Kopytko.
Kopytko.
Dzisiejsza notka specjalnie dla green-day-fuck :). Wprowadzam jej postać. Oczywiście wcześniej to uzgodniłyśmy:).
Miłego czytania.
Rebel przetarła oczy i spojrzała na zegarek. Dzisiaj trzeba iść do szkoły. Nie podobało jej się to, ale co można zrobić? Zwlekła się z łóżka, umyła się i ubrała. Jak zwykle na śniadanie zdążyła zjeść jabłko. Szła z tym jabłkiem tak jak zwykle. Nic się nie działo. Nagle jednak zobaczyła coś dziwnego. Mike, całujący się z dziewczyną. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby była to Cruz. To nie była Cruz. Rebel wydawało się, że już wcześniej ją widziała. Chyba chodziła do ich szkoły… W każdym razie nigdy nie poświęciła jej zbyt wiele uwagi. Postanowiła podejść bliżej.
Stała teraz obok nich. Podniosła jedną brew i spojrzała na nich z ironią. Podeszła do Mike i krzyknęła mu wprost do ucha.
- Pritchard ruszaj dupe i do szkoły!!- odskoczyli od siebie jak oparzeni. Na początku byli trochę zszokowani, potem jednak szok przemienił się we wstyd. Rebel też to zauważyła, więc postanowiła jakoś zręcznie wybrnąć z tej sytuacji. Zdała sobie jednak sprawę że nie bardzo wie jak zacząć.
- No to… nie przedstawisz mi swojej nowej dziewczyny?- wyszczeżyła zęby w uśmiechu.
- Poniekąd…- dziewczyna trąciła Go w brzuch łokciem.- To jest Kate. Chodzi z nami do klasy.- no tak. Teraz Rebel wyszła na idiotkę. Oni jednak tak chyba o niej nie pomyśleli. Dziewczyna z uśmiechem wyciągnęła do niej rękę.
- Kate jestem.- powiedziała. Wyglądała całkiem miło. Szli teraz do szkoły w ciszy. Coś jednak nie dawało Rebel spokoju.
- A co z…- nie zdążyła dokończyć bo Mike już jej odpowiadał.
- Puściła się z Creep’ym.- odpowiedział. Musiało mu to sprawić ból, zobaczyła to na jego twarzy. Kate przytuliła się do niego.- A po co Ci gitara?- spytał. Rzeczywiście Rebel taszczyła na plecach swojego starego strater coaster’a. Była to stara czarna gitara elektryczna, poobklejana różnymi znaczkami i naklejkami.
- Jutro ma być jakiś festyn… Frose chciała żebym ja i Jane coś zagrała… Myślałyśmy o Yesterday Beatles’ów.- dalsza rozmowa potoczyła się gładko. Rozmawiali o nauczycielach, ocenach, muzyce… Kate okazała się bardzo miłą dziewczyna, która ma swoje zdanie. Przez połowę drogi kłóciła się z Rebel na którym krążku Beatles’ów była piosenka Yesterday. Wkońcu wyszło na to, że obydwie się myliły.
Rebel zauważyła że Mike wpatruje się w Kate jak w obrazek. Nigdy nie zauważyła czegoś takiego między Cruz a nim. Naprawdę, czuła że tylu rzeczy jeszcze o nim nie wie. Dopiero teraz zrozumiała, że cały czas Go odtrącała… Całą swoją uwagę poświęcała Billie’mu i Frank’owi. Było jej głupio. Chciałaby Go przeprosić. Ale nie dzisiaj. Napewno nie dziś.
Dotarli do szkoły. Rebel nie miała gdzie zostawić gitary. Postanowiła zmierzyć się z Frose, i poprosić ją o pozwolenie na zostawienie gitary w klasie. Czuła że może być trudno. A co tam, można spróbować.
Zobaczyła Billie’go. Był w wyraźnie marnym humorze. Podeszła do niego. Spojrzałą mu w oczy. Wyglądał jakby płakał. Oczy były “mokre”, a mina nie tęga. Nic nie powiedziała. Poprostu się do niego przytuliła. Wtulił się w nią bardzo mocno.
Powoli wchodzili do klasy. Rebel musiała wejść ostatnia, żeby nikt nie dostał od niej gitarą. Powoli wtoczyła się do klasy.
- Przepraszam panią… mogę zostawić w klasie gitarę?- spytała.
- No dobrze… ale tylko ten jeden raz.- zdziwiła się, że Frose tak szybko ustąpiła. Coś musiało w tym być. Nie zastanawiała się jednak nad tym. Usiadła do ławki, i wsłuchała się w lekcje. Przynajmniej tak to wyglądało. Marzyła. Wyobrażała sobie siebie na wielkiej scenie. Stoi sama z gitarą i gra na niej. Ludzie krzyczą i piszczą. Rebel marzyła o sławie. O wielkiej, pięknej sławie. O nagrodach i wróżnieniach… To marzenie miało się nigdy nie spełnić.
Lekcje dobiegły końca. Rebel nie wiedziała, dlaczego jej marzenia wpędziły ją w tak marny nastrój. Wszystko wydawało się szare i bezbarwne. W dobry nastrój wprawił ją Billie. Na przerwie podszedł do niej i znowu przytulił się do niej. To wystarczyło.
- Gdzie twoja gitara?- zapytał nagle. Rzeczywiście zapomniała o swojej gitarze. Podbiegła do Frank’a i Jane, z nadzieją że może ją wzieli.
- Nie wzieliście może przypadkiem mojej gitary?- spytała.
- Nie. Przynajmniej nie ja. Chyba że mam rozdwojenie jaźni.- odpowiedział Frank. Mogła się tego spodziewać. Po chwili jednak dowiedziała się gdzie jest jej gitara. Kat Colorado i jej wredne koleżanki wynosiły ją na dziedziniec.
- Colorado ździro oddaj mi moją gitarę!- ona tylko odwróciła się i zrobiła głupią minę. Rebel puściła się za nią biegiem.
Zaczęła rozglądać się po dziedzińcu. Kat nigdzie nie było. Pomyślała, że jeśli ją dorwie, to znowu skopie jej dupę. Nagle zobaczyła coś okropnego. Jej gitara leżała na samym środku drogi. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie nadjeżdżające z drugiej strony auto. Pobiegła z nadzieją, że zdąży zatrzymać samochód. Była już blisko jezdni. Przed wpadnięciem na nią zatrzymał ją Billie. Gdyby jej nie zatrzymał, potrąciłoby ją auto. Krzyczała i próbowała się wyrwać. Billie zasłonił jej oczy. Trzask.
Spojrzała na ulicę. W kawałkach leżała tam jej gitara. Korpus leżał około trzy metry od gryfu. Struny walały się po drodze. Z oczu Rebel spłynęły łzy. Zobaczyła śmiejącą się Kat. Podbiegła do niej i z całej siły uderzyła ją pięścią w twarz.
Upadła.
