkie, białe i rozłożyste anielskie skrzydła. Na głowie miała czarny cylinder zasłaniający jedno oko. W ręku trzymała skrzypce.
Padło na nią śwatło z dużego reflektora. Zaczął grać fortepian. Dziewczyna ze skrzypcami zaczęła śpiewać.
” Yesterday…
All my troubles seemed so far away,
Now it looks as though they’re here to stay,
Oh, I believe in yesterday…”. Później pochwyciła za skrzypce i zaczęła grać. Wszystkie oczy zwróciły się na nie. Głos śpiewającej dziewczyny rozbrzemiewał po całej sali. Panowała zupełna cisza.
Dziewczyny przestały grać. Na sali zapadła zupełna cisza. Czyżby było tak źle. Po parunastu sekundach ciszy, jakaś młoda dziewczyna o rudych włosach wstała i zaczęła klaskać. Cała sala powoli zaczęła wstawać. Oklaski nie miały końca.

Rebel i Jane powoli zaczęły schodzić ze sceny. Pod sceną czekała na nich cała paczka. Mike, Kate, Billie i Frank. Zaczęli składać im pogratulowania. Billie podszedł do Rebel i przyciągnął do siebie.
Pocałował.

Bez kategorii

Ruda :D

Styczeń 9th, 2010
Komentarze są wyłączone

Ruda :D
Rebel odlepiła się od Billie’go. Po chwili spojrzeń, wtuliła się w jego objęcia. Wszyscy nadal byli pod wrażeniem Jane i Rebel. Jane obściskiwała się z Frank’iem, Mike i Kate też, mimo że nie miała w tym żadnego udziału. Kiedy Rebel i Jane miały już zamiar wracać na widownię, by spokojnie poczekać na wyniki, okazało się że chłopaki mają lepszą propozycję. Szkoda że Rebel nie wiedziała jakie będą tego konsekwencje.
- Po co tutaj siedzieć? Idziemy na pogo do Bonnie!- powiedział Billie.
- Bonnie? Można wiedzieć kto to?- zapytała z podejrzliwym wyrazem twarzy Rebel.
- To ta ruda co pierwsza zaczęła klaskać.- odpowiedział za Billie’go Mike. Rebel po krótszym zastanowieniu zgodziła się. Chciałą poczekać na wyniki, dowiedzieć się czy wygrały. Ale po co? Dowiedzą się wszystkiego jutro w szkole. Postanowiła tam pójść, i zajarać sie w trupa.
Chwilę cała szóstka szwędała się po Berkeley. Frank który poniekąd znał doskonale drogę do domu Bonnie (Jane- “Ach tak… A kim ona dla Ciebie jest?), po chwili marszu stwierdził że nie wie gdzie mieszka. Musieli więc łazić po tym zapyziałym Berkeley (Rebel-”Ono wcale nie jest zapyziałe!”), i pytać ludzi o dom Bonnie Parker. Niektórzy ludzie widząc ich szóstkę, chwytali manatki i dzieciaki, i spieprzali do domów. Może zdziwiły ich skrzydła Rebel, których do tej pory nie ściągnęła? Co ją to obchodziło. Liczyło się jedno. Przyjaciele.
Po jakże długich dla nich 15 minutach poszukiwań wkońcu dotarli do domu.
- Nieźle… zaczęli bez nas.- powiedziała Kate, po czym wszyscy wybuchnęli śmiechem. Wyglądało na to, że nawet bez tej imprezy byłoby im świetnie.
Powoli wpłyneli do domu. Czuć było zapach piwa i trawki. Wszyscy zrobili głęboki wdech. O taaak… to jest życie.
Wkońcu dostrzegli Bonnie. Leżała w objęciach jakiegoś chłopaka o czarnym jeżu na głowie. Jakiś kolejny ciekawy okaz z Berkeley. Nie jest takich mało. Bonnie wkońcu wyrwała się z jego objęć i dopadła naszej szóstki.
- Witam!- krzyknęła.- Jest wszystko co chcecie: wódka, piwo, trawka, amfa, hera…- zaczęła wymieniać.
- No nie… My tylko przyszliśmy zapytać czy możemy się wprosić.- powiedział Frank.
- Pan w dom, Bóg w dom!- krzyknęła, po czym wróciła w objęcia swojego chłopaka.
Billie, Rebel, Mike i reszta, zaczęli szukać jakiegoś dogodnego miejsca do imprezowania. Jak narazie wszystkie stoliki, kanapy był pozajmowane. Wkońcu udało im się odnaleźć czarną, skórzaną kanapę. Zasiedli do niej, i zaczęli imprezować. Zaczął lać się alkohol.
Rebel pociągnęła duży łyk piwa. Tak naprawdę, to pierwszy raz się upijała. Co prawda, wiele razy miała okazję, ale nie miała takiego towarzystwa jak teraz. Nareszcie czuła, że może robić co chce, być z nimi. I o to jej chodziło.
- Dobra. Przechodzimy na większe działa.- powiedział Frank, po czym wyciągnął do każdego z osobna jednego joint’a. Rebel przez chwilę się wachała, postanowiła jednak spróbować.
- Kto ma zapalniczkę?- zapytała Kate. Rebel bez namysłu wyciągnęła z kieszeni zapalniczkę, i zaczęła odpalać wszystkim joint’y. Na końcu zapaliła sobie.
- Kurwa. To smakuje jak bułgarska trawa.- wypuściła z płuc marihuanowy dym. Po chwili jednak poczuła się szczęśliwa. Wszystko co widziała zaczynało ją śmieszyć. Pomysły które rodziły się w jej głowie, były naprawdę głupawe.
- Billieee…- zapytała.- Mogę pocałować Frank’a?- spojrzała upalonym wzrokiem na Billie’go. On sam nie był w lepszym stanie.
- Pewnie! Jestem następny w kolejce!- po czym zaczał się śmiać. Ujarana Rebel podeszła do Frank’a i usiadła obok niego. Po chwili zbliżyła się do niego i zaczęła się z nim całować. Jane nie miała nic przeciwko temu. Właśnie zaczynała bredzić o swoich sznurówkach.
Wkońcu Rebel przestała całować się z Frank’iem. Rozejrzała się do okoła. Kate i Mike leżeli na sobie, i powoli zaczynali się rozbierać. Nie było żywcem co robić. Wszyscy byli nie do “użytku”. A Reb nie mogła usiedzieć w miejscu. Wkońcu wiedziała na czym może się wyżyć: taniec.
Poprosiła jakiegoś kolesia, by zaczął wbijać na perkusji jaki kolwiek rytm. Tak też zrobił. Rebel zaczęła podskakiwać i robić jakieś dziwne ruchy. PO chwili zaczęło wychodzić jej to nawet zgrabnie. Wszyscy ludzie zaczęli spoglądać na nią.
- No!! Dupy na parkiet!- jak po magicznych słowach, wrzyscy wpłynęli na parkiet. Teraz wszyscy podskakiwali i tańczyli. Jak Rebel.
Po chwili skakania i tańczenia, Rebel wróciła do Billie’go. Dziwnie na nią spoglądał. Mimo, że była trochę wstawiona, zauważyła to. Był jakiś dziwny. Może nieobecny, nie wiedziała. Usiadła obok niego, i spojrzała mu w oczy.
- Co?- zapytała.
- Kocham Cię.- po krótkie, ale jakże wymownej odpowiedzi, pocałował ją. Chwycił ją w biodrach, i przyciągnął do siebie. Zaczął ją przechylać. Teraz już leżał na niej, i zaczęł całować ją po szyi. On jednak szybko podniosła się. Nie pozwoliła na to. Mimo że był nalany, poczuł się jak kretyn. Wiadomo co sobie o nim pomyśli.
- Nic nie szkodzi.- odpowiedziała, po czym wtuliła się w jego ramię. Był trochę tym zdziwiony. Nietrzeźwość czy wyrozumiałość?

Rano Rebel obudziła się na kanapie obok Billie’go. Na szczęście byli w ubraniach. Kamień spadł jej z serca.
Rozględnęła się wokoło. Wszędzie walały się butelki i woreczki po marihuanie. Powoli przęciągnęła się, i ziewnęła. Billie jeszcze spał, Jane i Frank leżeli na podłodze, a Mike’a i Kate nie było. Nagle poczuła intensywny ból głowy. Postanowiła udać się do łazienki. Na początku nie mogła jej znaleźć. Wszystko ją bolało, dlatego łażenie po schodach, było trochę uciążliwe. Wkońcu jednak udało jej się ją znaleźć.
Powoli weszła do środka. W wannie spała sama Bonnie. Musiała zabalować bardziej niż Reb.
Zmoczyła sobie twarz, i spojrzała w lustro. To co tam zobaczyła przekraczało wszelkie pojęcia.

Bez kategorii